02:45:00

Medialne Rodzicielstwo Bliskości. Lukier z białego cukru?

Biały cukier, jak wiemy, jest trucizną.
Tak jak przedstawianie ludziom nieprawdziwej rzeczywistości. Lukrowane obrazki idylli, czy to rodzicielskiej, czy małżeńskiej czy zawodowej są nieprawdziwe i szkodliwe. Obrazki idylli mają zobrazować nam w głowach, że raj i sielanka są dla każdego i w każdej sytuacji absolutnie możliwe i na wyciągnięcie ręki.
Co trzeba zrobić? Trzeba tylko dostosować swoje życie do jakiś określonych zasad, uniwersalnych dla wszystkich, niezależnie od możliwości, warunków i potrzeb. Żeby było idyllicznie, muszą one działać, a jeśli nie działają to znaczy, że coś jest nie tak. Oczywiście z nami nie tak, w szczególności z matką.




Budowanie idealnego wizerunku, zaburza postrzeganie rzeczywistości i oddala od niej, wtedy nawet jeśli jest całkiem poprawna, to wydaje się daleka od poprawności, bo ktoś ustalił jakieś normy bycia w idealnej relacji. Zamiast przedstawiać obraz rzeczywisty, czyli taki, który pokazuje ciemne i jasne strony sytuacji, ze zmiennością i w procesie, to przedstawia się życie w wyobraźni, w której ścigamy się za ideałem, którego nie osiągniemy, bo może nawet nie potrzebujemy. Ta wyobraźnia może nam zatruwać życie.

Tak jak biały cukier.
Weźmy pod lupę, szeroko hołubioną i zachwalaną filozofię rodzicielską o nazwie: Rodzicielstwo bliskości, a dokładnie jej medialne oblicze, na jakim opiera się cała lista przekonań i wizerunek idealnej rodziny, który to oczywiście wykreowała kultura masowa.
Rodzicielstwo bliskości (ang. Attachment Parenting) – termin utworzony przez amerykańskiego pediatrę Williama Searsa, określający filozofię rodzicielską opartą na zasadach teorii przywiązania w psychologii rozwojowej, która mówi, że dziecko tworzy z opiekunami silną więź emocjonalną, mającą wpływ na całe jego przyszłe życie.
Filozofia przedstawia „7 narzędzi bliskości”, które są absolutnie niezbędne, aby rodzicielstwo bliskości zaistniało. Ponoć to styl wychowania "zgodny z naturą człowieka" i intuicyjny, ale jaki on intuicyjny skoro opierasz się na wymaganych zachowaniach i dostosowujesz do uniwersalnych zasad? Przy czym inne odrzucasz, a nawet negujesz. Może kreujesz ideał?



1. Więź uczuciowa podczas narodzin – ważna jest bliskość bo „dziecko zaraz po narodzinach odczuwa naturalną potrzebę bliskości, a matka – intuicyjnie pragnie się nim opiekować. Każdy z członków tej biologicznej pary dochodzi do porozumienia na samym początku, czyli wtedy, kiedy niemowlę najbardziej tego potrzebuje, a matka jest gotowa do opieki”.
Różowy bobas i szczęśliwa mama? Nie zawsze tak to wygląda! Co jeśli pragniemy przede wszystkim wyspać się, odpocząć, zaleczyć rany na ciele, zregenerować siły, a dopiero potem zająć się opieką? A co, jeśli więź uczuciowa zeszła na dalszy plan, bo martwimy się wysypką, kupą, płaczem, kolką i przyczynami tego wszystkiego? A jeśli pragniemy tej bliskości i niemowlak też jej pragnie (czym oznajmia np. żądając noszenia), ale my też chcielibyśmy przygotować sobie posiłek i go zjeść, umyć się, poczytać coś, albo na przykład zająć się drugim (trzecim...) dzieckiem, które też pragnie bliskości? A poleżeć tak o sobie, to już w ogóle można, bo matka ma być 24/24 "gotowa do opieki"?
Hola! Jeszcze w XIX wieku każda średnio zamożna kobieta oddawała dziecko do mamki, która zajmowała się nim przez całą dobę. Czy to oznacza, że nie było bliskości, a z tych dzieci wyrastali gorsi dorośli? No nie wyrastali, choć niektórzy lubią podkolorować rzeczywistość.
2. Karmienie piersią  „Karmienie piersią zapewnia dziecku i matce mądry początek w ich wspólnym życiu. Karmienie piersią ulepsza porozumienie między matką i dzieckiem poprzez stymulację jej ciała do produkcji hormonów zapewniających przepływ matczynych uczuć”.
A co, jeśli ten początek jest trudny? Jeśli dziecko ma nietolerancję laktozy (prawie każde) i przy piersi wije się, pręży, krzyczy, ulewa? Jeśli robi tak jedząc co chwilę przez okrągłą dobę? Gryzie sutki do krwi? Pokarmu nie maty tyle, co miał być, nawet wcale nie ma, a dziecko głodne? To wzbudza w matce poczucie winy, że jest z jej pokarmem coś nie tak, że nie umie "intuicyjnie" nakarmić własnego noworodka, czuje się jak zepsuta dojarka, do tego katuje się restrykcyjną dietą, żeby w końcu sięgnąć po polecane >lek na wszystko< sztuczne mleko modyfikowane.
I co ma myśleć o sobie matka, jeśli nie ma tego przypływu matczynych uczuć, tylko rezygnację? Jak ma się porozumiewać z niemowlakiem, jeśli sama jest pogubiona, bo miało być tak pięknie, gładko, intuicyjnie i idyllicznie, a nie jest?
3. Noszenie dziecka „Noszone dzieci są rzadziej kapryśne i częściej znajdują się w stanie czujnego spokoju, który stymuluje odkrywanie świata. Noszenie dziecka usprawnia jego wrażliwość na rodziców. Ponieważ dziecko jest blisko matki lub ojca, rodzic także ma okazję, by lepiej poznać swoje maleństwo. Bliskość sprzyja ufności.”
Bujanie, lulanie, karmienie, uspokajanie itp. – to wszystko dzieje się na rękach. Ale, czy używam narzędzia bliskości, ponieważ noszę dziecko? Niekoniecznie. Przecież to naturalne, że noszę, dziecko nie przemieści się samo, a często uciszy się i zaśnie huśtane (jak w brzuchu). Jeśli matka kocha nosić, czy to powód, żeby od razu nazywać zachowania usprawniające funkcjonowanie i wynikające z indywidualnych potrzeb tak szumnie "narzędzie bliskości i ufności"? Po co dopinać im łatkę tych prawidłowych i lepszych? A jeśli matka nie chce z jakiś powodów nosić, nie ma sił nosić albo bolą ją plecy (każdą bolą po miesiącu noszenia...), ma jeszcze jedno lub więcej, które też wymagają uwagi, to znaczy, że porzuca "absolutnie niezbędne narzędzie bliskości i ufności" i z marszu wypisuje się z cudownego rodzicielstwa bliskości?
4. Spanie blisko dziecka – „Ponieważ większość maleństw obawia się nocy, spanie w pobliżu dziecka, dotyk i karmienie zmniejszają nocny lęk przed separacją i pomagają mu nauczyć się, iż sen to przyjemny i niegroźny stan”.
W dobrym, zdrowym, szczęśliwym rodzicielstwie liczy się nie tylko dziecko, lecz też rodzic. Nie przypadkiem mówi się – szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci. Zarwana nocka, kilku-dziesiąta z rzędu, kiedy sen ciągły to deficyt, drzemki są czuwaniem a nieustanne zrywanie się normą, mają bardzo negatywny wpływ na samopoczucie, emocje i psychikę człowieka. Mogą powodować depresję, halucynacje, utratę zdrowia, wiele chorób. Każdy poradnik zdrowia woła: śpij co najmniej 8 godzin na dobę! A tu psikus, nie da się. Więc mama marzy, żeby rozłożyć obolałe ciało swobodnie na łóżku i posłuchać ciszy. Poczuć, iż sen to przyjemny i niegroźny stan. Przespać ciągiem choć dwie godziny... I nie jest to złym rodzicielstwem, ani rodzicielstwem dalekim od bliskości. Jest to zdrowym odruchem dbającego o siebie człowieka, który - jeśli potrafi zadbać o siebie, z pewnością potrafi zadbać o ukochane osoby.

5. Wiara, że płacz dziecka jest jego sposobem komunikacji „Troskliwe reagowanie na płacz buduje zaufanie. Maleństwa płaczą, aby coś przekazać, a nie manipulować rodzicem”.
Wiara to jedno, a niekończące się próby zrozumienia tej drogi komunikacji, dodajmy - bez wsparcia ze strony otoczenia - to drugie (partner zmęczony i musi się wyspać, drugie (trzecie) dziecko czuje się odepchnięte i robi karkołomne awantury, no i niech się tylko dziecko rozbeczy w sklepie, to inni zabiją spojrzeniem…) Owszem, możemy testować co chce nam powiedzieć niemowlak, ale po wielu godzinach, dniach czy nawet miesiącach krzyku mechanizm samozachowawczy blokuje nam percepcję. Taka obrona przed zwariowaniem i ogłuchnięciem. Maleństwa są nastawione na 150% brania. Zdarza się, że płaczą nawet gdy ich podstawowe potrzeby są zaspokojone, a udręczony rodzic nie wie dlaczego. Bywa, że wymuszają coś płaczem, chcą być zabawiane, przemieszczane. Zagubiony rodzic, próbuje różnych metod i technik, często niezrozumiale krytykowanych, aby nie paść na pysk.
Czy to nie jest klasyczna manipulacja egoisty? Rodzic to służący, mający spełniać wszelkie żądania Maleństwa. W zamian może dostać wyłącznie piękny uśmiech (który jednak załatwia wszystko NATYCHMIAST).
6. Wystrzeganie się dziecięcych “treserów” „Takie zimne style wychowania kreują dystans między rodzicem i dzieckiem i nie pozwalają matce i ojcu na stanie się ekspertami w odczytywaniu sygnałów dziecka.”
Popatrzmy na fakty. Zimne style wychowania były przez wieki czymś naturalnym. Czy ktoś ma pewność, że tamtejsze dzieci były gorszymi dorosłymi? Co w ogóle znaczy "gorszymi"? Czy istniały defekty długofalowe, które nie pozwoliły na budowanie relacji, zakładanie rodzin? A może tak dzieje się właśnie teraz? Nie ma obiektywnej jedynie słusznej mądrości życiowej. Nie twierdzę, że tzw. zimny chów jest dobry. Stwierdzam jedynie fakt, że istniał przez wieki i naprawdę nie wiemy, jakie z kolei będą konsekwencje wychowywania dzieci według błędnie i szkodliwie pojętego RB.

A co jeśli rodzice nie staną się ekspertami w odczytywaniu sygnałów dziecka? Jeśli wezmą sobie do serca te wszystkie porady, będą stawać na głowie, by wdrożyć te "absolutnie niezbędne narzędzia bliskości" w życie, ale i tak poniosą porażkę w odczytywaniu sygnałów dziecka, bo powodów może być wiele, a dziecko po prostu wyrośnie, zacznie mówić i powie już o co mu chodzi? Czy będą gorszymi rodzicami?


Tu wyżej zacytowane:
7 filarów Rodzicielstwa Bliskości

*******************


EDIT:
Dorzucam do tekstu mój komentarz do wypowiedzi psychologa Agnieszki Stein z wywiadu: 
"W naszej kulturze jest jakiś sztuczny, wyidealizowany model tego, jak powinno się zachowywać dziecko. Całkowicie fikcyjny, zupełnie niezgodny z rzeczywistością" 
Wywiad dotyczy RB - ekspertka przedstawia sposób w jaki powinniśmy konstruktywnie wychowywać dzieci.
Moim zdaniem takie pojmowanie rodzicielstwa jak przedstawia ekspertka, jest wyidealizowane i oderwane od rzeczywistości. Wywiad ma swoje plusy, ale skupię się na tym, co mi nie pasuje i co nawiązuje do sensu mojego postu - do zbytniego upraszczania tematu przez wszelkiej maści ekspertów.

Zgadzam się z tym, że dzieci NIE zachowują się źle z własnej woli. Że NIE kontrolują swoich zachowań i NIE "terroryzują" nas świadomie. Psycholog tłumaczy, jak interpretować to, że w rodzicielstwie bliskości powinniśmy być otwarci na potrzeby dziecka: psychologiczne poczucie potrzeby to, coś, czego nie da się kupić, potrzeby wynikają ze sfery emocjonalnej, z potrzeby relacji, dokonywania wyborów, autonomii, bycia ważnym dla kogoś. Mądry rodzic otwiera się na potrzeby dziecka. Słucha go, obserwuje, stara się zrozumieć. Jeśli np. dziecko chce wyjść z domu w pidżamie, musimy się zastanowić jaką ono ma potrzebę ("Bo przecież to nie jest potrzeba chodzenia w piżamie!"). To może być potrzeba  zaznaczenia swojego własnego zdania, dokonania samodzielnego wyboru. "Można wtedy zaproponować dziecku, żeby dokonało takiego wyboru w inny sposób.
I dalej:
Jako rodzice negujemy dziecięce emocje (jak dziecko uderzy brata, dużo trudniej jest nam powiedzieć: "Widzę, że jesteś wściekły" zamiast "Nie wolno bić brata, bo to go boli"). 
"W rodzicielstwie bliskości jesteśmy wrażliwi na to, co się dzieje."; "(...) rodzic ciągle patrzy na to, co się dzieje, więc widzi też, czy coś idzie w złym kierunku, a wtedy zatrzymuje się i zastanawia, co można zmienić."; "Mamy wyuczone to, że dziecka nie wolno słuchać. Na przykład w sytuacji, gdy dziecko w trakcie tego, co ja do niego mówię, zaczyna tupać nogami, to przerywam: "Ok., widzę, że naruszyłam twoje granice, nie tędy droga". (...)  ja mówię: "Widzę, że to jest przykre, spróbujmy inaczej".
To podsumujmy. Dlaczego to jest zbyt uproszczone, wyidealizowane i oderwane od rzeczywistości? 


Co jest niewłaściwego w powiedzeniu "nie bij brata"? Co 2-3 latek zrobi z informacją "widzę, że jesteś wściekły"? Czy zrozumie komunikat "przekroczyłem twoje granice"? Czy zrozumie (nawet 5 latek, raczej 2-5 latki tupią i biją rodzeństwo, a takie przykłady zachowań padają w wypowiedziach), tekst: "widzę, że to jest przykre" i cóż tym komunikatem ma to dziecko zrobić? Co ty zrobisz z komunikatem powiedzianych do ciebie po szwedzku? Pewnie zrozumiesz intonację, ale przekazu nie. Dorosły (w tym psycholog A.Stein) chce, żeby dziecko poczuło się rozumiane, dlatego mówi do niego - wiem, jak się czujesz. To ma zaspokoić jego potrzebę bycia zauważonym, zrozumianym. To zrozumiałe. Ale mówi to w sposób w jaki rozmawia z innym dorosłym.
Już widzę taką sytuację: moja dwulatka wrzeszczy przy kasie, bo ma inny plan na ten moment niż ja (drugie dziecko w tym czasie ma jeszcze inny), wtedy ja staję i koncertując się tylko na dwulatce, bo na dwóch dzieciach naraz się nie da: "widzę, że naruszyłam twoje granice, widzę, że to jest przykre." Albo chce zrobić siku na środku sklepu, a drugie chce natychmiast wyjść, bo oboje chcą zaznaczyć swój wybór. Tu i teraz! Stoję i proponuję, "żeby dokonały takiego wyboru w inny sposób". Pani ekspertko, tylko w jaki? ;)


I jeszcze jedno. Może nawet najważniejsze. Jeśli rodzic nieustannie koncentruje się na słuchaniu i odczytywaniu potrzeb dziecka, "zatrzymuje się i zastanawia, co można zmienić", na każdym kroku daje mu czuć, że jest zauważane i ważne, pozwala dokonywać wybory i spokojnie, długo tłumaczy każdą kwestię, a ma dzieci dwójkę, trójkę lub więcej, przypomina to altruizm, ofiarność, poświęcenie i symbolizuje schematyczną "matkę polkę". Gdzie czas i energia na swoje potrzeby, na potrzeby związku? Czy propagowanie takiej postawy jest konstruktywne i zdrowe? Nie!

*******************

Jeśli szukasz rozsądnego głosu w kwestii RB, polecam ten blog: http://bycblizej.pl/

a szczególnie ten tekst: "jedną z rzeczy, za które najbardziej lubię rodzicielstwo oparte na bliskości i szacunku jest to, że nie ma w nim gotowców. Nie ma regułek, które trzeba wyklepać przed dzieckiem, nie ma zaklęć, nie ma technik i nie ma narzędzi." 





9 komentarzy:

  1. Wszystko ok, ale skąd pomysł, że większość noworodków ma nietolerancję laktozy? I jak to wiążesz z KP?
    Argumentów typu: "tak było przez wieki"nie kupuję. Przez wieki kobiety rodziły kilkanaścioro dzieci, a większość z nich umierało przed ukończeniem 5 rż. Czy to znaczy, że było ok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nietolerancja laktozy to jedna z najczęstszych przyczyn nietolerancji pokarmowych, spowodowana niedoborem enzymu laktazy, co z kolei nie jest anomalią, tylko elementem dojrzewania układu pokarmowego. Pisałam o tym tu (o KP właśnie): http://www.offmatka.pl/2016/09/dieta-matki-karmiacej-mity-i-legendy.html
      A zimne style wychowania raczej nie nie mają wprost powiązania ze śmiertelnością dzieci, która zbierała żniwo często z powodu brudu (natomiast zimne style królowały jeszcze 30 lat temu). I nawiązując do zrozumienia tekstu - nie piszę, że to ok, ale że to był fakt. Coś normalnego. I świat toczył się dalej, nie zginął z powodu braku RB :)

      Usuń
    2. Z RB est generalnie jeden problem - nie jest ono dla wszystkich. NIe jest dla tych, którzy tego nie czują, ale wydaje im się, że powinni, bo inni np noszą w chuście, długo karmią piersią i śpią z dzieckiem w jednym łóżku. Jeżeli ktoś ma na to ochotę (ja mam!) to ok, a jeśli nie to też fajnie. Nic na siłę.
      Duży plus za pasus nt MM - udało mi się prawie nie używać przy obojgu. Na starszaku wypróbowałam kilka rodzajów, ale żadne mu nie odpwiadało, jak Panienka pluła MM to odpuściłam szybciej. :)

      Usuń
  2. Ciekawa rzecz , każdy zawsze inaczej to odbierze . Ale wpis ciekawy :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie krytyczne i zarazem życiowe podejście do macierzyństwa. Sama przechodziłam przez nie dwa razy i mimo starań, popełniłam wiele błędów.Matka też człowiek, też chce odpocząć a nawet musi. Jestem za bliskością, ale też i myśleniem czasem o sobie, chociażby tylko po to, żeby nie zwariować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Raczej mniejszość postrzega ten tekst jako dystans do narzuconych jedynie słusznych i właściwych bez względu na wszystko rozwiązań i metody wychowywania dzieci. Większość widzi w tym atak, wręcz zamach na dobre imię RB. A skutki źle pojmowanego RB, jako zestawu uniwersalnych zachowań, do których trzeba bezwzględnie dążyć są zgubne. Więcej luzu i jak najdalej od doskonałych ideałów:)

      Usuń
  4. Są plusy i minusy każdego sposobu wychowania, a to, że jesteśmy nieidealni i w rodzicielstwo wkraczamy bez szczególnego przygotowania, sprawia, że popełniamy błędy :)
    pozdrawiam
    ps. również nie przepadam za lukrowaniem życia ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy wpis, przyznam, że wiele elementów pokrywa się z moimi przemyśleniami. :) Cenię sobie bezpieczną intuicyjną nieidealność, uciekam od słodkiej trującej idealności. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Cenię sobie bezpieczną intuicyjną nieidealność, uciekam od słodkiej trującej idealności" pięknie ujęte ;)

      Usuń

Copyright © 2016 OffMatka , Blogger