Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty

Wychowuj człowieka, nie płeć

Pierwsze lub drugie pytanie, jakie pada, kiedy dowiadujemy się, że znajoma jest w ciąży, to: „chłopiec czy dziewczynka”? Nie jak samopoczucie, czy czegoś potrzebuje, czy wszystko w porządku, gratuluję i koniec kropka.
Bo to pytanie, po prostu MUSI paść.
A zaraz za nim komentarz.



Automatycznie identyfikujemy ciążę z płcią. Ciąża staje się płcią i staje się publiczna, zaczynamy dopasowywać cały majestat kolorystyczny i ubraniowy do płci, mamy wizję różowości / niebieskości, dopasowujemy rodzeństwo („znów chłopiec? ojej szkoda”; „kolejna dziewczynka, ale będzie babiniec!”, lub „będzie parka? Idealnie!”), komentujemy wygląd „widać, że chłopak, bo pięknie wyglądasz, a dziewczynka zabiera urodę” albo „widać, że dziewczynka, bo brzuch taki mały, dziewczynki się kulą do mamusi”. „Kolejna dziewczynka – mąż pewnie chłopca chciał?”, „oj, drugi chłopak, pewnie wolałabyś dziewczynkę?”




W naszej rodzinie wychowuje się dzieci. Ludzi. Nie narzucamy im czym i jak mają się bawić, tylko dlatego, że ktoś wymyślił, że dane zabawki są odpowiednie dla danej płci. Nie kupujemy im dedykowanym płciom gadżetów, książeczek, nie wymuszamy zachowań „właściwych dla płci”, nie uczymy nawyków „prawidłowych” dla płci.
Ubieranie, czesanie to kwestia indywidualna ale nie powinna bezpośrednio wynikać z myślenia, że coś wypada albo nie, że coś będzie miało wpływ na psychikę dziecka (np. długie włosy u chłopaka to będzie „spedalony” albo krótkie włosy u dziewczyny to będzie „brak wdzięku i powabu” bo przecież wdzięk można pokazać tylko przez kokardy i falbany…). A największa bzdura, jaką wymyślono, to: „z chłopcem ciężko dać sobie radę, chłopcy to łobuzy, dziewczynki są łatwiejsze w wychowaniu”.

Ostatnio obserwowałam dyskusję w necie na temat koloru wózka. Ponoć rodzice (no ok, głównie matki…) „podkreślają płeć dziecka” kolorem wózka. Wózki dziecięce już nie są dla dzieci. Są dla płci. Dotąd wydawało mi się, że istotna jest funkcjonalność wózka. Wygoda dziecka. Myliłam się. Najważniejszy jest design i kolor!
Nie do końca wiadomo jak płeć podkreślać np. wózkiem niebieskim czy zielonym, pasuje bardziej do dziewczynki czy do chłopca? Ale już różowy, fiolet, pomarańcz to tylko dla dziewczynki! Argument? Bo tak. Bo chłopiec z różowym śmieszy. Ale kogo śmieszy? Kolor śmieszy, czy dziecko? I dlaczego właśnie różowy ma być jakiś uwłaczaniem, powodem do nabijania się z dziecka?
Czy ktoś mi wyjaśni, dlaczego kolor różowy jest nieprawidłowy dla chłopaka?


Ludzie, wychowujmy ludzi. Niech nasze dzieciaki nie czują, że ze względu na płeć muszą być jakieś, niech mają poczucie człowieczeństwa i prawo do bycia kim są. Nie doszukujcie się w tym podtekstów ideologicznych, feminizmu, unisexu, „lewactwa”. Bo to się nazywa rozsądek.





Schabowy chłopaka i kluseczki dziewczyny. O stereotypach PŁCI
Wychowanie bez różnicowania płci. Konstruktywne rodzicielstwo czy wymysł gendera?
GENDER srender. Czyli facet potrzebny jak rybie rower



Czytaj więcej >

Ciąża jest chorobą. 7 dowodów (pół żartem a jednak serio)

Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest choroba?
Choroba to, według definicji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO):
stan organizmu, kiedy to czujemy się źle, a owego złego samopoczucia nie można jednak powiązać z krótkotrwałym, przejściowym uwarunkowaniem psychologicznym lub bytowym, lecz z dolegliwościami wywołanymi przez zmiany strukturalne lub zmienioną czynność organizmu. Przez dolegliwości rozumiemy przy tym doznania, które są przejawem nieprawidłowych zmian struktury organizmu lub zaburzeń regulacji funkcji narządów.
No i co? Niech mi kto mądry powie, że ciąża do takiego stanu nie należy. Niezależnie od przekonań, doświadczeń, stanu wiedzy i poglądów, a nawet płci, fakty mówią za siebie: ciąża jest CHOROBĄ.
Co charakteryzuje ten stan ekstremalny ekhm błogosławiony?
Co wtedy dzieje się z ciałem i psychiką? Jakie są widoczne zmiany, na które nie mamy wpływu.




1. ZMIANY W FIZJOLOGII
Tu mamy, niestety, sporo balastów. Mdłości, a nawet rzyganie. Cofanie treści żołądkowej. Zmiany w regulacji spania – na początku śpimy ile wlezie, a przynajmniej marzymy o spaniu non stop. Stan permanentnej śpiączki. Natomiast na końcówce nie śpimy w ogóle, choć też marzymy o śnie, bo o aktywność ciężko. Ale się spać nie da, bo ciało boli i drętwieje wykręcone w jakiejś jednej dopuszczalnej pozycji, a próby przerzucenia wielkiego obciążenia na brzuchu, mogą przekraczać możliwości.
Jeśli wybierzemy się na (powolny) spacer, nie możemy oddalać się za daleko od WC. Sikamy bowiem non stop. Z wydalaniem też możemy się borykać, bo metabolizm gwałtownie spada i nic już nie jest takie samo, nawet coś tak oczywistego, jak kupa.
Układ krążenia dostaje w kość do granic, zdarza się, że ledwo ciągnie. Nogi puchną, mamy obrzęki, nawet żyły potrafią boleć.
A seks? Kiedy chce się non stop spać, a ciało przeobraża się w stanie błyskawicznym, to średnio o zmysłowość. Z drugiej strony, libido szaleje i można w przypływie szalonej żądzy upominać się o swoje (i flitować z kim się da!), ale bez pożądanego skutku, bo w tym okresie „szczególnej troski i uwagi” nie ma opcji zezwięrzęcenia się. Więc lipa z seksualnych wybryków.
Co tam jeszcze? Mamy obrzęki i przekrwienie górnych dróg oddechowych, przysadka mózgowa zwiększa swą objętość o ponad 100%, nasila się lordoza lędźwiowo-krzyżowa oraz przygięcie głowy, zwiększa się napięcie mięśni kręgosłupa. 
Dochodzi do fizjologicznego zatrzymywania wody w organizmie (do 6,5 l wody). Współpraca z ciałem wymusza korzystanie z windy, omijanie sklepowych kolejek, eliminację różnych produktów z diety, wymianę garderoby, itp.
2. ZMIANY W OBRAZIE KRWI
Morfologia odbiega od normy tak bardzo, że trzeba sprawdzać ją non stop, żeby zapobiec ciężkim powikłaniom! Kto sprawdza morfologię co miesiąc? Jak wiadomo, wszystkie choroby powodują zmiany w składzie i obrazie krwi, ciąża również. Warto dodać, że choroba ciążowa wymaga pełnej diagnostyki, wykonuje się szereg badań, chodzi się cyklicznie do lekarza, czyli podobnie jak u wszystkich innych na cośkolwiek chorych. Większość leukocytów czyli krwinek białych odpowiedzialnych za system odpornościowy organizmu, idzie lulać. Dosłownie! Gdyby nadal były w takiej samej formie aktywne, zwalczałyby ciało obce, czyli płód, który rozwija się w organizmie. Odporność zatem drastycznie spada. Ciężarna jest narażona na infekcje 300% bardziej, niż przed ciążą. Jej organizm skupia uwagę na czymś innym. Wydzielają się hormony, które zmieniają ciało i umysł. 
3. ZMIANY W ZMYSŁACH
Wzrok – pogarsza się. Węch – odmienia na tyle, że to, co przedtem pachniało, teraz śmierdzi i na odwrót. Dotyk jest wyśrubowany w swej wrażliwości, choć na końcówce ciało jest tak odrętwiałe, że mało co je rusza. Smak zmienia się totalnie. Apetyt rośnie. Lecz dogadzanie sobie bez umiaru w myśl „w ciąży jedz za dwojga” to cholerny mit. Uleganie zachciankom w miarę postępu ciąży ulegają ograniczeniom i restrykcji, wcale nie z wyboru Ale z musu, bo albo jest ryzyko zrobienia z siebie poczwary (odpadają węglowodany i cukier, czyli nawet nie można sobie humoru poprawiać kulinarnym dogadzaniem), albo pokarm zwyczajnie się nie mieści, a kwasy cofają się spowrotem, co do przyjemności nie należy.
No i słuch. W stanach euforii lub depresji możemy słyszeć różne głosy, niekoniecznie własne.
4. ZMIANY W ZACHOWANIU
Ewolucja człowieka w pełnej krasie. Na początku jest to stan permanentnego PMS. Może tak zostać do końca ciąży, a nawet dłużej.... Nieprzewidywalność. Wybuchowość. Nerwowość. Wrażliwość, a nawet przewrażliwienie. Wybuchy płaczu, nie wiadomo skąd i po co. Szalone pomysły. Przeobrażenia gustu i potrzeb. Zachcianki. Nocne wędrówki po mieszkaniu.
Huśtawki nastrojów, ataki histerii, potrzeby zmian. Brak energii, zmęczenie, senność.



5. ZMIANY W WYGLĄDZIE

Twarz staje się blada. Z czasem też opuchnięta. Paznokcie się łamią, a włosy wypadają. Biust wylewa się z idealnie dobranego dotąd stanika. Rozciąga się skóra i czasem pojawiają się na niej czerwone nieregularne krechy. Całe ciało wraz z biegiem czasu rozpulchnia się i rozrasta. Woda zatrzymuje się wszędzie, w każdym zakamarku, kończyny przypominają serdelki, twarz ostatnie stadium u alkoholika. Chód robi się kaczkowaty. NIC już nie jest takie samo…
6. ZMIANY W SAMOPOCZUCIU
Huśtawki nastrojów w tempie rolercoastera. Wewnętrzny przymus zmian, zmian, zmian! Siebie, zawartości szafy, otoczenia, mieszkania i partnera. Poczucie uwięzienia na przemian z euforią. Depresja i stany lękowe przeplatane stanami wszechogarniającego szczęścia i miłości do świata. Tak więc to, co uważane za "normalne" a nawet oczekiwane u ciężarnych, poza tym stanem stanowi zagrożenie i kwalifikuje do leczenia psychiatrycznego lub co najmniej wezwania egzorcysty.
Następują zmiany psychologiczne, co specjaliści nazwali szumnie kryzysem natury psychologicznej. Pojawiają się nowe nieznane wcześniej reakcje emocjonalne, nieustające napięcie psychiczne, poczucie atrakcyjności seksualnej lub jej zanik, skrajne wybuchy na przemian: płaczu, histerii, złości, miłości i obojętności, co jak wiadomo jest dość wyczerpujące. Komplet wszystkich wymienionych (i pominiętych) dolegliwości oraz zachowań charakteryzuje się opisem chorobowym, stanem zaburzenia czy zestawieniem słabości (wad?).
Do tego stan ten, nadal jest traktowany jako błogosławiony w imię tezy, że ciąża to nie choroba.
7. ZMIANY PO
Jak każda choroba, i ta zostawia po sobie pamiątki. Mówimy tu o wspomnieniach oraz o trwałych śladach na ciele. Mogą być większe lub mniejsze, ale są zawsze. Jakie? Najlepiej zapytać tych, co doświadczyli i może nawet pokażą?

Co do przyczyny tej CHOROBY, to wiadomo, odpowiedź prosta. Choć już jej przebieg bardziej skomplikowany, bo uwarunkowany genami, predyspozycjami, kondycją ciała i psychiki.
Co z ciężarnymi?
Są owładnięte i bez władzy nad samą sobą, skołowane tym, jak naprawdę się czują i zmanipulowane tym, że mają czuć się dobrze, kwitnąć, być piękne, nie zrzędzić i nie próżnować.
Ciąża do nie choroba do cholery!

"Tylko" tyle, że wydajność organizmu w ciąży zwiększa się dwukrotnie. Podobnie jak u wyczynowych olimpijczyków podczas treningów. W III trymestrze następuje stan krańcowej wydolności organizmu. Jest to maksimum możliwości organizmu człowieka i dlatego ciąża trwa 9 miesięcy. Oznacza to, że gdyby trwałaby dłużej, organizm by skapitulował. Poddałby się walkowerem! 
Fizyczno-psychiczny stan ciąży dla organizmu kobiety nie jest chwalebny, ale na pewno godny pochwały. Bo opisany wysiłek ciężarnej oraz zmiany, przez jakie przechodzi, z pewnością położyłyby niejednego nieciężarnego człowieka na któryś ze szpitalnych oddziałów.


Na koniec optymistyczny komunikat – ta CHOROBA mija :)
Czytaj więcej >

Samokontrola w sytuacjach ekstremalnych. Co się dzieje z nami w ciąży?



Pragnienie kontroli swojego umysłu, emocji i ciała (i wiara, że jest to możliwe), jest tyle popularne, co złudne. Może być nawet szkodliwe, jeśli wierzymy, że jest dostępne w zasięgu ręki, jak podają różne dostępne na rynku systemy anonsujące się jako pomocowo-rozwojowe, modne i często reklamowane jako usługa psychologiczna. Wmawiają nam, że istnieją cud-metody na nasz ból psychiczny, że możemy sobą dowolnie sterować, że naturalny stan człowieka to poczucie nieustającego szczęścia, że są (oni wiedzą jakie) błyskawiczne narzędzia automanipulacji, dzięki którym jesteśmy ulepieni według jakiegoś zen-wzorca i stanowimy o własnej SAMOKONTROLI.

No nie kochani, to tak nie działa. Biochemia naszej fizyczności plus ogrom procesów nieuświadomionych wyklucza możliwość zapanowania nad duchem i ciałem. Poza konkretnymi świadomymi technikami wpływania na nasz światopogląd, które możemy żmudnie wypracować w sobie, samokontrola jest nierealna.

Świadczą o tym choćby te trzy podstawowe kwestie:
1. Nie możemy kontrolować czegoś, czym sami jesteśmy, czyli naszego JA, bo JA nie może kontrolować i władać JA, jednocześnie nim będąc, chyba, że byłyby dwa JA, ale to stan raczej chorobowy.
2. Emocje są nieprzewidywalne i poza zasięgiem kontroli, chyba, że żyjemy odcięci od świata i medytujemy 24/24, ale to też nie wiadomo.
3. W ciele fizycznym mogą następować takie przemiany, że nie jesteśmy w stanie nad nim zapanować, a nawet więcej - ono może zapanować nad nami, i choć jesteśmy całością (umysł i ciało), nad biochemią i naturą procesów władzy nie mamy.

A właściwie po co ta władza i kontrola? 
Wystarczy współpraca.
Psychosomatyka, psychoimmunologia, psychoneuroimmunologia, to dziedziny, które zakładają, że emocje i stan psychiczny wpływają na stan fizyczny: kondycję ciała, samopoczucie, choroby, dolegliwości. Istnieje teoria, że choroby biorą się z naszych przekonań (głowa) i naszego odżywiania (jelita). Tylko współpraca tych obszarów i dbałość o nie, mogą dać w efekcie zdrowie.
Nie będzie pożądanego skutku, jeśli skupimy się tylko na głowie, albo tylko na ciele.

Ale istnieją sytuacje ekstremalne, w których nawet największe nasze starania o głowę i ciało, nie dadzą nam żadnej gwarancji. Przykładem na brak kontroli nad sobą, są stany graniczne, labilne czy gwałtowne w życiu człowieka, jak np. ekstremalny stres, zagrożenie życia, euforia orgazmu podczas seksu z drugim kimś, wariacje hormonalne, choroby (cała długa lista), niedobory elektrolitów (witamin i minerałów), pasożyty/grzyby, szwankowanie któregoś z organów czy zepsuty ząb.

Albo…
ciąża 





No to zatrzymajmy się przy tej ciąży, niezmiennie lansowanej jako stan błogosławiony (czyli pomyślny, chwalebny, zbawienny itp.). Zobaczmy, co wtedy dzieje się z ciałem i psychiką. Przefiltrujmy widoczne zmiany, na które totalnie nie mamy wpływu.

Stan ciąży gwarantuje jedno: brak rewizji ciała i umysłu.
To, co wtedy przechodzi organizm to Meksyk i anarchia w jednym.
Większość leukocytów czyli krwinek białych odpowiedzialnych za system odpornościowy organizmu, idzie lulać. Dosłownie! Gdyby nadal były w takiej samej formie aktywne, zwalczałyby ciało obce, czyli płód, który rozwija się w organizmie. Odporność zatem drastycznie spada. Ciężarna jest narażona na infekcje 300% bardziej, niż przed ciążą. Jej organizm skupia uwagę na czymś innym. Wydzielają się hormony, które zmieniają ciało i umysł.
Na początku jest to stan permanentnego PMS. Huśtawki nastrojów, ataki histerii, dziwaczne pomysły, potrzeby zmian. Brak energii, zmęczenie, senność. Zachcianki, puchnięcie, bóle i rzyganie. Zmiany w wyglądzie ciała. Następują metamorfozy w układzie krążenia, co dotyczy pracy serca i objętości krwi (zwiększa się do 50%). Mamy obrzęki i przekrwienie górnych dróg oddechowych, przysadka mózgowa zwiększa swą objętość o ponad 100%, nasila się lordoza lędźwiowo-krzyżowa oraz przygięcie głowy, zwiększa się napięcie mięśni kręgosłupa.
Dochodzi do fizjologicznego zatrzymywania wody w organizmie (do 6,5 l wody). Współpraca z ciałem wymusza nieoddalanie się od WC, korzystanie z windy, omijanie sklepowych kolejek, eliminację różnych produktów z diety, wymianę garderoby, itp. Natomiast współpraca z psychiką wymaga absolutnej akceptacji otoczenia.
Dlaczego?

Następują zmiany psychologiczne, co specjaliści nazwali szumnie kryzysem natury psychologicznej. Pojawiają się nowe nieznane wcześniej reakcje emocjonalne, nieustające napięcie psychiczne, poczucie atrakcyjności seksualnej lub jej zanik, skrajne wybuchy na przemian: płaczu, histerii, złości, miłości i obojętności, co jak wiadomo jest dość wyczerpujące. Komplet wszystkich wymienionych (i pominiętych) dolegliwości oraz zachowań charakteryzuje się opisem chorobowym, stanem zaburzenia czy zestawieniem słabości (wad?).
Do tego stan ten, nadal jest traktowany jako błogosławiony w imię tezy, że ciąża to nie choroba.
A co z nami, ciężarnymi?
Jesteśmy owładnięte i bez władzy nad samą sobą, skołowane tym, jak naprawdę się czujemy i zmanipulowane tym, że mamy czuć się dobrze, kwitnąć, być piękne, nie zrzędzić i nie próżnować. Nie pomogą żadne cuda wianki aby otrzymać moc, która da poczucie kontroli nad ciałem i umysłem. To natura włada nami, a nie my naturą, choć baaardzo byśmy chcieli, by było inaczej.
Idźmy w tę ciążę dalej. Wydajność organizmu w ciąży zwiększa się dwukrotnie. Podobnie jak u wyczynowych olimpijczyków podczas treningów.
W III trymestrze następuje stan krańcowej wydolności organizmu. Jest to maksimum możliwości organizmu człowieka i dlatego ciąża trwa 9 miesięcy. Oznacza to, że gdyby trwałaby dłużej, organizm by skapitulował. Poddałby się walkowerem!
Fizyczno-psychiczny stan ciąży dla organizmu kobiety nie jest chwalebny, ale na pewno godny pochwały.
Bo opisany wysiłek ciężarnej oraz zmiany, przez jakie przechodzi, z pewnością położyłyby niejednego nieciężarnego człowieka na któryś ze szpitalnych oddziałów.

To tyle w temacie samokontroli :)


Czytaj też:
Ciąża jest chorobą. 7 dowodów (pół żartem a jednak serio)










Czytaj więcej >

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia