Presja. Najcichszy wróg

 

Myślałam, że moim problemem jest hiperemocjonalność, nadwrażliwość, brak odporności.
Przez długie lata czułam, że za bardzo się przejmuję.
Twarda skóra, wielozadaniowość, świetna organizacja, a wewnątrz buzujący pod ciśnieniem wulkan, nad którym próbowałam mieć kontrolę. Presja przez lata była dla mnie czymś „normalnym”, czymś, co trzeba znosić. 

Dziś widzę to inaczej. Presja była moim najcichszym wrogiem.
Nie ta oczywista - z zewnątrz. Tylko ta, która działa po cichu.
Ta w środku.

Bo presja nie krzyczy. Presja szepcze.





Czym jest wewnętrzna presja?

Najczęściej wygląda jak myśl: powinnam, muszę, jeszcze trochę, inni dają radę, zrobię to i tamto, załatwię, ogarnę, wykonam, dokonam. Presja to nie zawsze nacisk z zewnątrz, całkiem często to Twój własny głos, który nie pozwala się zatrzymać. To jest napięcie, które nie pozwala się zatrzymać. To wewnętrzny przymus, żeby działać mimo zmęczenia. 

Z czasem zaczęłam dostrzegać, że presja ma różne twarze.

1. Presja produktywności, że trzeba robić więcej, lepiej, szybciej, być "pożytecznym"

2. Presja bycia „ogarniętą”, że powinnam radzić sobie ze wszystkim i dam radę to zrobić

3. Presja emocjonalna, że powinnam być spokojna, cierpliwa, świadoma, w gotowości 

4. Presja rozwoju, że zawsze można coś jeszcze poprawić, zrobić więcej 

5. Presja bycia dobrą matką / partnerką / człowiekiem, czyli taka, której nigdy nie da się spełnić do końca, bo okoliczności, potrzeby i zasoby nieustannie się zmieniają.


Dlaczego presja jest tak podstępna? Bo bywa mylona z motywacją. Bo wygląda jak odpowiedzialność.
Jak ambicja i jak „ogarnianie życia”.

A w rzeczywistości jest przeciążeniem. Bo odcina od sygnałów z ciała, sprawia, że ignorujemy zmęczenie.
Że przekraczamy granice, których nawet nie zauważamy.
I robimy to… z poczuciem, że „tak trzeba”.


Presja od strony biologii

Dziś wiem, że presja to nie tylko kwestia myślenia. To stan organizmu. Ciało w presji jest napięte, oddycha płycej, działa szybciej niż powinno, nie regeneruje się. Układ nerwowy działa w trybie mobilizacji. Ciągłe „działaj”, „rób”, „nie zatrzymuj się”. Problem w tym, że ten tryb nie jest stworzony do życia. Jest stworzony do przetrwania.
I jeśli trwa za długo - zaczynamy się rozsypywać!


Kiedy presja pojawia się najmocniej?

Z moich doświadczeń, kiedy:

- jestem zmęczona
- tracę poczucie kontroli
- czuję się niewystarczająca
- porównuję się do innych
- próbuję „ogarnąć wszystko”

Czyli dokładnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebuję odpuszczenia.


Jak ją rozpoznaję dziś?

Odbieram sygnały. Nie że powinnam zrobić więcej. Tylko że już zrobiłam za dużo.
Nie po myślach - po ciele. Czyli: napięcie w barkach, przyspieszony oddech, brak cierpliwości, wewnętrzny pośpiech, trudność z zatrzymaniem się, nie „pozwalaniem sobie”.

To są dla mnie sygnały, że weszłam w presję. I ja nauczyłam się ją odpuszczać, ale pod jednym warunkiem... że sobie na to pozwolę 🙃 
Proste i trudne jednocześnie, prawda? 


Sprawdź czy jesteś w presji? 🧠 ZROB TEST 🧠

Nie analizuj. Odpowiedz intuicyjnie: tak / nie

1. Masz poczucie, że ciągle jest coś do zrobienia (nawet kiedy teoretycznie możesz odpocząć)

2. Trudno Ci się zatrzymać bez poczucia winy

3. Robisz rzeczy „bo trzeba”, nawet kiedy jesteś zmęczona/y

4. Czujesz wewnętrzny pośpiech, nawet gdy nikt Cię nie pogania

5. Twoje ciało jest napięte, a oddech płytki

6. Masz wrażenie, że ciągle jesteś „w tyle”

7. Odpoczynek traktujesz jak przerwę między zadaniami, a nie coś równie ważnego jak działanie

8. Porównujesz się do innych i czujesz, że robisz za mało

9. Masz trudność z powiedzeniem „to nie jest teraz konieczne”

10. Często ignorujesz sygnały zmęczenia z ciała

🔹 Wynik:

0-2 „tak”
raczej jesteś w kontakcie ze sobą

3-6 „tak”
-jesteś w lekkiej presji (organizm jeszcze kompensuje)

7-10 „tak”
 jesteś w trybie presji / przeciążenia, to nie jest moment na „więcej”, tylko na mniej...



Co mi pomaga?

Kiedy pozwalam sobie odpuścić. To bywa cholernie trudne, ale jest tak uwalniające… 
Nie walczę z presją, nie tłumaczę sobie, jak trzeba żyć.
To nic nie daje. Bo presja nie znika dlatego, że ją zrozumiemy.
Znajomość mechanizmu nie wyłącza reakcji.  To, co ją zmienia, to warunki: mniej obciążenia, więcej bezpieczeństwa, więcej odpoczynku.

Zaczynam od prostych rzeczy:
zwalniam, ograniczam bodźce, odpuszczam rzeczy 'niekonieczne', wracam do ciała (ruch, oddech, cisza), kieruje uwagę na zewnątrz (co widzę, co słyszę), pozwalam sobie na wyjście z głowy.
Przy rzeczach ważnych i pilnych zadaję sobie jedno pytanie: czy to naprawdę jest teraz konieczne?
Bardzo często nie jest.

Presja nie mówi: „zwolnij”.
Dlatego trzeba nauczyć się słyszeć ją wcześniej.


No dobra, a co zamiast presji?
Bo łatwo powiedzieć „odpuść”, trudniej wiedzieć, co w to puste miejsce. Nie zamieniaj presji na motywację. To dalej byłoby pchanie siebie. Ja zamieniłam ją na coś prostszego.
Na warunki.
Zamiast pytać:
- co jeszcze powinnam zrobić?
pytam:
- czego potrzebuje mój organizm, żeby w ogóle móc działać?

Odpowiedzi są mało spektakularne:

sen
cisza
mniej bodźców
mniej decyzji
mniej „ważnych tematów”
więcej powtarzalności
więcej prostoty
więcej przewidywalności

To nie wygląda jak rozwój. Ale to jest regulacja. Bo kiedy organizm wychodzi z trybu presji, nie potrzebuje inspiracji. Potrzebuje bezpieczeństwa. 
Dopiero z tego miejsca wraca energia, klarowność, chęć działania.

Nie z presji, tylko z zasobów.
Presja pcha.
Regulacja przywraca.


Co dziś możesz zrobić, żeby mieć mniej - a nie więcej?

Może wybierzesz CIĄGLE MNIEJ 🥰






Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia