Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Światopogląd i życie społeczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Światopogląd i życie społeczne. Pokaż wszystkie posty

Prozac kontra placebo. Co mówią badania?


Prozac i inne antydepresanty - czy są lepsze od placebo? Średnio tak.
Czy różnica jest duża? Raczej mała.

I właśnie tutaj zaczyna się fascynująca historia placebo.




Objawy psychiczne mogą być końcowym etapem długotrwałego przeciążenia całego organizmu. Psychika i biologia nie są od siebie oddzielone.

Psychiatra rozpoznanie depresji opiera na wywiadzie i obrazie klinicznym. Nie wykonuje badania, które ujęłoby: „oto niedobór konkretnej substancji w mózgu tej osoby, który należy uzupełnić”. 

Antydepresantów nie dobiera się dlatego, że lekarz wie, jaka dokładnie zmiana biologiczna odpowiada za objawy konkretnego człowieka.

Dobiera się je na podstawie dowodów z badań klinicznych, z których wiemy, że u części osób przynoszą wyraźną poprawę, u części poprawa jest niewielka, u części nie występuje wcale. 

Ile z tej poprawy pochodzi z farmakologicznego działania leku, a ile z tego, co dzieje się wokół przyjmowania leku?
Bo kiedy porównamy lek z tabletką placebo, okazuje się, że obie grupy często poprawiają się.

Więc psychika czy ciało?

Jeżeli ktoś ma jednocześnie zawroty głowy, uczucie niestabilności, kołatanie serca, przewlekłe zmęczenie, mgłę mózgową, pogorszenie po wysiłku, niepokój i obniżony nastrój, to czy naprawdę ma sens pytać: czy to psychiczne, czy fizyczne?

To fałszywy podział. Układ nerwowy nie jest ani „psychiczny”, ani „fizyczny”.  Jest jednym systemem, który łączy mózg, hormony, odporność i całe ciało. Dlatego obok pytania: Co dzieje się z moją psychiką? warto czasem zadać również inne:

Czy organizm jest przewlekle przeciążony?

Czy układ nerwowy od miesięcy lub lat funkcjonuje w stanie alarmowym?

Czy ciało ma przestrzeń na sen, regenerację, ruch i poczucie bezpieczeństwa?

Czy nie ma choroby, stanu zapalnego, niedoborów lub innych biologicznych przyczyn, które mogą nasilać podobne objawy?

To nie jest kwestia „psychika kontra ciało”. To jest ten sam organizm. Więc do rzeczy.

Przyjrzyjmy się temu, co naprawdę wiemy o antydepresantach, a przede wszystkim najsłynniejszej Fluoksetynie, czyli Prozacu, przez wiele lat zwanego jako TABLETKA SZCZĘŚCIA.
To właśnie fluoksetyna sprzedawana jako Prozac, stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych leków przeciwdepresyjnych i symbolem całej epoki SSRI.
W Polsce nadal jest dostępna i szeroko stosowana pod wieloma nazwami, m.in. Seronil, Andepin, Bioxetin i inne.


Placebo nie oznacza „nic”

Kiedy słyszymy słowo placebo, często wyobrażamy sobie cukrową tabletkę i człowieka, który wmawia sobie, że jest zdrowy. W badaniu klinicznym grupa placebo doświadcza realnego procesu leczenia, pacjent trafia do lekarza, ktoś go słucha, rozpoznaje jego problem, informuje, że istnieje leczenie.

Pacjent zaczyna regularnie przyjmować tabletki, pojawia się oczekiwanie poprawy.

Zmienia się sposób interpretowania objawów. Zmienia się kontekst, w którym człowiek doświadcza swojej choroby. I wszystkie te elementy mogą wpływać na wynik.

Dlatego odpowiedź na placebo nie oznacza, że człowiek „udawał” albo że problem był wyłącznie psychiczny. Oznacza, że organizm reaguje również na kontekst leczenia.


Kirsch: słuchając Prozacu, ale słysząc placebo

Jedną z najbardziej znanych analiz w tej dyskusji przeprowadził Irving Kirsch wraz ze współpracownikami. 

Już w 1998 roku opublikowali metaanalizę zatytułowaną: „Listening to Prozac but Hearing Placebo”

Przeanalizowali 19 badań obejmujących 2318 pacjentów. Zwrócili uwagę na bardzo silną zależność pomiędzy wielkością poprawy w grupie placebo i wielkością poprawy w grupie otrzymującej lek.

Ich praca stała się jednym z ważnych punktów wyjścia do późniejszej dyskusji nad tym, jak duża część efektu antydepresantów może być związana z placebo i kontekstem leczenia.

To była analiza pokazująca, że efekt placebo jest znacznie większym elementem odpowiedzi na leczenie depresji, niż często sobie wyobrażamy.


Dane FDA i „cesarz nowych leków”

W 2002 roku Kirsch i współpracownicy poszli krok dalej.  Przeanalizowali dane przekazane amerykańskiej FDA dotyczące sześciu najczęściej stosowanych wówczas leków przeciwdepresyjnych. I tutaj pojawił się bardzo interesujący wynik - średnia różnica pomiędzy lekiem a placebo była niewielka.

Kirsch podał, że około 80% odpowiedzi obserwowanej w grupie lekowej było również obecne w grupach placebo, a średnia różnica między lekiem a placebo wynosiła około 2 punkty w skalach Hamiltona.

Autorzy zwrócili również uwagę na fakt, że zwiększanie dawki nie prowadziło do proporcjonalnego zwiększenia poprawy. Na tej podstawie argumentowali, że znaczna część obserwowanej poprawy może być związana z czynnikami nieswoistymi dla działania farmakologicznego.

Ważne zastrzeżenie - ta analiza nie dotyczyła wyłącznie Prozacu, dotyczyła całej grupy leków przeciwdepresyjnych.

[Kirsch i wsp., The Emperor's New Drugs, 2002]


A co, jeśli depresja jest bardzo ciężka?

W 2008 roku Kirsch i współpracownicy ponownie przeanalizowali dane FDA, tym razem uwzględniając nasilenie depresji przed rozpoczęciem leczenia. 

Przy umiarkowanej depresji różnica pomiędzy lekiem a placebo była bardzo mała. Przy najcięższej depresji przewaga leków rosła. Nie oznaczało to koniecznie, że lek działał coraz mocniej wraz z nasileniem depresji.
Jednym z możliwych wyjaśnień było to, że odpowiedź na placebo stawała się słabsza u osób z bardzo ciężką depresją. Wtedy różnica pomiędzy lekiem i placebo może rosnąć nawet bez proporcjonalnego zwiększania działania samego leku.

Jednakże, interpretacja wyników konkretnej analizy „Lek działa lepiej w ciężkiej depresji” niekoniecznie oznacza „farmakologiczne działanie leku rośnie wraz z ciężkością depresji”.

[Kirsch i wsp., PLOS Medicine, 2008]


Ile daje samo placebo?

W 2009 roku Rief i współpracownicy przeanalizowali 96 badań obejmujących 9566 pacjentów znajdujących się w grupach placebo. W ich analizie średnia wielkość poprawy wynosiła:

**placebo: d = 1,69**

**lek: d = 2,50**

Autorzy oszacowali, że wielkość poprawy w grupie placebo odpowiadała około 68 procentom wielkości poprawy obserwowanej w grupie przyjmującej lek.

To oznacza, że poprawa obserwowana po podaniu placebo może stanowić bardzo dużą część poprawy obserwowanej w badaniach antydepresantów.

[Rief i wsp., Journal of Affective Disorders, 2009]


Ale istnieje też przeciwwaga

W 2008 roku Turner i współpracownicy przeanalizowali dane FDA dotyczące 12 leków przeciwdepresyjnych i 12 564 pacjentów. Znaleźli  ważny problem: selektywną publikację wyników.  Zgodnie z opublikowaną literaturą, wyniki prawie wszystkich badań nad lekami przeciwdepresyjnymi, jakie trafiały do publikacji naukowej, były pozytywne.
Badania negatywne mogły pozostać nieopublikowane, albo były często publikowane w sposób, który przekazywał pozytywne rezultaty.
To oznacza, że jeśli patrzymy wyłącznie na opublikowane artykuły, możemy przeceniać skuteczność leków.   

Co ważne, ustalenia badaczy ograniczały się do badań sponsorowanych (leków zarejestrowanych w FDA).

I to jest bardzo ważna lekcja nie tylko dla antydepresantów, bo nauka nie składa się wyłącznie z tego, co zostało opublikowane, a także z tego, czego nie opublikowano.
Badanie Turnera nie wykazało, że antydepresanty są nieskuteczne. Pokazało coś bardziej precyzyjnego, że opublikowana literatura może przekłamywać obraz.

[Turner i wsp., New England Journal of Medicine, 2008]


A potem pojawiła się ogromna metaanaliza

522 randomizowane badania.
116 477 uczestników.
21 leków.

Cipriani i współpracownicy stwierdzili, że wszystkie analizowane leki były średnio skuteczniejsze od placebo w leczeniu ostrej depresji u dorosłych.

„Wszystkie leki przeciwdepresyjne były skuteczniejsze niż placebo u dorosłych z ciężkim zaburzeniem depresyjnym. Mniejsze różnice między lekami aktywnymi stwierdzono po uwzględnieniu w analizie badań kontrolowanych placebo, natomiast w badaniach porównawczych zaobserwowano większą zmienność skuteczności i akceptowalności.”

Ale istnieje drugi wniosek: przewaga nad placebo nie jest tym samym co ogromny efekt kliniczny. Statystyczna przewaga leku nad placebo może być realna, a jednocześnie dla konkretnego człowieka niewielka.

Duże metaanalizy badań klinicznych pokazują, że fluoksetyna przeciętnie wypada lepiej niż placebo. Jednocześnie przewaga ta jest zwykle niewielka.

[Cipriani i wsp., The Lancet, 2018]


Czyli kto ma rację?

Kirsch czy Cipriani? Paradoksalnie częściowo obaj. Kirsch zwraca uwagę na wielkość różnicy pomiędzy lekiem a placebo oraz na znaczenie placebo. Cipriani pokazuje, że nie można na tej podstawie powiedzieć, że leki nie działają. Oba wnioski mogą być prawdziwe jednocześnie.

Lek może być statystycznie skuteczniejszy od placebo, a jego przeciętna przewaga może być niewielka i nie jest to sprzeczność.


A co z fluoksetyną konkretnie?

Fluoksetyna, czyli Prozac, nie jest wyjątkowym „superlekiem”, ani TABLETKĄ SZCZĘŚCIA (jak był nazywany przez 25 lat).

Analizy porównawcze pokazują, że jest skutecznym lekiem przeciwdepresyjnym, ale nie ma podstaw, by przedstawiać ją jako lek zdecydowanie przewyższający inne antydepresanty.

W analizach dorosłych fluoksetyna wypadała podobnie do części innych leków, a w niektórych porównaniach była mniej skuteczna od sertraliny, mirtazapiny czy wenlafaksyny.

Ale ocena leku nie powinna sprowadzać się wyłącznie do pytania: czy działa? Powinna obejmować również: jak bardzo działa, u kogo działa, jak długo działa i jakie są koszty tego działania.


A co z dziećmi i młodzieżą?

Tutaj sytuacja jest jeszcze bardziej interesująca i znacznie bardziej kontrowersyjna. Wcześniejsze metaanalizy wykazywały przewagę fluoksetyny nad placebo u dzieci i młodzieży.

Na przykład metaanaliza obejmująca siedem randomizowanych badań wykazała niewielką, ale statystycznie istotną różnicę na korzyść fluoksetyny w skali CDRS R.

[Metaanaliza fluoksetyny u dzieci i młodzieży, 2021]

Inna metaanaliza sieciowa obejmująca 33 badania i 6949 pacjentów również wykazała przewagę fluoksetyny nad placebo.

[Metaanaliza leków przeciwdepresyjnych u dzieci i młodzieży]

Jednocześnie nowsze dane zmieniają obraz.
W 2021 roku ukazał się przegląd Cochrane dotyczący leków przeciwdepresyjnych u dzieci i młodzieży. 

Dla fluoksetyny różnica względem placebo była niewielka. Autorzy ocenili ją jako małą i klinicznie mało istotną.
To ważne, ponieważ różnica statystyczna i różnica, którą pacjent rzeczywiście odczuwa jako znaczącą poprawę, nie są tym samym.

A potem pojawiły się jeszcze nowsze analizy.
W 2025 roku opublikowano metaanalizę 22 randomizowanych badań dotyczących leczenia depresji u dzieci i młodzieży.

Autorzy stwierdzili, że leki przeciwdepresyjne były tylko marginalnie skuteczniejsze od placebo pod względem odpowiedzi na leczenie, a jednocześnie wiązały się z większym ryzykiem działań niepożądanych.

[Zhang i wsp., European Child and Adolescent Psychiatry, 2025]

Jeszcze ciekawsza jest analiza Plöderla i współpracowników, opublikowana online pod koniec 2025 roku i w numerze czasopisma z 2026 roku. Autorzy przeanalizowali wyniki badań fluoksetyny u dzieci i młodzieży w czasie.

Ich wniosek był taki, że wraz z pojawianiem się kolejnych, nowszych badań szacowana przewaga fluoksetyny nad placebo malała i przesuwała się w obszar klinicznej równoważności z placebo. Autorzy wskazują jako możliwe wyjaśnienia między innymi efekt nowości oraz zmieniające się oczekiwania uczestników badań.

„Pozorny brak klinicznie istotnej skuteczności fluoksetyny w leczeniu depresji u dzieci powinien być brany pod uwagę zarówno przez osoby opracowujące zalecenia terapeutyczne, jak i przez pacjentów oraz lekarzy.”

To jest niezwykle ciekawy wynik, bo pokazuje, że skuteczność obserwowana w badaniach nie musi być stałą właściwością leku. Może zależeć również od tego, w jakim czasie lek jest badany, czego spodziewają się pacjenci i lekarze oraz jak skonstruowane jest badanie.

[Plöderl i wsp., Journal of Clinical Epidemiology, 2026]


Placebo nie jest przeciwieństwem biologii

Kiedy mówimy: „to placebo” często brzmi to tak, jakbyśmy mówili: „to nie jest prawdziwe”. 
Tymczasem współczesna nauka traktuje placebo nie jako iluzję psychiki, ale jako potężny mechanizm psychofizjologiczny, w którym umysł realnie wpływa na ciało

Placebo jest częścią biologii człowieka. Oczekiwanie poprawy może wpływać na sposób, w jaki mózg przetwarza informacje o bólu, napięciu, zmęczeniu czy innych objawach. Kontekst leczenia może wpływać na doświadczenie choroby. Relacja z lekarzem może mieć znaczenie. Sam fakt rozpoczęcia leczenia może zmienić sposób, w jaki człowiek funkcjonuje.

Nie oznacza to, że człowiek „wymyśla sobie chorobę”. Wręcz przeciwnie. Oznacza, że mózg i ciało cały czas pozostają w komunikacji.


Co podsumowując wynika z badań?

Najuczciwsza odpowiedź na podstawie badań brzmi: antydepresanty działają, ale nie zawsze tak, jak wyobrażamy sobie ich działanie.


  • średnio antydepresanty są skuteczniejsze od placebo, ale przeciętna różnica jest niewielka
  • odpowiedź na placebo stanowi istotną część poprawy obserwowanej w badaniach
  • różnica między lekiem a placebo może być większa przy cięższej depresji, choć mechanizm tej zależności jest dyskutowany
  • selektywne publikowanie wyników może zawyżać obraz skuteczności leków, danych FDA 94% opublikowanych wyników było pozytywnych, wobec 51% w pełnym zbiorze badań. Literatura zawyżała średnią wielkość efektu o 32%
  • u dzieci i młodzieży najnowsza metaanaliza wskazuje na tylko niewielką przewagę antydepresantów nad placebo przy jednoczesnym istotnym wzroście ryzyka działań niepożądanych itd.


Jeżeli człowiek doświadcza depresji, nie powinien być sprowadzany ani do „chemii mózgu”, ani do „słabej psychiki”. Jest organizmem.

Jego mózg, układ nerwowy, hormony, odporność, sen, doświadczenia, relacje, środowisko i sposób interpretowania rzeczywistości pozostają ze sobą w nieustannej interakcji.

Dlatego pytanie: „Czy Prozac działa? jest trochę zbyt proste. Lepsze pytania brzmią: jak duży jest jego efekt? Dla kogo największy? Jak duża część poprawy występuje również bez aktywnego leku? Jakie znaczenie mają oczekiwania i kontekst leczenia? Co dzieje się z człowiekiem poza sześcioma czy dwunastoma tygodniami badania?
Czy poprawa objawów jest tym samym co rozwiązanie problemu, który doprowadził człowieka do tego stanu? Bo można wyciszyć objaw. Można też próbować zrozumieć, dlaczego organizm w ogóle musiał zacząć go wytwarzać.

Nauka często mówi: to zależy. Bo człowiek jest skomplikowany. Może warto przestać myśleć o depresji jako o konflikcie psychika / ciało, bo to jest jeden organizm.

Depresja nie jest ani wyłącznie chorobą mózgu, ani wyłącznie problemem psychologicznym.
Prozac nie jest tabletką szczęścia, a placebo nie jest oszustwem.

Na szczęście 😊



## Źródła

Kirsch I. i wsp. 2002. The Emperor's New Drugs: An Analysis of Antidepressant Medication Data Submitted to the U.S. Food and Drug Administration. 
[Publikacja w APA]

Kirsch I. i wsp. 2008. Initial Severity and Antidepressant Benefits: A Meta Analysis of Data Submitted to the Food and Drug Administration.
[PLOS Medicine]

Turner E. H. i wsp. 2008. Selective Publication of Antidepressant Trials and Its Influence on Apparent Efficacy.
[New England Journal of Medicine]

Rief W. i wsp. 2009. Analiza odpowiedzi placebo w badaniach leków przeciwdepresyjnych.
[PubMed]

Cipriani A. i wsp. 2018. Comparative efficacy and acceptability of 21 antidepressant drugs for the acute treatment of adults with major depressive disorder.
[The Lancet, PubMed]

Zhang Y. i wsp. 2025. Antidepressant treatment of depression in children and adolescents: a systematic review and dose response meta analysis.
[PubMed]

Plöderl M. i wsp. 2026. The loss of efficacy of fluoxetine in pediatric depression: explanations, lack of acknowledgment, and implications for other treatments.
[PubMed]

Okubo R. i wsp. 2025. Association of Placebo Response with Effect Size in Randomized, Double Blind Clinical Trials of Antidepressants in Children and Adolescents.
[PubMed]

Metaanaliza fluoksetyny u dzieci i młodzieży.
[PubMed]

Czytaj więcej >

Sprawdź, zanim uwierzysz

 

Jeżeli człowiek nie rodzi się z gotowym obrazem siebie, to znaczy, że sporą część życia spędza nie tyle poznając siebie, ile ucząc się, kim ma być.
A potem rozwój osobisty często proponuje mu kolejne narzędzia, żeby tę konstrukcję jeszcze ulepszyć.

Ale czy trzeba zbudować lepszą wersję siebie, czy najpierw zobaczyć, kto właściwie jest tym, którego cały czas próbujemy ulepszać?

A może warto odważyć się zobaczyć na nowo konstrukcję świata, którą uznałeś za naturalną?





Co pozostaje, kiedy zdejmiesz z człowieka to, w co został ubrany w procesie socjalizacji? 

Człowiek nie rodzi się z gotowym obrazem siebie. Nabiera ich z czasem. Staje się kobietą, mężczyzną, matką, ojcem, pracownikiem, lekarzem, nauczycielem, dobrym albo złym człowiekiem.

Nie rodzi się z gotową historią o sobie. Dostaje ją od rodziny, szkoły, religii, kultury, społeczeństwa. Od ludzi, którzy mówią mu, jaki powinien być.

Z czasem zaczyna mówić: To jestem ja.
Moje wykształcenie, zawód, rodzina, pozycja społeczna, poglądy, sukcesy i porażki, historia, cechy charakteru.


Tylko skąd wiemy, że to wszystko rzeczywiście jest nami?


Eckhart Tolle zapytałby: Kto ci powiedział, że jesteś tym, za kogo się uważasz?
Można pójść dalej - kto ci powiedział, że tak wygląda świat?
Bo przecież to, co wydaje nam się naturalnym porządkiem rzeczy, często jest po prostu tym, czego nauczyliśmy się nie kwestionować.

Że kobieta powinna być taka, a mężczyzna powinien być taki.
Że sukces wygląda tak, a bezpieczeństwo oznacza to. Że szczęście trzeba osiągnąć, że trzeba nad sobą pracować i że trzeba coś w życiu zrobić, żeby być kimś.

Kultura nie tylko mówi nam, jacy mamy być. Mówi nam również, jak wygląda rzeczywistość.
A potem przestajemy widzieć w tym kulturę. Zaczynamy widzieć prawdę.

Konstrukcję naszego własnego „ja”, którą uznajemy za rzeczywistość i kulturowe konstrukcje, które uznajemy za naturalne.

A może sprawdź, zanim uwierzysz?

Zobacz, co naprawdę jest twoim doświadczeniem, a co zostało ci przekazane.
Zobacz, co jest bezpośrednio przeżywane, a co jest opowieścią o tym przeżyciu.

Jak mówi Marek Taran mówi: Kluczem są uczucia, nie techniki.
Bo można przeczytać kolejne książki, poznać kolejne teorie, zastosować kolejne metody i stworzyć jeszcze bardziej wyrafinowaną wersję własnej historii.

A można też na chwilę przestać ją tworzyć. Poczuć. Zobaczyć. Być.
I wtedy pojawia się pytanie, którego nie da się już rozwiązać kolejną teorią:
Co pozostaje, kiedy zdejmiesz z człowieka wszystko to, czego nauczył się o sobie i o świecie? 

Czy od tego zaczyna się prawdziwe pytanie o świadomość?




Czytaj więcej >

Gdy przestajesz uciekać. Wyjście z nerwicy


Czy nerwica jest chorobą przewlekłą i nieuleczalną? Nie musi być.
Ale! Układ nerwowy ma pamięć, a nerwica jest sposobem reagowania organizmu na przeciążenie, który może się uaktywniać w określonych warunkach.
Dlatego wiele osób doświadcza okresów pełnej równowagi i nawrotów w momentach dużego stresu, straty, traumy czy długotrwałego przeciążenia. To nie oznacza, że „leczenie się nie udało”.

Co tak naprawdę znaczy wyleczyć się z nerwicy?

Jeśli przez „wyleczyć” rozumiemy „nigdy więcej nie poczuć lęku, paniki ani objawów”, to nie jest realistyczne ani biologicznie możliwe.
Ale jeśli rozumiemy to jako odzyskanie poczucia bezpieczeństwa w ciele, zdolność do samoregulacji, brak strachu przed objawami, życie bez ciągłego skupienia na lęku, to tak - to jest jak najbardziej możliwe.
W praktyce wiele osób przez lata żyje bez objawów, a jeśli one wracają, rozpoznaje je szybciej i reaguje inaczej, bez paniki, bez spirali, bez poczucia porażki.




Dlaczego nerwica czasem wraca?

Nie dlatego, że ktoś „nie przepracował tematu”, terapia była „za płytka”, albo psychika jest „słaba”.
Najczęściej dlatego, że układ nerwowy znów znalazł się w stanie przeciążenia,
przekroczona została biologiczna pojemność na stres.
To nie nawrót choroby. To reakcja systemu bezpieczeństwa. Tak samo jak ból pleców wraca przy przeciążeniu - nie dlatego, że ktoś „źle się wyleczył”.

Co zwiększa szansę trwałej poprawy?

Najważniejsza zmiana to odejście od walki z objawami.
Pomaga rozumienie biologii lęku, regulacja układu nerwowego (nie tylko praca poznawcza),
odbudowa poczucia bezpieczeństwa, relacje, rytm, sen, ciało.
Im mniej prób „kontrolowania” objawów, tym mniejsza ich siła.
Raczej przez nauczenie się, jak nie przeciążać układu nerwowego i jak wracać do równowagi.
Powrót objawów nie oznacza cofnięcia się w rozwoju.
Często oznacza, że wydarzyło się coś, co było po prostu za dużo.
W jakich sytuacjach nerwica nie jest „oddzielnym problemem”, tylko wtórnym objawem biologicznego przeciążenia? To ważny aspekt, bodiametralnie zmienia sposób myślenia o „leczeniu”.

Gdy układ nerwowy jest dodatkowo obciążony chorobą lub zmianami hormonalnymi, w przypadku takich stanów jak: neuroborelioza / przewlekłe infekcje neurozapalne, choroby autoimmunologiczne, długotrwały stan zapalny, premenopauza / perimenopauza (gwałtowne wahania estrogenów i progesteronu), układ nerwowy nie startuje z poziomu „zdrowej równowagi”.
Startuje z miejsca obniżonej tolerancji na stres, rozchwianej regulacji autonomicznej, zmienionej neurochemii (serotonina, GABA, glutaminian), nadreaktywnego układu alarmowego.
W takim kontekście objawy lękowe nie są nerwicą „z wyboru” ani wzorca psychicznego.
Są biologiczną konsekwencją stanu organizmu.

W chorobach takich jak neuroborelioza dochodzi do bezpośredniego zajęcia układu nerwowego,
występuje przewlekły stan zapalny, zaburzona jest regulacja osi stresu (HPA), pojawiają się objawy, które do złudzenia przypominają nerwicę: lęk, panika, derealizacja, nadwrażliwość, huśtawki emocjonalne, wyczerpanie.

W tym przypadku pytanie „czy da się wyleczyć nerwicę?” jest źle postawione.
Trzeba zapytać, jak wspierać układ nerwowy, który jest w stanie choroby i regeneracji.

Tu nie chodzi o „wychodzenie z nerwicy”, tylko o zmniejszanie obciążenia biologicznego.
Premenopauza / perimenopauza: to biologia, nie regres psychiczny. W okresie okołomenopauzalnym estrogeny (silnie neuroprotekcyjne) zaczynają gwałtownie falować, spada stabilność serotoniny i GABA, układ nerwowy staje się bardziej reaktywny.
|
Dlatego kobiety, które „nigdy nie miały nerwicy”, albo miały ją dawno temu i od lat było spokojnie,
nagle doświadczają napadów lęku, bezsenności, derealizacji, drażliwości, poczucia „rozsypania”.
To nie jest cofnięcie się w rozwoju. To zmiana biologicznej bazy regulacji.
Czy w takich przypadkach „da się wyjść”?
Tak - ale nie w sensie „raz na zawsze”.
W tych sytuacjach celem nie jest pozbycie się nerwicy czy „naprawienie psychiki”.
Celem jest dostosowanie obciążeń do aktualnej pojemności układu nerwowego, wsparcie biologiczne (sen, hormony, leczenie choroby podstawowej), regulacja zamiast kontroli,
ogromna łagodność wobec siebie.
Czasem to oznacza długie okresy stabilizacji, a czasem większą podatność na nawroty w momentach przeciążenia. I to nie jest porażka.
Gdy układ nerwowy jest dodatkowo obciążony chorobą lub zmianami hormonalnymi, objawy nerwicowe nie są problemem do „wyleczenia”, tylko sygnałem, że organizm działa na granicy swoich możliwości.
Im więcej biologii w tle, tym mniej sensu ma obwinianie siebie i próby „ogarnięcia się psychicznie”.

Czy nerwica jest chorobą nieuleczalną?

Nie. Nerwica nie jest chorobą degeneracyjną ani trwałym uszkodzeniem układu nerwowego. Jest reakcją organizmu na przeciążenie. Może ustąpić, wyciszyć się na lata lub wracać w trudnych momentach, i to nie oznacza porażki.

Dlaczego objawy wracają, skoro „było już dobrze”?

Bo układ nerwowy ma pamięć reakcji. Gdy ponownie pojawia się długotrwały stres, choroba, strata lub przeciążenie, organizm może sięgnąć po znany sobie mechanizm alarmowy.

Czy to znaczy, że terapia nie zadziałała?

Nie. Terapia może dać ogromne zasoby, ale nie chroni przed biologicznym przeciążeniem. Wiedza i wgląd nie regulują bezpośrednio układu nerwowego.

Czy nerwica to „problem psychiczny”?

Nie tylko. To stan na styku biologii, psychiki i środowiska. Często zaczyna się w ciele, a dopiero później jest interpretowana psychologicznie.

Czy można żyć normalnie po nerwicy?
Tak. Bardzo wiele osób żyje latami bez objawów lub z objawami, które przestają rządzić ich życiem. Kluczowe jest nie „pozbycie się” nerwicy, ale zmiana relacji z nią.
„jest za dużo”, „nie mogę tego zatrzymać”, objawy nasilają się przy próbach kontroli, myśli samobójcze często są próbą przerwania stanu, nie chęcią śmierci

Nerwica vs depresja vs trauma 

Nerwica - dominują objawy lękowe i somatyczne, wysoka aktywacja układu nerwowego 
„jest za dużo”, „nie mogę tego zatrzymać”, objawy nasilają się przy próbach kontroli, myśli samobójcze często są próbą przerwania stanu, nie chęcią śmierci

Depresja - obniżenie nastroju, energii, motywacji, spowolnienie psychoruchowe, poczucie pustki, bezsensu, trudność w odczuwaniu przyjemności, myśli samobójcze częściej związane z rezygnacją i beznadzieją

Trauma (PTSD / trauma rozwojowa) - nadreaktywność lub odcięcie, flashbacki, zamrożenie, dysocjacja, problemy z poczuciem bezpieczeństwa, silna reakcja na bodźce przypominające zdarzenie, objawy często nieregularne i nieproporcjonalne
W praktyce te stany często się nakładają, dlatego uproszczone diagnozy bywają mylące.

Co NIE jest wychodzeniem: ciągłe monitorowanie objawów, próby kontroli myśli, presja „muszę wrócić do normy”, udowadnianie sobie odporności

Co faktycznie pomaga - regulacja (oddech, rytm, sen, relacje), uznanie ograniczeń układu nerwowego, łagodność wobec nawrotów, zmniejszanie bodźców, nie zwiększanie ambicji.
Nerwica słabnie nie wtedy, gdy ją pokonujesz, tylko wtedy, gdy przestajesz ją traktować jak wroga.


Zawsze warto poszerzyć perspektywę, jeśli objawy pojawiły się nagle, bez wyraźnego kontekstu psychicznego, towarzyszą chorobie somatycznej, nasilają się mimo pracy terapeutycznej, idą w parze z silnym wyczerpaniem fizycznym
Częste biologiczne tła: choroby zapalne (np. neuroinfekcje), zaburzenia hormonalne (tarczyca, perimenopauza), niedobory (żelazo, B12, magnez), przewlekłe zaburzenia snu, długotrwały ból lub choroba dziecka/bliskiej osoby.
W tych przypadkach pytanie: „jak to przepracować?” jest często mniej trafne niż: „co teraz najbardziej przeciąża mój układ nerwowy?”

Nerwica nie jest dowodem słabej psychiki.
Nerwica nie jest chorobą neurodegeneracyjną ani postępującą, nie „niszczy” układu nerwowego i nie skazuje człowieka na stałe objawy. Z nerwicy można wyjść, ale nie w taki sposób, w jaki często obiecuje „wyleczenia raz na zawsze”.
Jest informacją o stanie organizmu, który zbyt długo funkcjonował ponad swoje możliwości.
Nie, nie znika od walki.
Znika, gdy ciało poczuje się bezpiecznie 😊

Czytaj więcej >

Przestań naprawiać. Wybierz inaczej.

 

Co dobrego mnie dziś spotka? Pytam siebie. A potem czekam, aż to dobre przyjdzie. Czasem nie przychodzi, za to przychodzi złe. Czy czuję rozczarowanie? Czasem tak, a czasem pytam siebie - co to mówi mi o mnie? Bo wierzę, że mówi dużo. Wierzę w symbole, w celowość, w nieprzypadkowość. Przyjmuje to, co przychodzi, nawet jeśli wcale mi się nie podoba i nawet jeśli na początku pojawia się bunt.
Oddycham tym rozgoryczeniem, presją, smutkiem, złością.
Lubię czuć i mieć wgląd w siebie. Od kiedy? Od kiedy sobie na to pozwoliłam i nauczyłam się wyłączać ocenę poznawczą. Coś, czym kierowałam się przez większość życia, czyli racjonalny umysł, przestało mi wystarczać. Przestało działać na moją korzyść.
Dlaczego? Bo stanowiło powód do myślenia, że jestem bezwzględnie do naprawienia.

Żyjemy w czasach, które skłaniają, aby chcieć naprawiać siebie i innych. Z łatwością znajdujemy elementy do naprawy, nieważne jakiego obszaru dotyczą. Zawsze jest coś, co można lepiej. Ale czy musimy się naprawiać, reformować, przekształcać w lepszą wersję? 




A może lepiej nam będzie, aby swoim życiem opowiadać swoją własną historię, z każdym nieidealnym elementem. Z wglądem w siebie, takim autentycznym.
Może wcale nie potrzebujemy wiedzy, co i jak naprawiać. Może wystarczy świadomość, że problemy emocjonalne przejawiają się na poziomie fizycznym i możemy się z tym zmierzyć.
Poczucie, że wystarczy nam odwagi i gotowości aby spotkać się ze sobą. Poddanie się, bez analizy, oceny, bez oczekiwań, kontroli. Zawierzenie, że ciało da nam potrzebne informacje.
Bo odpowiedzi przychodzą z ciszy. Gdyby myślący umysł miał dać jakieś skuteczne odpowiedzi z pewnością bylibyśmy już alfą, omegą i egzemplarzem idealnym.
Słuszna droga to wsłuchanie się ciało. Nawet jeśli myślący umysł ma wątpliwości to nie ma nic do stracenia. Ale nie jest to kwestia panowania umysłu nad ciałem.
To raczej odkrywcza podróż, doświadczenie głębszego procesu. 

Spokojny umysł jest obecny i refleksyjny, świadomy swoich myśli i swojego stanu, uważny na odczucia, na swój stan wewnętrzny. Sztuka odpuszczania to nie tylko sztuka odpuszczenia zrobienia czegoś czy zrezygnowania z czegoś, ale też sztuka odpuszczenia odczuwania jakiś emocji czy odpuszczenia myśli. Nie wypierania ich, ale zauważenia i poddania się bez analizy i szarpania się. Nadal robienie tego, co robisz ten kierując się troską, nie strachem.
Dbanie o ciało z szacunku a nie strachu przed chorobą. Dokonywanie wyborów z potrzeby zaopiekowania, a nie z konieczności naprawiania.

W sumie, żeby poczuć się szczęśliwym, zadowolonym i wdzięcznym, nie musimy osiągnąć żadnego sukcesu, małego czy dużego. Wystarczy, że nauczymy się żyć w zgodzie z dyskomfortem życia pełnego niewygody, tęsknoty, odrzucenia, bólu, nieprzewidywalności, strat, cierpienia i samotności.
Wtedy nic w nas nie jest do naprawienia. Jest do odkrycia i wypełnienia swoją wyjątkowością.

Życie daje nam nieustające powody do wglądu w siebie i rozwoju osobistego. Czasem z tego korzystamy, ale to wymaga wysiłku więc kiedy brak nam zasobów, stoimy w miejscu albo robimy krok wstecz. Choroby, dzieci, partnerzy, konflikty, problemy zawodowe. Krok w przód lub wstecz ale mimo wszystko krok, który jest wykorzystaniem powodu i wzięciem odpowiedzialności za swoje życie.

 Dlatego nigdy nie mów że jesteś samotny. Idź do lasu i zauważ, że jesteś gościem w tym domu pełnym stworzenia, że tam nie ma ciszy. Wejdź do lasu i poczuj że jedyne czego się boisz to Twój własny cień.

Całe życie pracujesz na swoją rzecz, z korzyścią lub szkodą. Można to zobaczyć, kiedy się zatrzymasz, często w bólu. Kiedy w samotności i ciszy pojawia się pustka, emocje przestają się wylewać, myśli pędzić, zapadasz w chwilę, wtedy można wgrywać nowe programy na ten oczyszczony dysk.
Pustka i cisza jest trudna, bo jesteśmy przyzwyczajeni do chaosu i hałasu, tylko taki program znamy. Uważność na siebie w takich chwilach to esensja zmian, choć łatwo je przegapić. Wolimy stare, wygodne i znane. A ciało nie pomaga, bo automatycznie podąża za starym wzorcem, błyskawicznie reaguje i znów dajemy napęd starym schematom.
Ale to wcale nie oznacza, że  masz w sobie coś do naprawienia.
Oznacza jedynie to, że masz w sobie coś do odkrycia i wypełnienia swoją wyjątkowością.
Dlatego nie bierz lekcji -  doświadczaj życia i pozwalaj na doświadczenie swojego życia innym, w ich własnym tempie, barwach i sposobach.
I weź przestań naprawiać! Odkrywaj. To jesteś TY 🤗


Czytaj więcej >

BORELIOZA. I co dalej?


Z boreliozą jest taki case - kiedy słyszymy, że ktoś ją ma, to brak nam wyobrażenia, co dokładnie się z nim dzieje, co dolega. To choroba, której nie widać, choć człowiek cierpi.
Choroba jest tak nieoczywista, wielowymiarowa i o różnym przebiegu, że nie tylko ciężko ją zdiagnozować i leczyć, ale też ma swoje drugie i trzecie destrukcyjne oblicze, które poznałam z bliska, bo osobiście.

Borelioza, zwana także chorobą z Lyme, to wieloukładowa choroba zakaźna wywoływana przez bakterie należące do krętków, które przenoszą kleszcze (istnieją doniesienia o przenoszeniu choroby przez inne owady, jak komary, pchły czy muchy, a także z matki na dziecko w trakcie ciąży).

Może przybrać postać wczesną, lub późną.
Jest chorobą bakteryjną, kiedy wyeliminujemy wywołujące ją bakterie, choroby nie ma.
Problem z tym, że jest to choroba wieloukładowa i w międzyczasie, na przestrzeni miesięcy i lat, może poczynić prawdziwe spustoszenie, rozwijać się w organizmie bezobjawowo przez wiele lat, przechodząc w postać późną, w koinfekcje towarzyszące lub zespół poboreliozowy i stając się bardzo trudną w leczeniu - w praktyce objawy pozostają do końca życia. 

Rozpoznanie boreliozy odnotowano po wyizolowaniu bakterii Borrelia dopiero w 1983 roku, w USA, a w Europie pierwsze przypadki tej choroby odnotowano w latach osiemdziesiątych. Dopiero od kilku lat cała Polska jest obszarem endemicznym boreliozy, a z roku na rok liczba osób zakażonych i zdiagnozowanych wzrasta. 

Diagnostyka jest trudna i nieoczywista.
Zacznijmy od tego, że czasem ciężko zauważyć, że ugryzł nas kleszcz. Nie zawsze rumień jest objawem (pojawia się jedynie u 20-40% zakażonych). Żeby doszło do infekcji (tzn. aby krętki dostały się do naszego ciała), kleszcz nie musi opijać się naszą krwią przez kilka dni. Niekiedy ten czas jest na tyle krótki, że tego kleszcza nawet nie zauważamy!
Dlatego, kiedy mówimy, że wcale nie zetkneliśmy się z kleszczem, już wiadomo, że mogło być inaczej. W każdym razie nie wiemy, więc nie leczymy.
A kiedy pojawiają się objawy, są niespecyficzne i nietypowe, mogą narastać i przybrać postać neurologiczną, przynosząc ból, cierpienie, niewydolność. Wykluczając z życia.

Lech Rademacher, polski lekarz mieszkający w Szwecji, na pytanie - jak wyglądały u niego objawy boreliozy, kiedy jeszcze o niej nie widział, mówił:
"Czułem się coraz dziwniej. Byłem rozbity i słaby. Było mi zimno, nie mogłem się rozgrzać. Momentami miałem poczucie, że nie wiem, gdzie jestem. Miałem zaburzenia koordynacji, świat wirował".

"Z boreliozą żyje się tak, jakby się miało grypę nie przez tydzień, lecz przez pół roku, rok lub dłużej" - mówi prezes Stowarzyszenia Chorych na Boreliozę.

Inna historia dotyczy polskiego studenta, którego kleszcz ugryzł kiedy miał 6 lat, a objawy ujawniły się w dorosłym życiu:
"Jednego dnia odjęło mi rękę, była jak guma, nie czułem jej. Potrwało to chwilę i minęło. Potem doszły do tego dziwne bóle m.in. kości, zmęczenie, stany depresyjne. Pewnego dnia zrobiło mi się słabo, nie wiedziałem, o co chodzi. Tydzień później zacząłem mdleć, doświadczać gigantycznych migren. Coraz częściej miałem poczucie odrealnienia. Najgorszy był miażdżący ból. Uczucie, jakby moje ciało coś rozrywało od środka"

Kolejna historia młodej dziewczyny: "ból kolana, problemy z koncentracją, skupieniem uwagi, czytaniem ze zrozumieniem i zmęczeniem. Dochodzą silne wyczerpanie, senność, złe samopoczucie, brak siły na cokolwiek, większe problemy z pamięcią. Wyniki? Wszystko w normie, książkowy okaz zdrowia. Silne bóle brzucha, uczucie ciągłego zmęczenia, mgły umysłowej, problemy ze skupieniem uwagi, brak radości z życia.
Problemy zaczęły się dosłownie ze wszystkim - snem, nawracającymi bólami głowy niepozwalającymi na normalne funkcjonowanie, kołataniem serca, ekstremalnymi bólami brzucha, stawów, mięśni, alergiami pokarmowymi, drętwieniem nóg, mrowieniem, pieczeniem skóry, mgłą umysłową, uczuciem odrealnienia, częściową utratą węchu, stanami depresyjnymi, wahaniami nastroju - od euforii po silny smutek, uczuciem braku sensu życia, stanami lękowymi (bez żadnego powodu), zaburzeniami równowagi, oddychaniem, słabą odpornością. Odsyłano mnie do terapeuty, sugerowano hipochondrię i zbyt duży focus na zdrowiu. Wielu nie wierzyło, że w tak młodym wieku można tak bardzo źle się czuć. Niezrozumienie bolało najbardziej. Niektórzy znajomi żartowali, że wymyślam problemy."

W tym miejscu warto dodać, że w przebiegu boreliozy może pojawić się ból neuropatyczny jak allodynia czy hiperestezja oraz objawy neuropsychiatryczne (Przyp. 1.), jako skutek procesów patofizjologicznych wynikających z infekcji krętkami Borrelii oraz jako psychologiczna konsekwencja obecności boreliozy.
W przypadku postaci bardziej zaawansowanych), mogą to być m.in.: zaburzenia depresyjne, wahania nastroju, zaburzenia lękowe, objawy psychotyczne, zmiany osobowości (zmiana zachowań, labilność emocjonalna, wybuchy złości, drażliwość), pogorszenie funkcji poznawczych (pamięci, koncentracji uwagi).




***

Pierwsze objawy u mnie zaczęły pojawiać się w połowie 2023 roku, do lekarza rodzinnego poszłam w marcu 2024 (kiedy już objawy były bardzo nasilone), a diagnozę otrzymałam w czerwcu 2024 (po 3 miesiącach wizyt i badań).

Na początku był ból dłoni podczas jazdy na rowerze. Momentami ciężko było utrzymać kierownicę. Czułam rwanie i rozgniatanie, dłonie były poduchnięte i usztywnione. Potem stopy, kolejno różne miejsca na ciele, to bark, to ramię, to biodro. 

Dręczył mnie ból fizyczny, skoki ciśnienia, przewlekły ból i wyczerpanie, z objawami neurologicznymi.
Zmienne rwące bóle wędrujące po całym ciele; mrowienie, drganie i osłabienie mięśni (poczucie utraty sił lub "odcięcia prądu", "mięśni jak z waty"). Zdarzało się, że stojąc w sklepie, miałam poczucie, że rozsypię się jak budowla z klocków lego... Miałam też takie momenty podczas jazdy na rowerze, dosłownie ciężko było utrzymać kierownicę i nie mogłam przewidzieć, kiedy ten stan się zacznie, ani kiedy skończy. 
Bywało, że ciężko mi było nawet "normalnie" siedzieć, musiałam siedzieć pół-leżąco na ziemi, traciłam kontrolę nad ciałem.

Nie mogłam się skupić, szwankowała pamięć, bywałam splątana i zdezorientowana, ciągle senna i bez energii, co sprawiało, że trudno mi było normalnie funkcjonować a zwykłe codzienne obowiązki wymagały podwójnego wysiłku. 
Poza tym zaburzenia rytmu serca (kołatanie ze zmianą rytmu bez przyczyny), wrażenie nagłego ciepła lub zimna na skórze, "gęsia skórka", dreszcze i poty, skurcze jelit i reakcje niestrawności na pokarmy, które zawsze znosiłam dobrze. Drętwienie palców, parestezje, skurcze mięśni, w tym twarzy.

Z czasem pojawiały się kolejne sygnały z ciała, nasilała się nadwrażliwość na zapachy, dźwięki, światło i temperaturę. W nocy budził mnie neuropatyczny rwący ból, rozrywający mięśnie od środka, jakby gryzło mnie dzikie zwierzę. Nie spałam tygodniami. Rano nie mogłam się spionizować, miałam w głowie helikopter i ciało jak z waty. 
Męczyły mnie skoki samopoczucia, raz lepiej, potem znów gorzej. Problemem stało się planowanie aktywności z dziećmi czy pracy - nie wiedziałam w jakim stanie się obudzę, a kiedy rano było trudno, stan się utrzymywał od kilku godzin do kilku dni, byłam zmuszona zmieniać plany sobie i innym.

Któregoś dnia na spotkaniu towarzyskim nie mogłam utrzymać szklanki. Patrzyłam na własną rękę jak na obce ciało, straciłam czucie. Pojawiły się objawy nerwicy lękowej i to był moment przełomowy, po którym poszłam do lekarza... dlaczego tak późno?
Bo jako aktywna fizycznie, aktywna zawodowo matka wielodzietna, tłumaczyłam to przeciążeniem i  perimenopauzą. Nie przechodziłam infekcji, wyniki systematycznych badań miałam świetne, a mój wiek metaboliczny w programie badawczym Projekt Picture określono na 33 lata (kiedy miałam 46)!

Lekarze patrzyli na moje dobre wyniki  i drapali się w głowę, a ja traciłam siły i wiarę, wpadałam w coraz głębszą flustrację. Jak to - ja cierpię, skoro wszystko na pozór jest idealnie? Może wymyślam.....?
W końcu wysłali mnie do psychiatry, do którego nie poszłam, bo miałam pewność, że moim problemem jest ciało wpływające na głowę, a nie na odwrót.
To pułapka błędnego koła - bezradność wobec braku wsparcia, wiedzy i utraty kontroli rodzi frustrację, która napędza przewlekły stres, a ten stres potęguje objawy fizyczne i rozbraja układ nerwowy, organizm nie ma już bufora, a biologia ma granice.
Bardzo trudne jest w tej chorobie poczucie bezradności, wtórna negatywna ocena siebie i .... ściana systemu, który Cię nie wspiera.

Wykonałam szereg badań u lekarzy różnych specjalności. Pierwsze podejrzenia to stwardnienie rozsiane, guz nadnerczy, RZS, choroby tarczycy. W każdej diagnozie była jakaś cząstka prawdy, bo siadał mi każdy układ, ale to ciągle nie było to. 

W badaniach krwi miałam bardzo dobre parametry (poza podwyższonymi monocytami), inne badania były niejednoznaczne. Któregoś dnia reumatolog, po kolejnej wizycie, kiedy miesiąc brania leków nic nie zmienił, zapytał czy kiedyś ugryzł mnie kleszcz. Hmm, no tak, przypomniało mi się, 10 lat temu, nad morzem znalazłam pod kolanem kleszcza. Zamroziłam go i zapomniałam o sprawie.

Zrobiłam badania - Test serologiczny przesiewowy ELISA oraz potwierdzający obecność przeciwciał IgG Test Western blot i objawy kliniczne zostały potwierdzone wynikami.
Rozpoczęłam proces leczenia. Składał się na niego protokół Buhnera, dieta niskowęglowodanowa, suplementacja, regeneracja, wspierałam się sesjami Icemana i sauną, a kiedy zaczęłam czuć się lepiej włączyłam ćwiczenia (oddechowe, wspierające siłę, równowagę i mobilność) i po kilku miesiącach wreszcie poczułam, że wracam do życia. Że odzyskuję moce, jasność umysłu, siłę! Wreszcie stanęłam na nogi i żegnałam boreliozę. Nie miałam pojęcia, że może to nie być koniec....

Nieleczona borelioza, zwłaszcza po latach, może prowadzić do nieodwracalnych zmian w organizmie, bo staje się chorobą układową, może wiązać się z powikłaniami, takimi jak uszkodzenia stawów, zaburzenia neurologiczne, kardiologiczne, zmiany w układzie ruchu, układzie nerwowym i zmiany skórne. Dolegliwości występują pomimo skutecznie przeprowadzonej terapii boreliozy (w organizmie pacjenta nie wykrywa się aktywnej formy drobnoustrojów).

Czyli - jeśli borelioza została rozpoznana i leczona, to co prawda możemy powiedzieć, że już nie mamy aktywnej boreliozy, ale możemy cierpieć na neuroboreliozę, zespół poboreliozowy PTLDS, fibromalgię i szereg chorób w układzie nerwowym, stawowym czy mięśniowym będących powikłaniem.

Jednak, czy te objawy można traktować jako odrębną chorobę, pozostaje przedmiotem sporu pomiędzy naukowcami. 

Jako ciekawostkę wklejam część artykułu z "Holistic Health" z 2025r.:


Zespół poboreliozowy (ang. post Lyme syndrome - PLS lub post-Lyme disease syndrome - PLDS) ma różne definicje i dwa różne podejścia. Wciąż jest kością niezgody pomiędzy specjalistami zajmującymi się boreliozą. Przedstawiciele Amerykańskiego Towarzystwa Chorób Zakaźnych (Infectious Diseases Society of America - IDSA) definiują go jako zespół objawów i dolegliwości typowych dla boreliozy, które utrzymują się po zakończeniu jej leczenia.

Natomiast lekarze reprezentujący  Międzynarodowe Towarzystwo ds. Boreliozy (International Lyme and Associated Disease Society - ILADS), traktują zespół poboreliozowy jako kontynuację boreliozy (a badacze z ILADS zalecają mieszankę kilku antybiotyków w dużych dawkach i przez długi czas, aż do ustąpienia objawów, a następnie chory musi przyjmować antybiotyki od dwóch do czterech miesięcy, by wyeliminować formy przetrwalnikowe bakterii, co daje kilka lat antybiotykoterapii!) 

Warto wspomnieć, że przy rozpoznanej nawet po wielu latach boreliozie, z automatu stosuje się długotrwałą  antybiotykoterapię, mimo, iż ma sens przede wszystkim w aktywnej postaci choroby. 

Wśród chorych z tzw. zespołem poboreliozowym przeprowadzono 4 badania z randomizacją (RCT), których celem było wykazanie ewentualnych korzyści z przedłużonego leczenia antybiotykami. Przebadano łącznie 280 osób, wśród których obserwowano niespecyficzne, przypisywane boreliozie objawy:
ból mięśniowo-szkieletowy u 81%
zapalenie stawów lub ból stawów u 90%
nerwoból u 14%
zaburzenia czucia u 76%
zaburzenia neuropsychologiczne lub zaburzenia funkcji poznawczych u 86%
przewlekłe zmęczenie u 96%

U chorych z przewlekłymi objawami przypisywanymi boreliozie z Lyme (i tzw. zespołem poboreliozowym) przedłużona antybiotykoterapia (przez 14 tygodni), w porównaniu z krótkoterminowym leczeniem (antybiotyk 2 tygodnie i placebo przez 12 tygodni), nie poprawiła jakości życia związanej ze zdrowiem, a ryzyko objawów niepożądanych było podobne.
(*dodam, że warszawski Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał stosowanie metody ILADS w leczeniu boreliozy jako niezgodne z aktualną wiedzą medyczną i naruszające prawa pacjenta).

W badaniu z 2025 roku wykazano, że nawet u osób, u których boreliozę rozpoznano wcześnie i leczono (21 dni doksycykliny), około 14% rozwinęło przewlekły zespół poboreliozowy (PTLD).

Zespół poboreliozowy PTLDS na początku objawia się niespecyficznie - przypomina zespół przewlekłego zmęczenia, osłabienie, zaburzenia snu, bóle głowy, mięśni i stawów, a także zaburzenia poznawcze, jak zaburzenia pamięci i koncentracji. Dolegliwości, jak w wielu innych schorzeniach i chorobach.

Z tą różnicą, że tu nie ma żadnych zalecanych metod leczenia.

Trudno też wskazać przyczynę, specjaliści przypuszczają, że objawy są wynikiem trwałego uszkodzenia tkanek przez krętki powstałych w trakcie choroby, zaburzeń immunologicznych, stanów zapalnych; dysfunkcji w układzie nerwowym, stawowym, mięśniowym.
Badania ciągle trwają.

Bądź co bądż, jest trochę jak chroniczna borelioza, co jest jednak oddzielnym tematem w środowisku medycznym.
Przewlekła borelioza opisuje boreliozę, która nie została odpowiednio wcześnie rozpoznana i leczona - infekcja mogła rozwijać się miesiącami lub latami (np. późna neuroborelioza, zapalenie stawów). Inna nazwa to zespół boreliozy z przewlekłymi objawami. 

Nie jest to uznawane przez większość środowiska medycznego, np. przez Infectious Diseases Society of America (IDSA). Tłumaczy się to brakiem brak dowodu na infekcję, brakiem opartych na dowodach naukowych wytycznych dotyczących opieki nad osobami z uporczywymi objawami, a rosnąca dezinformacja utrudnia leczenie.
("Przewlekła borelioza nie istnieje" - stanowisko prof. Miłosza Parczewskiego, konsultanta krajowego w dziedzinie chorób zakaźnych)

Dla jasności podsumuje:

- wczesna borelioza oznacza aktywną infekcję (od pierwszych dni do kilku m-cy od ukąszenia kleszcza); zazwyczaj objawy to rumień, stan grypopodobny, wczesne objawy neurologiczne;
- późna borelioza  (rozsiana późnostadialna) oznacza oznacza wciąż aktywne bakterie, mimo miesięcy lub lat po ukąszeniu, kiedy choroba nie była leczona lub leczona nieskutecznie; przewlekłe objawy zapalne, neuropatie;
- PTLDS (zespół poboreliozowy) oznacza objawy po leczeniu, bez aktywnej infekcji, wynikające z trwałych uszkodzeń, reakcji immunologicznych, stanów zapalnych;
- chroniczna borelioza może oznaczać późne stadium choroby, która nie była rozpoznana i leczona, bez dowodu na aktywną infekcję.


>>>>>> OBJAWY JAK PO CHEMIOTERAPII ? <<<<<<<

Coraz częściej badacze zauważają, że wiele przewlekłych chorób - niezależnie od ich przyczyny - prowadzi do bardzo podobnego "zespołu objawów". Dotyczy to osób po chemioterapii, z ME/CFS, fibromialgią, a także po późno rozpoznanej boreliozie.
Jeśli spojrzeć na listy objawów zgłaszanych przez osoby po chemioterapii, bardzo często pojawiają się:

przewlekie i przytłaczające zmęczenie, utrata energii ("odcięcie sił"), mgła mózgowa (trudności z doborem słów, gorsza pamięć, wolniejsze przetwarzanie informacji, większa męczliwość psychiczna), problemy z pamięcią i koncentracją, nadwrażliwość na bodźce, ból mięśniowo-szkieletowy, osłabienie mięśni i zmęczenie po niewielkim wysiłku, neuropatie (pieczenie, mrowienie, drętwienie), zaburzenia snu, zawroty głowy, nietolerancja wysiłku, kołatania serca, problem z pionizacją, problemy z termoregulacją ( zimne ręce i stopy, nietolerancja temperatur), lęk i obniżony nastrój, problemy z regulacją ciśnienia i autonomicznego układu nerwowego (brak regeneracji).

To brzmi niemal jak opis późnej boreliozy lub zespołu objawów po leczeniu boreliozy (PTLDS), o czym można nie tylko przeczytać w źródłach naukowych - ja znam to z osobistego doświadczenia.

Dlaczego objawy są tak podobne? Mimo, że przyczyna pierwotna jest inna, uszkadzane są te same układy organizmu.

1. Mitochondria - "elektrownie" komórki - chemioterapia może uszkadzać mitochondria bezpośrednio, w boreliozie przewlekły stan zapalny i stres oksydacyjny prowadzą do ich dysfunkcji. Gdy mitochondria produkują mniej energii, cierpią przede wszystkim mózg, mięśnie i układ nerwowy.

2. Neurozapalenie - zarówno po chemioterapii, jak i po boreliozie aktywują się komórki odpornościowe mózgu (mikroglej), powodując przewlekły stan zapalny tkanki nerwowej.

3. Przewlekła aktywacja układu odpornościowego - organizm pozostaje w stanie podwyższonej gotowości. Nawet jeśli nie ma aktywnej infekcji układ odpornościowy reaguje na pozostałości drobnoustrojów lub na uszkodzone tkanki. W 2025 r. pokazano, że u części osób po boreliozie fragmenty ściany komórkowej bakterii mogą długo utrzymywać odpowiedź immunologiczną mimo skutecznego leczenia.

4. Dysautonomia - układ autonomiczny przestaje prawidłowo regulować pracę organizmu.

W mojej historii boreliozy wszystkie wymienione objawy zamknięte w trudnych nazwach: neuroborelioza, fibromialgia, deficyty poznawcze, dysautonomia, PTLDS. 

To tworzy obraz, który dziś coraz częściej określa się jako przewlekłą chorobę poinfekcyjną (infection-associated chronic illness), a nie wyłącznie problem jednej bakterii (czy wirusa - podobne mechanizmy bada się obecnie również w ME/CFS.)

Przez wiele lat medycyna traktowała te schorzenia jako odrębne jednostki. Dziś coraz więcej zespołów badawczych dochodzi do wniosku, że być może patrzymy na ten sam biologiczny problem z różnych stron: przewlekłe neurozapalenie, zaburzenia odporności, dysfunkcja mitochondriów i autonomicznego układu nerwowego. To mogłoby wyjaśniać, dlaczego osoba po chemioterapii czy po boreliozie potrafi opisywać swoje codzienne doświadczenie niemal identycznymi słowami.


>>>>>>  NAWRÓT CHOROBY?  <<<<<<<

Warto podkreślić, że przewlekłe, długotrwałe objawy po przebytej boreliozie dotyczą głównie układu nerwowego. Jeśli w ciągu życia doszły inne czynniki, jak stres, infekcje, zmiany hormonalne, to objawy nawracają. Niektórzy twierdzą, że reaktywuje się bakteria, która ciągle bytuje w komórce, ale nie ma to potwierdzenia w badaniach (bo nie ma badań).

W ostatnich latach pojawia się coraz więcej badań sugerujących, że u części pacjentów z PTLDS występują objawy wskazujące na zaburzenia autonomicznego układu nerwowego (dysautonomia), a nawet zespoły takie jak POTS. 
U części osób po boreliozie objawy nawrotowe nasilenia nie oznaczają nawrotu zakażenia czy reaktywacji bakterii, ale zaostrzenie objawów stanu zapalnego (głównie chodzi o układ odpornościowy, startowy i nerwowy). Ten układ odpowiada m.in. za regulację ciśnienia, tętna i przystosowanie organizmu do zmiany pozycji.
Gdy działa nieprawidłowo, mogą pojawiać się właśnie: uczucie omdlewania bez utraty przytomności, chwianie, mgła mózgowa, zmęczenie, nasilenie objawów podczas stresu, upału, odwodnienia czy po infekcji, uczucie falowania podłoża, chwianie się, wrażenie, że możesz zemdleć, choć nie tracisz przytomności i nasilanie się objawów okresami; nasilenie objawów podczas stresu, upału, odwodnienia czy po infekcji.

W neurologii bierze się pod uwagę kilka możliwości.
Jedną z nich są zaburzenia autonomicznego układu nerwowego (dysautonomia). Ten układ odpowiada m.in. za regulację ciśnienia, tętna i przystosowanie organizmu do zmiany pozycji. Gdy działa nieprawidłowo, mogą pojawiać się właśnie podane objawy.

Drugą możliwością jest utrzymująca się nadwrażliwość ośrodkowego układu nerwowego po przebytym stanie zapalnym. U części osób po neuroboreliozie obserwuje się właśnie falujący przebieg objawów neurologicznych, mimo że nie ma aktywnego zakażenia.

To, że przyjmujesz B complex, magnez, witaminę D i żelazo, zmniejsza prawdopodobieństwo, że objawy wynikają wyłącznie z tych niedoborów, choć nie wyklucza ich całkowicie (czasem mimo suplementacji poziomy pozostają zbyt niskie lub problem leży gdzie indziej).

Zespół poboreliozowy (PTLDS) przebiega falowo.
Obecnie wiadomo, że stres fizyczny i psychiczny jest jednym z najczęściej zgłaszanych czynników wywołujących zaostrzenia. Niedobór snu, przemęczenie, infekcje, intensywny wysiłek, zmiany hormonalne to czynniki nasilające objawy, choć mechanizm nie jest do końca poznany. Wielu pacjentów opisuje właśnie epizody: kilka dni lub tygodni pogorszenia, a potem stopniową poprawę. 

Jednak nie wszystko po przebytej boreliozie jest skutkiem boreliozy, podobne dolegliwości mogą dawać m.in. choroby tarczycy, niedobory (B12, żelazo), choroby autoimmunologiczne.
Z drugiej strony to, że przyjmujesz B complex, magnez, witaminę D i żelazo, zmniejsza prawdopodobieństwo, że objawy wynikają wyłącznie z tych niedoborów, choć nie wyklucza ich całkowicie (czasem mimo suplementacji poziomy pozostają zbyt niskie lub problem leży gdzie indziej).

>>>>>>  PODSUMOWANIE <<<<<<<


Obecnie ciężko trafić na specjalistów, którzy wiedzą jak prowadzić przewlekły zespół poboreliozowy. Ja nie znalazłam. Szacuje się że 20% chorych na boreliozę zakończy leczenie z objawami.

Medycyna nie zna lekarstwa. Stosuje się leczenie objawowe (leki przeciwbólowe, przeciwzapalne) lub dalsze leczenie antybiotykami. Zaleca się środki przeciwbólowe i antydepresanty, a przede wszystkim unikanie stresu, regenerację i suplementację. 
W leczeniu boreliozy nie istnieje powszechnie przyjęty konsensus oparty na wiedzy - ani w kwestii dokładnego przebiegu choroby, ani  prawidłowego wykrywania i skutecznego leczenia w każdym jej stadium. (IDSA i ILADS od trzydziestu lat spierają się w podstawowych kwestiach dotyczących diagnozowania i leczenia!).

Więc staram się żyć zdrowo, bo trochę nie mam wyjścia :) 

Bywa, że mimo chęci i woli, nie mam siły w ciele i odczuwam ciągły ból. Ale nauczyłam się lepiej rozumieć sygnały ciała i żyć z większym szacunkiem do własnych ograniczeń.

Borelioza to bardzo podstępna choroba, nazywana plagą XXI wieku - w ciągu ostatnich 5 lat liczba zakażeń w Polsce wzrosła prawie 3-krotnie, a przecież wiele osób z nietypowymi, niepowiązanymi ze sobą objawami, pozostanie niezdiagnozowanych przez lata.

Biorąc pod uwagę skalę i specyfikę zjawiska, optymalnie byłoby wykonywać diagnostykę w kierunku boreliozy u osób dorosłych i dzieci z zaburzeniami, w tym rozwojowymi.

------------------------------------------------------


Przyp. 1. „Zaburzenia psychiczne w neurologii” (Dominika Dudek, Marcin Siwek, Bartosz Grabski; Termedia, Poznań 2009)

Bransfield RC. Neuropsychiatric Lyme Borreliosis: An Overview with a Focus on a Specialty Psychiatrist’s Clinical Practice. Healthcare (Basel). 2018;6(3)

Nowe metody leczenia przewlekłych chorób związanych z zakażeniem boreliozą

Wyniki badań dotyczące przyczyn objawów i możliwych metod leczenia

Objawy po leczeniu - przegląd badawczy

Borelioza: stan zapalny, stres oksydacyjny i dysfunkcja mitochondriów

Dysfunkcja mitochondriów i immunometabolizm w zmęczeniu związanym z boreliozą

Stowarzyszenie chorych na Boreliozę

Fundacja Akademia Boreliozy

Stanowisko Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Boreliozę w sprawie szumu informacyjnego

Kontrowersyjne metody leczenia zespołu poboreliozowego

Neuroborelioza 

Borelioza w praktyce lekarza POZ

Zdjęcia nieleczonej boreliozy - objawy

Rozpoznanie boreliozy - objawy





Na zdj. bakteria wywołująca boreliozę - Borrelia burgdorferi pod mikroskopem
(Michael AbbeyEast News zdjęcie)

Czytaj więcej >

Kierunek na siebie


W szkole podstawowej wcale się nie uczyłam, a w średniej ciągle wagarowałam. Można powiedzieć, że szkoła nigdy nie była dla mnie specjalnie ciekawa. Jako nastolatka wsiadałam w pociąg albo autobus i jeździłam szwendać się po okolicy. Jeździłam do lasu albo nad jezioro, gdzie siadałam na brzegu, oglądałam chmury i snułam refleksje o świecie. Uwielbiałam czas spędzony ze sobą, twórczy, wyrażony w swobodny, nieograniczony sposób.
Nigdy nie poczułam samotności w tej relacji.

Tak mi zostało do dziś.



Przyjrzałam się temu, co w samotności lubię robić:
- jeść
- pić kawę
- tańczyć
- spać
- płakać
- czytać
- słuchać muzyki
- spacerować
- podróżować
- gotować
- odpoczywać
itp.

W lutym 2023 spędziłam samotny weekend nad morzem. Przymiotnik "samotny" nabiera innego znaczenia, kiedy jest się pracującą matką trójki dzieci, wiadomo. 

Pojechałam nad ukochane morze, pojechałam pierwszy raz od... nie pamiętam kiedy, kiedy to celem nie był trening, warsztaty, szkolenie, ani obóz jogi. Pojechałam spędzić wolny czas ze sobą, co uważam to za ogromny przywilej i wartość. W tym czasie, nad morzem, nie miałam w planie absolutnie żadnych zajęć.

Nie miałam planu.

Samotny pobyt nad morzem był odpowiedzią na moją silną potrzebę separacji, spakowałam plecak i ruszyłam, zostawiając za sobą codzienność. Samotnie spacerowałam, czytałam, jadłam, spałam, słuchałam muzyki. Spędzałam czas wolny tak, aby odpocząć, wyjść z każdej z ról, jakie pełnimy na co dzień w życiu zawodowym i osobistym. Z roli matki, partnerki, pracownicy czy szefowej, ale też ogarniaczki...

Być w kierunku na siebie.

Być może nie uda się mi się nigdy całkiem "uzdrowić" z znaczeniu przeżytych stresów, traum i cierpień. Być może nigdy nie uda mi się pozbyć nerwicy. Albo wszystkiego przepracować.
Ale najważniejsza jest relacja ze sobą, która nie ma końca, o którą warto dbać. Bycie w uważnym kontakcie ze sobą rozwija, a rozwój uszczęśliwia, przynajmniej mnie ;)


Dbacie? 


*****

Co o czasie wolnym i rozwoju osobistym polskich kobiet mówią dane?


W badaniu segmentacyjnym czasu wolnego i rozwoju osobistego "Kobiety w Polsce", wyodrębniono
 5 segmentów współczesnych Polek:
Ogarniaczki Rzeczywistości, 21 proc - ich domeną jest ogarnianie wszystkiego wokół, w życiu osobistym i zawodowym (przy czym 49% Polek nie pracuje zawodowo).
Bokserki Losu, 20 proc.- sensem ich życia są dzieci, poświęcają się dla rodziny.; prywatnie i zawodowo - czują się niedoceniane.
Dziarskie Dziewuchy, 18 proc. - jedyny segment kobiet, które walkę feministek uważa za niezakończoną;
Domowe Królowe, 18 proc. - tradycyjny model rodziny jest dla nich naturalny, mężczyzna ma zarabiać na dom, kobieta dbać o ciepło domowego ogniska.
E-Księżniczki, 17 proc. - najmłodszy segment, kobiety zadowolone z życia, aktywne w social mediach, zawodowo i towarzysko.

W badaniu „Zrównoważony rozwój albo nic. Wymarzona przyszłość Europejczyków z pokoleń Y i Z” 65 proc. młodych polskich kobiet ceni zdrowie fizyczne i emocjonalne, a 59 proc. wzajemną bliskość; i to głównie dla kobiet, a nie dla mężczyzn, ważne są relacje społeczne.

Z kolei to badanie o kobiecości, mówi, że blisko połowa (47%) z nas często porównuje się z innymi kobietami. Boimy się, że jesteśmy niewystarczająco dobrymi matkami, pracowniczkami, a nawet partnerkami. 

Badanie „Bebilon 2. Przyszłość zaczyna się dziś” pokazuje, że 68% kobiet – kiedy mają czas dla siebie – sprząta, robi zakupy i gotuje. Zaledwie 26% kobiet realizuje swoje pasje, a na pytanie czy w wolnym czasie uczęszczają na regularne zajęcia poza domem, aż 79% kobiet zaprzeczyło.


Czytaj więcej >

Sycylia z dziećmi. 2023

 

Skąd pomysł na Sycylię? 



Najstarsza córka przez ostatni rok (w 8 klasie) uczyła się włoskiego. Przyznaję że miałam duże wątpliwości co do jej pomysłu. Ale obserwując zapał i efekty (uczyła się sama) oraz fascynację Włochami, sama złapałam bakcyla.

Drugi powód to oczywiście pogoda i krótki lot. W listopadzie bywa tu 30 stopni, a czas przelotu to tylko ok. 2h. Lecieliśmy z Wrocławia do Palermo, naszym celem było zostać na północy Sycylii, gdzie najcieplej.

Sycylia podbiła moje serce. Mimo małych trudności jak nasz stan psychofizyczny - przywlekliśmy z Polski wirusy i bolały nas gardła, głowy, czuliśmy się rozbici, a jedna z córek wymiotowała w którąś z nocy. Jednak słońce działa cuda i mimo osłabienia, udało się przeżyć ten tydzień w pełni.
Byliśmy 7 dni, więc zbyt krótko by wiele zobaczyć, ale jak zwykle było dość intensywnie, pieszo lub komunikacją miejską, wśród lokalnych atrakcji i przede wszystkim ludzi, którzy okazali się tacy jak i nich mówią - serdeczni i pomocni. W autobusach, na ulicach, w sklepikach i małych ciasnych mieszkankach bez przedpokoju, zauważyłam... mnóstwo normalności i mało sztuczności.
Może mniej znaczy więcej?
W większości domów wejście z ulicy prosto do pokoju:

Ceny są mniej więcej takie jak w Polsce, obowiązuje waluta euro, kartą można płacić w większości miejsc, wyjątkiem są kioski i autobusy. Aby kupić bilety na przejazd płacimy w autobusie gotówką. Pociąg wygląda trochę jak koleje dolnośląskie:) jest czysty, cichy i punktualny. Z metra nie korzystaliśmy.

Ceny produktów w większych sklepach są widoczne, ale w mniejszych, piekarniach czy kawiarniach o ceny przekąsek trzeba pytać. Raczej ciężko dogadać się po angielsku na ulicy, w mieście czy na przedmieściach rzadko kto włada tym językiem. Jedzenie jest wspaniałe! Na co dzień unikam węglowodanów, nie jem pieczywa ale tam szalałam! Bagietki sezamowe, ciasteczka z figami, pączki z ricottą...  W piekarniach i kawiarniach można dostać pyszne wypieki do wyboru do koloru, nie są dmuchane ani przekombinowane. Pizza oczywiście jest powalająca, a najlepsze jedliśmy w małych niepozornych pizzeriach na przedmieściach (cena standardowej pizzy to 5-7 euro).
Z rybnych restauracji nie korzystaliśmy, ale jest ich bardzo dużo, tak jak kawiarenek, w których kawa leje się litrami, jest pyszna i esencjonalna.

Jazda samochodami wygląda tak, że nie chciałabym tam prowadzić :) jest ciasno, chodniki nie istnieją więc piesi włażą wszędzie, nie ma zwyczaju zatrzymywania się przy pasach, więc pieszy musi dosłownie wymusić pierwszeństwo. Samochody są parkowane wszędzie, jak popadnie, a autobusy robią dzikie zawijasy, żeby się wyminąć. Drogi są wąskie, a na szerokopasmówkach przepis drogowe nie obowiązują :D
Mimo to skala wypadków jest we Włoszech mniejsza niż w w Polsce.
Aha - w żadnym aucie na Sycylii nie widziałam dziecka w foteliku samochodowym!

Dzieci za to jeżdżą chętnie na rowerach, bez ochraniaczy i kasków (wyjątkiem są profesjonalni szosowcy). Przydatność kasku w zderzeniu z samochodem jest znikoma, do tego negatywnie tworzy i umacnia przekonanie o nieuchronności wypadków podczas jazdy rowerem (odsyłam do dokumentów edukacyjnych #rowerowaszkoła piszą tam m.in., że w krajach, w których ruch rowerowy jest wysoki, promocji jazdy w kasku się nie prowadzi, najwyraźniej Włosi to wiedzą)

W Sycylii odwiedziliśmy plaże Mondello i Isola Delle femmine, stolicę Palermo, park narodowy Capo Gallo, osadę Sferracavallo oraz Monte Pellegrino (wzgórze Pielgrzymów z kaplicą św.Rozalli).

Słońce i piękna aura zatrzymała nas na plaży  i z części planów zrezygnowaliśmy żeby więcej popływać w słonym lazurowym tyrreńskim morzu i poleżeć na ciepłym piasku, bylo rajsko!

Pogoda w listopadzie jest zmienna, ale cały czas jest ciepło. Podczas naszego pobytu było od 30 stopni do 23 stopni. Jeśli zaciągnęły chmury, to na chwilę, słońce było przez większość czasu, padało raz i czasem było wietrznie, ale dla mnie taka pogoda na eskapady jest idealna.
Zapraszam do oglądania i zachęcam do odwiedzania, my na pewno wrócimy!

Widok na Capo Gallo:


Plaże Mondello:






Bogata willowa dzielnica Mondello, o niespotykanej roślinności, w tle Monte Pellegrino:


Osada Sferracavallo, w której mieliśmy noclegi:





Ciasteczka figowe, pakowane na wynos ze wstążeczką :)



Droga do stacji kolejowej (po lewej) i stacja, z której jechaliśmy do Isola Delle femmine:



 Isola Delle femmine:




W Isola odwiedziliśmy też tradycyjny włoski cmentarz (był 1 listopada):


Palermo (spędziliśmy tu jeden długi dzień):










Monte Pellegrino (wzgórze Pielgrzymów z kaplicą św.Rozalli) i długi spacer z widokiem na panoramę Palermo i morze Tyrreńskie:






Moje dziewczyny grają w marynarzyka czekając na autobus na pętli. W rym czasie przejeżdża samochód z głośno grającą muzyką, ja automatycznie zaczynam podrygiwać w jej rytm. Kierowca autobusu który czeka na swoją godzinę odjazdu wysiada, podchodzi, puszcza z telefonu taneczną muzykę i krzyczy do nas: ballare la salsa!
W ten sposób zatańczyłam z mężem na sycylijskiej ulicy i to było szałowe! A potem wsiedliśmy i pojechaliśmy razem z przesympatycznym kierowcą i jego salsą :)


Tu tańczyliśmy a potem pojechaliśmy tym właśnie autobusem:)


Cudowny park narodowy Capo Gallo, w miejscowości Sferracavallo w której mieszkaliśmy: 






Uchwyciłam sekundę przed tym jak fala uderzając o brzeg przykryła moją najstarszą :D


Ciao Sicilia!









Czytaj więcej >

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia