3 lata edukacji domowej. Refleksje


Moja rodzina, ja i dzieci bardzo się zmieniliśmy przez ostatnie trzy lata. Jesteśmy jak pędzący pociąg z wagonikami. Kiedy któryś szwankuje, zatrzymujemy się. Tory prowadzą nas w nieznane, ale razem jedziemy do przodu. Dokąd zajedziemy? Kto to wie. Na razie skupiamy się na widokach za oknem.
Z pewnością duży wkład w zmianę ma fakt, że dzieciaki są w ED, że spędzamy mnóstwo czasu razem i mamy istotny wpływ na wewnętrzne relacje i zasady rządzące naszym życiem. Przede wszystkim nie musimy walczyć z innymi ludźmi o dobro naszych dzieci. Nie musimy mierzyć się z niesprzyjającym otoczeniem, bo sami wybieramy kiedy i z kim spędzamy czas. Możemy swobodnie trenować kompetencje życiowe w bezpiecznym otoczeniu, komunikację, umiejętność osiągania własnych celów, współpracę z innymi, wiarę w siebie i radzenie sobie w ogólnie pojętym żywocie.

Nie trzeba znaleźć się w środowisku szkolnym, żeby to przetrenować. W rodzinie też się da. Szczególnie jeśli jest więcej osób, kiedy każdy chce wyrażać siebie, stawiać granice, czuć się ważny. Forsowanie swojego zdania, dążenie do zaspokojenia własnych potrzeb (każdy ma inne) można ćwiczyć praktycznie non stop. Dorosły zyskuje na tym więcej niż na najlepszej terapii, bo nie ma lepszego nauczyciela, jak dziecko, w którym można przeglądać się jak w odbiciu lustrzanym. Jeśli zamiast zmieniać dziecko, zaczynasz zmieniać siebie.

Jako refleksję podaję kilka stereotypowych zarzutów, z którymi się spotkałam, odnośnie naszego stylu wychowywania dzieci. Mierzę się z nimi z naszej perspektywy i to jest moje podsumowanie - refleksja na rozpoczęcie czwartego roku w ED.




Wychowujesz "śnieżynki", jak wrócą do "normalnego życia" to zderzą się ze ścianą.

Spotykam się z zarzutem, że skoro "trzymam" dzieci w domu, to chcę je chronić przed złym światem, który wcześniej czy później je dorwie i wtedy będzie dla nich katastrofa. Określenie "pokolenie płatków śniegu" czy "dzieci - śnieżynek" wzięło się z książki "Fight Club” Chucka Palahniuka. Pada tam z ust bohatera Tylera Durdena tekst "Nie jesteś wyjątkowy. Nie jesteś pięknym i unikalnym płatkiem śniegu”. Pokolenie z rozbuchanym ego, nastawione na JA, egocentryczne, narcystyczne, egoistyczne, niezaradne i niesamodzielne. Przekonane o własnej wyjątkowości i przewrażliwione na swoim punkcie. Otaczane opieką przez rodziców na każdym kroku, "trzymane pod kloszem". Taki mniej więcej jest obraz "pokolenia płatków śniegu". 

Postrzeganie podziału na "normalne życie" i "życie w ED" w kategorii czarno-białe jest błędne.  Przekonanie, że jedynie środowisko szkolne odpowiednio kształtuje człowieka, jest błędne. Tak, jak błędne jest przekonanie, że środowisko edukacji domowej jest idealne. Żadne rozwiązanie nie jest idealne, bo takie nie istnieją. Tak, prawdopodobnie nasze dzieci wiele razy zderzą się ze ścianą. Jak sobie z tym poradzą i jakie będzie miało to konsekwencje, nie zależy od tego, czy są w ED czy w szkole. Albo raczej nie przede wszystkim od tego. Clue leży w kompetencjach życiowych dzieciaka, bo jeśli otoczenie nie wspiera go w radzeniu sobie ze stresem, to przeżywany stres wcale nie uodporni i nie wzmocni, co najwyżej zbuduje grubą skórę, a pod spodem będzie tlił się wulkan. Jeśli dziecko czuje dużą potrzebę stawiania własnych granic, jest nadwrażliwe w którąś stronę, to środowisko szkolne prawdopodobnie mu nie posłuży. Zabierze mu sen i ruch. Swobodę wyrażania siebie i czas. Zabierze potencjał, wyjaskrawi słabości i "deficyty". 

Zazwyczaj dzieci w ED otoczone dużą uwagą rodziców. Ale można też być w ED i stosować przemoc, traumatyzując stresem, przerzucając na dziecko własne potrzeby, ambicje, kompleksy.


Przedszkole jest potrzebne, nie dasz dzieciom tego, co tam dostaną - tyle różnorodnych zajęć.

Też byłam dzieckiem. Nie chodziłam do przedszkola, siedziałam z babcią. Nie miałam żadnych dodatkowych zajęć zorganizowanych, nikt mi też ich nie organizował w domu. Bawiłam się tak, jak podpowiadała mi wyobraźnia. Do dziś lubię być sama ze sobą, a najlepsze rzeczy wymyślam, kiedy nikt nie podstawia mi nic pod nos. Nie wyrosłam na głąba, choć do 7 roku życia nie chodziłam na sporty, języki, tańce czy szachy. Latałam za to sporo po podwórku. 

Obserwując swoje dzieci, widzę, że jest to właśnie tym czego łakną najbardziej - niczym nie zakłócona, swobodna zabawa i dużo ruchu. Podążanie za tym, czym same chcą się zająć. Pozwolenie im na swobodne obserwowanie świata, który ma sam w sobie mnóstwo bodźców. Nie mamy planu dnia, wypełnionego po brzegi ambitnymi zajęciami. I wiem, że nie jest to im potrzebne.
Przyjdzie czas, kiedy będą chciały więcej i wtedy to rozważę.  


Kto się zaopiekuje dziećmi na ED? Co z pracą?

Generalnie zabierając dziecko z placówki, robimy to nie po to, aby organizować mu opiekę, ale po to, aby z nim być i budować więź opartą na wspólnie spędzonym czasie. Jeśli jesteśmy w tym czasie w pracy (która jest w mniejszym lub większym stopniu naszym wyborem) i nie możemy być z dzieckiem, to opieramy nasze życie o priorytety, które sobie stawiamy. Jeśli nie mamy kredytów na chałupy i auta, prawdopodobnie wypłata jednego opiekuna starczy na utrzymanie rodziny. W obecnych czasach mamy tę łatwość, że zawód, formę pracy i jej rodzaj można zmienić. To są nasze wybory. Edukacja domowa to nie jest łatwy wybór. To nie jest tylko powolne szwendanie się po ambitnych wystawach, długie trasy po historycznych miejscach, czy sielskie liczenie koniczynek na łące. Oczywiście, można i tak, ale życie to znacznie większa proza i szarówa. Jeśli nie wymaga się nie wiadomo czego i nie snuje za ambitnych planów, może być jednak całkiem spoko:)

Znam mamy, które zawodowo pracują z innymi dziećmi, podczas gdy ich dzieci wychowuje ktoś inny. Jeśli chcemy oddać odpowiedzialność za wychowanie naszych dzieci innym osobom, zróbmy to. Niech każdy decyduje za swoją rodzinę i wybiera co jest dla niej najlepsze. 


Integracja z rówieśnikami jest niezbędna do rozwoju.

Zgadzam się, integracja jest ważna. Czy koniecznie z rówieśnikami? Czy koniecznie w szkole? Niekoniecznie. Nie tylko siedzenie iluś godzin w budynku zapewni integrację. Są inne sposoby, a globalizacja tylko to wspomaga. Nie jesteśmy już światem dzieci biegających z kijem i piłką po podwórku. Dzieci, które po szkole powinny latać po osiedlach, po prostu nie istnieją! Mają wtedy szereg zajęć dodatkowych, odrabiają ambitne zad.dom., albo są w wirtualnym świecie.
Więc to ja się pytam, gdzie ta integracja?


Co dziecko robi cały dzień kiedy nie chodzi do szkoły?

Otóż to, co ono może robić poza szkołą? Nie może przecież nie robić nic. Musi mieć jakieś obowiązki, plan dnia, zajęcia i siedzieć posłusznie na tej twardej ławce, bo inaczej głupoty przychodzą do głowy, to jest nierozwojowe i dziczeje. Za to najbardziej nie lubię popkultury - lansuje ideę, że w życiu nie jest najważniejsze samo życie, że musi być coś więcej, coś extra. Że nie można napawać się, tym, że się jest, tylko trzeba być kimś i jakimś. Więc tylko chodzenie do szkoły zapewni odpowiedni rozwój. Jeśli dziecko zostaje w domu, to z pewnością odbija się od ściany do ściany, narasta w nim flustracja i to jest w ogóle jakaś patologia.
Więc co robią dzieci w edukacji domowej przez cały dzień? Po prostu żyją. 


Dzieci po ED mają problemy społeczne, muszą korzystać z terapii

Dzieci mogą mieć problemy społeczne z wielu powodów. A szkoła nie gwarantuje, że ich nie będzie, wręcz przeciwnie, patrząc na statystyki skolionofobii (fobii szkolnej). Dotyka dzieci szkolne i bynajmniej nie jest wymysłem, tylko przykrym faktem - to zaburzenie lękowe, potocznie zwane nerwicą szkolną, znajduje się w klasyfikacji zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania.
Pytanie, czy łatwiej stać się socjopatą dziecku wrzuconemu w tłum czy wyizolowanemu z tego tłumu? 


Na koniec - ED potraktowaliśmy jako dużą szansę, dla całej rodziny.
Bo "naszym zadaniem jest przygotować dziecko do drogi, a nie drogę dla dziecka".

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia