Nie będzie o tym, czym jest nerwica.
Nie będzie suchych faktów, terapeutycznego dziennika ani studiowania tematu.
Nie będzie instrukcji, obietnicy „jak wyjść” z nerwicy, nie neguje też psychologii.
Tekst pokazuje perspektywę biologiczną i osobistą. Obiecuję, że przyniesie Ci ulgę.
Więc jak to się czuje, kiedy ciało przejmuje stery?
Samo słowo nerwica jest w perspektywie psychologicznej z marszu kliniczne i kojarzone z „czymś do przepracowania”. Ale nerwica nie jest wadą psychiki, jest językiem ciała. Dlatego tym razem nie będzie o nerwicy. Będzie o odzyskaniu zaufania do ciała. Ciała, które nie wytrzymało.
Kiedyś analizowałam, brałam odpowiedzialność za objawy, miałam poczucie, że „coś ze mną nie tak”. Nerwica była problemem do rozwiązania. I kiedy objawy nerwicy wracały znów szukałam w sobie winy.
Szukałam przyczyny. Analiza, odpowiedzialność, kontrola.
Przez lata myślałam, że to lęk. Szukanie znaczeń: stres, żałoba, alkohol, terapia.
Kiedyś było napięcie i był wstyd.
Paradoksalnie im więcej wiedziałam, tym bardziej próbowałam to kontrolować.
Ale nerwica nie wraca dlatego, że czegoś nie przepracowałaś.
Wraca wtedy, gdy ciało mówi: to było za dużo.
To nie ja się rozsypałam. To mój układ nerwowy nie wytrzymał. Nerwica to nie słaba psychika. To przeciążony układ nerwowy. Pierwsze objawy nerwicy pojawiły się, kiedy miałam 19 lat, po bardzo trudnych doświadczeniach. Jakie są objawy, które wyglądają jak „coś ze mną nie tak”?
- z ciała - ataki paniki jako reakcje somatyczne, przebodźcowanie, wyczerpanie, bezradność, mdłości i wymioty, kołatania serca, ucisk w klatce piersiowej i duszności, zawroty głowy, uczucie omdlenia "nogi z waty", drżenie, mrowienie, drętwienie kończyn, napięcie mięśni, bóle karku, szczękościsk, biegunki, „ściśnięty” żołądek, uczucie gorąca lub zimna, poty; derealizacja, depersonalizacja („jakbym nie była sobą”)
- emocjonalne - nagłe napady lęku bez „powodu”, poczucie zagrożenia mimo obiektywnego bezpieczeństwa, bezradność, panika, przerażenie, wrażenie, że „zaraz się rozsypię”, uczucie przytłoczenia drobiazgami nterpretowane jako „nie radzę sobie”.
- poznawcze - gonitwa myśli, trudność w skupieniu uwagi, wrażenie „pustki w głowie”, katastroficzne scenariusze, natrętne myśli o śmierci lub „ucieczce” (często mylone z zaburzeniem psychicznym)
- funkcjonalne - nadwrażliwość na bodźce, drażliwość, wybuchy płaczu lub złości, wycofanie z relacji, unikanie miejsc i sytuacji, trudność w podejmowaniu decyzji, etykietowane jako „jestem trudny, problemowy, aspołeczny”.
- egzystencjalne - utrata sensu, poczucie odklejenia od życia, myśli: „tak się nie da żyć”, fantazje o zniknięciu, nieistnieniu (często błędnie interpretowane jako depresja, pisałam o tym tutaj).
Znam je wszystkie. Moja historia na początku zahaczyła o szpital, ośrodek leczenia nerwic i kilkuletnią psychoterapię, aż zaczęłam „normalnie” żyć. Ale momentów powrotu objawów było wiele.
Pamiętam silne nawroty i słabsze. Pamiętam momenty, kiedy ataki paniki doprowadzały mnie do myśli samobójczych. Nie dlatego, że chciałam umrzeć, ale dlatego, że nie widziałam już sposobu, żeby to zatrzymać. Wtedy odkryłam prowadzone medytacje. Słuchałam ich w kółko. W tamtym czasie wierzyłam, że te pozytywne, budujące afrmacje mnie zmieniają, naprawiają, wyciągają z lęku.
Dziś wiem coś innego.
Medytacje pomogły nie dlatego, że zmieniły moje myślenie. Pomogły dlatego, że przeniosły uwagę z wnętrza na zewnątrz, uspokoiły ciało i zaczęły regulować układ nerwowy, w tym nerw błędny.
To nie było magiczne pozytywne myślenie. To nie była siła afirmacji. To była biologia.
Co pomogło mi teraz - po traumatycznym roku chorób, pobytów w szpitalach, panicznego strachu? Wszystkie objawy wróciły, chciałam zniknąć. W stanie paniki umysł nie jest w stanie „myśleć lepiej”.
Działa tylko to, co realnie wpływa na biochemię i fizjologię - na oddech, rytm, napięcie, pobudzenie. Dziś ta wiedza zdejmuje ze mnie winę. Bo wiem, że nie brakuje mi motywacji ani siły. Mój organizm jest po prostu w stanie, w którym nie da się siebie naprawić myśleniem.
Atak paniki nie wygląda jak lęk. Wygląda jak choroba. Bo biologicznie to gwałtowna reakcja autonomicznego układu nerwowego, nie myśl. I kiedy to rozumiesz, przestajesz się ze sobą kłócić.
Jeśli pierwszym odruchem u ciebie jest automatyczne szukanie przyczyny, to wiedz, że to nie jest pytanie o sens. To jest pytanie o stan twojego układu nerwowego. Nerwica nie wraca dlatego, że coś przeoczyłeś. Wraca wtedy, gdy było po prostu za dużo, wraca w trudnych momentach.
Umysł nie reguluje ciała - to moja zmiana perspektywy po latach doświadczeń. Dziś widzę stan. Dziś wiem, że to biologia. Układ nerwowy to nie system bezpieczeństwa, nie „wróg”. Nerwica jest reakcją biologiczną.
Dziś rozumiem reakcję biologiczną, oddaję kontrolę, nie czuję wstydu. Czuję ulgę.
Bo to nie jest do kontroli. To układ nerwowy siadł.
Co ta myśl zmienia? Mniej odpowiedzialności, mniej walki, więcej zgody.
Myśl, że to układ nerwowy siadł, zdejmie z ciebie odpowiedzialność i kontrolę. Przyniesie ulgę. Branie odpowiedzialności w nerwicy pogarsza stan. Kontrola nasila objawy. Ulga pojawia się, gdy przestajesz „coś robić”. To nie jest ucieczka. To biologiczna mądrość.
Dziś wiem, że najlepsza droga rozumienia, to droga, gdzie najpierw jest doświadczenie, potem biologia, a na końcu ulga.
.png)