Przekroczyć EGO. Klucz do dobrego życia.


Jest maj 2024.



9 lat temu, w maju 2015, zdawałam egzamin zawodowy w szkole psychoterapii, będąc w 6 miesiącu ciąży. Chwile wcześniej brałam udział w intensywnym kilkudniowym treningu intarpsychicznym. Łatwo nie było, był to czas mojej dużej przemiany, zawodowej i mentalnej, nowych wyzwań i sytuacji. 

Na szkołę zdecydowałam się bo bardzo ciągnęło mnie do terapii, byłam już po kilkuletniej terapii własnej, po pracy z doświadczeniem traumy i zmaganiach z nerwicą lękową. Kilka lat szkoły wniosło w moje życie bardzo dużo, uruchomiło poszukiwania własnej nowej tożsamości, nowej drogi życiowej. Jakiś czas wcześniej zakończyłam etap 10-letniej pracy z korporacji - pracę, którą dobrze wspominam i która była bardzo rozwojowa, ale przestała być moim celem i dawać mi satysfakcję. A ja szukałam zawodowej pasji, pracy nadającej życiu sens. Ostatecznie okazało się, że psychoterapia też nie jest celem moich poszukiwań ani spełnienia, bo jestem dobra w czymś innym, co mnie spełnia. Ale 9 lat temu o tym nie widziałam i mocno wkręciłąm się w rozwój umiejętności psychologicznych, coraz głębiej wchodząc w pracę mentalną, robiąc kolejne kursy, poznając kolejne narzędzia i pracując przede wszystkim ze sobą. Podjęłam się pracy z przekonaniami i emocjami, wykorzystując do tego skuteczne metody autoterapeutyczne. Efekt był, ale nie na poziomie o którym za chwilę.

4 lata temu, kiedy wybuchła pandemia, miałam już trójkę dzieci, w tym najmłodsze w wieku 2 lat. Wtedy wzięłam się za siebie fizycznie, zaczęłam systematyczne treningi żeby zawalczyć o swój kręgosłup, a przede wszystkim zamknąć rozstęp kresy białej i pozbyć się po ciążowej przepukliny. To był kolejny etap dbałości o siebie, z dobrym rezultatem. 

Więc, mentalnie byłam poukładana, fizycznie wyćwiczona. Niby ideał, ale... nie opuszczało mnie poczucie, że moje źródło jest jeszcze nieodkryte.

Rok temu w maju zdarzyła się trudna sytuacja w naszej rodzinie, która postawiła wszystkich do pionu. Brakowało mi zasobów, żeby temu sprostać. Byłam fizycznie silna, mentalnie wyedukowana i psychicznie gotowa. Ale czegoś mi brakowało, żeby złapać balans. Wtedy wydarzyła się kraksa, która skłoniła mnie, żebym zajrzała do wewnątrz, odrzucając wszystkie znane dotąd metody. Żebym sięgnęła do czucia, o którym zapomniałam przy wieloletniej pracy z EGO. Wiedziałam tak wiele, rozumiałam tak wiele i tak ogromnie mi to przeszkadzało! Byłam przeintelektualizowana. W świecie mojej samodyscypliny nie potrafiłam odpuścić. Zrozumiałam, że aby odnaleźć to, co przywróci równowagę, spokój, radość i twórczość, muszę sięgnąć do źródła.

Pojechałam na kurs metody ECPR z psychiatrą dr Danielem Fisherem. Jakże trudno było zignorować swój analityczny racjonalny umysł i wejść na inny poziom komunikacji z drugą osobą. To wydawało się niewykonalne. Mój umysł cały czas podważał proces, cały czas pytał i wątpił. Nie był otwarty, nie mogłam czuć!To było moje pierwsze mocne spotkanie z czymś, co nie było moim EGO. To był szok. Weszłam w czucie, którego nie analizowałam. Emocje przychodziły i odchodziły, a ja nie robiłam z tym nic. I to był przełom. W wieku 45 lat znalazłam klucz, otworzyłam wrota i zobaczyłam długą piękną nową drogę przede mną.

Po kursie ECPR wróciłam do rzeczywistości i miałam mnóstwo pomysłów na siebie. Rozpoczęłam nowe studia. Zapisałam się na teakwondo. Weszłam intensywnie w nowe projekty zawodowe. I... zaczęłam źle się czuć. Najpierw ciągłe zmęczenie, które potem przeszło w wyczerpanie. Spadki nastroju. Bóle mięśni i stawów, zawroty głowy. Zaburzenia rytmu serca, pogorszenie wzroku. Brak snu nocnego, w dzień ciągła senność. Rano nie mogłam stanąć do pionu, nie miałam siły żyć... czułam, że muszę umrzeć, żeby się odrodzić. Że to wymaga dużej zmiany. Pojechałam nad ukochane morze, do ośrodka buddyjskiego, zaczęłam intensywną pracę z oddechem, medytacją, odosobnieniem. Żeby dotrzeć do źródła siebie, do przyczyny. Przełomowe było zobaczenie, że moje wybory i decyzje wynikały głównie z potrzeb EGO. Emocje i potrzeby z nich płynące były uwięzione, nie potrafiłam się przestawić na tryb czucia. Byłam przyczajonym tygrysem, który jest w gotowości na kolejne podboje, aktywności i ambicje. Chciałam rozwoju, chciałam więcej. To znaczy EGO chciało, a EGO nie bierze jeńców, tylko zajeżdża człowieka bo jest bezkompromisowe, samokrytyczne, wymagające i karcące. Jest tak głęboko samodyscyplinujące, że potrafi doprowadzić do głuchoty na potrzeby płynące z ciała i serca. Jego mechanizmy zagłuszają, a popędy pchają w niekoniecznie pożądane kierunki. Ilu z nas podejmuje decyzje z EGO? Decyzje dotyczące pracy, rodzicielstwa, miejsca zamieszkania, stylu życia, wyglądu. Bo trzeba, bo wypada, bo się należy, bo mnie docenią, bo mnie zobaczą, bo zyskam, bo nakarmię się czyimś uznaniem.

Kiedy wycofujesz uwagę z zewnątrz i kierujesz ją do wewnątrz, zaczynasz słyszeć to, co było zagłuszane. Zaczynasz odkrywać co jest pod złością. Co jest pod lękiem. Wszystko płynie i to jest OK, bo już nie pozwalasz EGO tego oceniać. Wspierasz siebie, takim jakim jesteś i nie potrzebujesz w tej podróży akceptacji nikogo, poza samym sobą.

Zrobiłam wiele badań, podejrzewano wiele chorób. Ostatecznie mój przewlekły stan zapalny okazał się przewlekłą chorobą bakteryjną, którą postanowiłam zredukować przez pożywienie, pracę duchową i pracę z ciałem. Za każdym razem, kiedy siada mi zdrowie, wiem, że zaniedbałam siebie psychicznie i fizycznie. Chorowałam na astmę, alergię, hashimoto, RZS i boreliozę. Te choroby nie przyszły znikąd ale odeszły donikąd. Nasze ciało daje nam wyraźne informacje. W procesie zaopiekowania ciała i emocji, choroba już nie jest do niczego potrzebna. 

Co z tym EGO? Trzeba je rozpoznać. Ono oczekuje, wchodzi w konflikty, sabotuje, dąży do perfekcji i rywalizacji, rozprasza, porównuje, oczekuje, rości, cierpi i przeszkadza, blokuje zaufanie i wzmacnia mechanizmy obronne. Nawet jeśli EGO jest "zdrowe" czy "wysokie" to nadal jest to EGO - płynące z myśli, przekonań, spostrzeżeń i wspomnień. Stwarza fałszywe filtry naszego postrzegania świata przez wyuczone programy warunkujące umysł. 

Niech Twoje EGO Cię nie warunkuje. Przekrocz je.








Czytaj więcej >

Odwaga w odpuszczaniu. Psychobiologia


Dr nauk.med. Marzanna Radziszewska w swojej książce "Poszukująca (nie)świadomość. Opowieść zapisana w ciele" odkrywa nieznane oblicza choroby, odkrywając przed czytelnikiem czym jest psychobiologia. Jej osobistą inspiracją był dr Hawkins i jego Mapy Poziomów Świadomości (i różnic w pojmowaniu świata z tych poziomów). Każdy z nas doświadcza rzeczywistości w inny sposób, z poziomu innych wartości, potrzeb i oczekiwań, a także sposób odczuwania emocji. 



"Nawet jeśli, pełni dobrej woli, przyjmiemy intelektualnie uzgodnione definicje, to w indywidualnym przeżyciu nadal będziemy odczuwali rzeczywistość powiązaną z naszym odczuwaniem rzeczywistości. Rozdźwięk, pomiędzy tym, co myślimy, a tym, co czujemy, będzie źródłem napięcia, które wcześniej czy później może zaowocować somatyzacją, czyli pojawić się w postaci chorób ciała"*

Powrót do zdrowia, po prawdziwie głębokim zmierzeniu się ze sobą samym, jest wg autorki zdrowieniem w dosłownym znaczeniu. Po drodze napotykamy wiele ograniczeń. Mozolnie uczymy się rozpoznawać mechanizmy obronne od uczuć, które powstały z emocjonalnych ran. Uczymy się różnicować między poczuciem wpływu na rzeczywistość a bezradnością wobec zewnętrznych zmian. Niechciane emocje nigdy same z siebie nie znikną, co najwyżej staną się przyczajonym tygrysem i ukrytym smokiem (psychoneuroimmunologia czy psychologia choroby).

Dostęp do emocji i uczuć, których doświadczamy w całym ciele to obszary które coraz lepiej rozumiemy, dając możliwość holistycznego wglądu. Psychobiologia to emocjonalne przyczyny chorób. Pisała już o tym w 1980 roku Luise L.Hay w "Możesz uzdrowić swoje życie". Pisała o uzdrowieniu z choroby i traumy przy wykorzystaniu medycznej intuicji. Kierunek ten zakłada, że istoty chorób nie da się wytłumaczyć wyłącznie na poziomie fizycznym. Chorowanie i zdrowienie jest zależne od tego, jak wygląda życie emocjonalne i nastawienie do świata. Wskazanie na połączenia między reakcjami emocjonalnymi a biologiczną funkcją narządów stało się wyjściową do wyjaśniania synergii. 

Dr Radziszewska na jednym ze swoich wykładów „Emocjonalny kod choroby w profilaktyce i leczeniu”, wyjaśnia, że każda choroba, niezależnie od jej przyczyn na poziomie fizycznym (np. drobnoustrojów chorobotwórczych, złego odżywiania), jest poprzedzona intensywnym przeżyciem, stresem, bo stres często manifestuje się po latach, w chwili zwolnienia mobilizacji. Wszystkie te odczucia, które nazywamy stresem i sądzimy, że jego przyczyną jest coś lub ktoś, są wewnętrznym napięciem wszystkich emocji (świadomych i wypartych) i powodują, że stajemy się wrażliwi na zewnętrzną presję. 

Dr Radziszewska uważa, że może się wydawać, że przed zachorowaniem nic dramatycznego się nie wydarzyło, ale potem odkrywamy na przykład starą urazę, nigdy nie uwolnioną. Co znaczy uwolnić urazę? Na przykład za pomocą techniki uwalniania emocji przedstawionej przez Davida Hawkinsa, lekarza psychiatrę. O co chodzi w skrócie: o zablokowane, wyparte uczucia, które, aby utrzymać głęboko i daleko od świadomości (bo są nieprzyjemne i trudne), umysł stosuje wobec nich mechanizm zaprzeczenia i projekcji. Zamiast je odczuwać projektujemy je na świat i innych ludzi, którzy są winni bo głupio myślą, źle robią a pogoda jest zawsze do bani. Umysłu będzie starał się wyjaśnić obecność uczuć.
A więc, aby się uzdrowić, aby odpuścić, potrzeba odwagi stanięcia twarzą w twarz z tym, co w Tobie. 

Czy tak jest? Warto sprawdzić.








*"Poszukująca (nie)świadomość. Opowieść zapisana w ciele" Dr nauk.med. Marzanna Radziszewska


Czytaj więcej >

Sycylia z dziećmi. 2023

 

Skąd pomysł na Sycylię? 



Najstarsza córka przez ostatni rok (w 8 klasie) uczyła się włoskiego. Przyznaję że miałam duże wątpliwości co do jej pomysłu. Ale obserwując zapał i efekty (uczyła się sama) oraz fascynację Włochami, sama złapałam bakcyla.

Drugi powód to oczywiście pogoda i krótki lot. W listopadzie bywa tu 30 stopni, a czas przelotu to tylko ok. 2h. Lecieliśmy z Wrocławia do Palermo, naszym celem było zostać na północy Sycylii, gdzie najcieplej.

Sycylia podbiła moje serce. Mimo małych trudności jak nasz stan psychofizyczny - przywlekliśmy z Polski wirusy i bolały nas gardła, głowy, czuliśmy się rozbici, a jedna z córek wymiotowała w którąś z nocy. Jednak słońce działa cuda i mimo osłabienia, udało się przeżyć ten tydzień w pełni.
Byliśmy 7 dni, więc zbyt krótko by wiele zobaczyć, ale jak zwykle było dość intensywnie, pieszo lub komunikacją miejską, wśród lokalnych atrakcji i przede wszystkim ludzi, którzy okazali się tacy jak i nich mówią - serdeczni i pomocni. W autobusach, na ulicach, w sklepikach i małych ciasnych mieszkankach bez przedpokoju, zauważyłam... mnóstwo normalności i mało sztuczności.
Może mniej znaczy więcej?
W większości domów wejście z ulicy prosto do pokoju:

Ceny są mniej więcej takie jak w Polsce, obowiązuje waluta euro, kartą można płacić w większości miejsc, wyjątkiem są kioski i autobusy. Aby kupić bilety na przejazd płacimy w autobusie gotówką. Pociąg wygląda trochę jak koleje dolnośląskie:) jest czysty, cichy i punktualny. Z metra nie korzystaliśmy.

Ceny produktów w większych sklepach są widoczne, ale w mniejszych, piekarniach czy kawiarniach o ceny przekąsek trzeba pytać. Raczej ciężko dogadać się po angielsku na ulicy, w mieście czy na przedmieściach rzadko kto włada tym językiem. Jedzenie jest wspaniałe! Na co dzień unikam węglowodanów, nie jem pieczywa ale tam szalałam! Bagietki sezamowe, ciasteczka z figami, pączki z ricottą...  W piekarniach i kawiarniach można dostać pyszne wypieki do wyboru do koloru, nie są dmuchane ani przekombinowane. Pizza oczywiście jest powalająca, a najlepsze jedliśmy w małych niepozornych pizzeriach na przedmieściach (cena standardowej pizzy to 5-7 euro).
Z rybnych restauracji nie korzystaliśmy, ale jest ich bardzo dużo, tak jak kawiarenek, w których kawa leje się litrami, jest pyszna i esencjonalna.

Jazda samochodami wygląda tak, że nie chciałabym tam prowadzić :) jest ciasno, chodniki nie istnieją więc piesi włażą wszędzie, nie ma zwyczaju zatrzymywania się przy pasach, więc pieszy musi dosłownie wymusić pierwszeństwo. Samochody są parkowane wszędzie, jak popadnie, a autobusy robią dzikie zawijasy, żeby się wyminąć. Drogi są wąskie, a na szerokopasmówkach przepis drogowe nie obowiązują :D
Mimo to skala wypadków jest we Włoszech mniejsza niż w w Polsce.
Aha - w żadnym aucie na Sycylii nie widziałam dziecka w foteliku samochodowym!

Dzieci za to jeżdżą chętnie na rowerach, bez ochraniaczy i kasków (wyjątkiem są profesjonalni szosowcy). Przydatność kasku w zderzeniu z samochodem jest znikoma, do tego negatywnie tworzy i umacnia przekonanie o nieuchronności wypadków podczas jazdy rowerem (odsyłam do dokumentów edukacyjnych #rowerowaszkoła piszą tam m.in., że w krajach, w których ruch rowerowy jest wysoki, promocji jazdy w kasku się nie prowadzi, najwyraźniej Włosi to wiedzą)

W Sycylii odwiedziliśmy plaże Mondello i Isola Delle femmine, stolicę Palermo, park narodowy Capo Gallo, osadę Sferracavallo oraz Monte Pellegrino (wzgórze Pielgrzymów z kaplicą św.Rozalli).

Słońce i piękna aura zatrzymała nas na plaży  i z części planów zrezygnowaliśmy żeby więcej popływać w słonym lazurowym tyrreńskim morzu i poleżeć na ciepłym piasku, bylo rajsko!

Pogoda w listopadzie jest zmienna, ale cały czas jest ciepło. Podczas naszego pobytu było od 30 stopni do 23 stopni. Jeśli zaciągnęły chmury, to na chwilę, słońce było przez większość czasu, padało raz i czasem było wietrznie, ale dla mnie taka pogoda na eskapady jest idealna.
Zapraszam do oglądania i zachęcam do odwiedzania, my na pewno wrócimy!

Widok na Capo Gallo:


Plaże Mondello:






Bogata willowa dzielnica Mondello, o niespotykanej roślinności, w tle Monte Pellegrino:


Osada Sferracavallo, w której mieliśmy noclegi:





Ciasteczka figowe, pakowane na wynos ze wstążeczką :)



Droga do stacji kolejowej (po lewej) i stacja, z której jechaliśmy do Isola Delle femmine:



 Isola Delle femmine:




W Isola odwiedziliśmy też tradycyjny włoski cmentarz (był 1 listopada):


Palermo (spędziliśmy tu jeden długi dzień):










Monte Pellegrino (wzgórze Pielgrzymów z kaplicą św.Rozalli) i długi spacer z widokiem na panoramę Palermo i morze Tyrreńskie:






Moje dziewczyny grają w marynarzyka czekając na autobus na pętli. W rym czasie przejeżdża samochód z głośno grającą muzyką, ja automatycznie zaczynam podrygiwać w jej rytm. Kierowca autobusu który czeka na swoją godzinę odjazdu wysiada, podchodzi, puszcza z telefonu taneczną muzykę i krzyczy do nas: ballare la salsa!
W ten sposób zatańczyłam z mężem na sycylijskiej ulicy i to było szałowe! A potem wsiedliśmy i pojechaliśmy razem z przesympatycznym kierowcą i jego salsą :)


Tu tańczyliśmy a potem pojechaliśmy tym właśnie autobusem:)


Cudowny park narodowy Capo Gallo, w miejscowości Sferracavallo w której mieszkaliśmy: 






Uchwyciłam sekundę przed tym jak fala uderzając o brzeg przykryła moją najstarszą :D


Ciao Sicilia!









Czytaj więcej >

DYSAUTONOMIA. Wypalony układ nerwowy

 

Jeśli jako dzieci, czy już jako dorośli, znajdujemy się w ciągłej ekspozycji na stres, a zarazem brak nam świadomości i możliwości, aby i w jaki sposób odreagować skutki sytuacji stresowej to kumulujemy energię w ciele. Stan pogłębiają kryzysy psychiczne i przeżycia traumatyczne (w tym PTSD).
Ten stan może trwać wiele tygodni, miesięcy, lat i powodować trwałe negatywne skutki, które zostaną z nami na zawsze....




Wypalony układ nerwowy ma bardzo ograniczone zasoby. Percepcja zmysłowa szybko się wyczerpuje. Jesteś nieustannie poirytowany, wyczerpany, zdezorientowany, zapominasz o ważnych rzeczach, nie ogarniasz swojego życia. Nie możesz się wyspać, nie możesz się zregenerować, odpoczynek nie przynosi pożądanych efektów. 

Dysautonomia jest zaburzeniem mało znanym, nie spopularyzowanym, ciężkim do diagnozowania, wielorakim, choć jej objawy dotykają wiele osób. Są łączone z neuroboreliozą, stwardnieniem rozsianym, zapaleniem stawów oraz nerwicą wegetatywną czy lękową (pomimo podobieństwa objawów dysautonomii i  objawów występujących w atakach lęku i paniki, a nawet w depresji, dysautonomia nie jest zaburzeniem psychicznym, lecz spowodowana nieprawidłową pracą autonomicznego układu nerwowego).

Dysautonomia  jest zaburzeniem w funkcjonowaniu autonomicznego układu nerwowego (AUN) czyli części układu nerwowego unerwiającego organy, który dzieli się na współczulny i przywspółczulny
 (szczegóły naukowe znajdziecie tutaj)

Rozregulowana relacja między częścią współczulną a przywspółczulną AUN, w konsekwencji dysautonomii przewlekłej może prowadzić do poważnych zaburzeń całego organizmu, wszystkich układów i psychiki.

Przyczyny wystąpienia dysautonomii mogą być pierwotne (np. genetyczne "rodzinne" mają swoją jednostką chorobową w klasyfikacji chorób i zaburzeń czy związane z chorobami układu nerwowego) albo wtórne. Czynniki wtórne związane są z niestabilnością kręgosłupa, cukrzycą, nietolerancjami i niedoborami pokarmowymi, zakażeniami wirusowymi i bakteryjnymi, ale mogą też być środowiskowe, jak doświadczenie traumy, kryzysu psychicznego czy długotrwałego stresu.

Niestety, mała świadomość w Polsce powoduje, że objawy mogą być leczone latami w sposób niewłaściwy i pogłębiać się.

Dysautonomia  może przybrać postać choroby autoimmunologicznej, gdzie objawy są podobne do dolegliwości osób np. z przebytą boreliozą.

Jakie to objawy?

Suchość w ustach, suchość oczu, osłabienie, przewlekłe zmęczenie, rozległy ból w całym ciele, bóle mięśni bez przyczyny, drętwienie i mrowienie, bóle i zawroty głowy, uczucie kołatania serca (tachykardia lub bradykardia), skaczące obniżone ciśnienie krwi, problemy z prawidłowym funkcjonowaniem ukł. pokarmowym i ukł. oddechowego, nadmierne pragnienie, nadmierne pocenie się lub całkowity brak pocenia się, nietolerancja ciepła/zimna, stany zapalne gardła, wysokiej wilgotności/suchego powietrza, zimne kończyny, obrzęki stawów.

Występują również zaburzenia poznawcze, które objawiają się m.in. częste zapominanie, dezorientacja co do miejsca i czasu, poddenerwowanie, nadwrażliwość zmysłów (na dzwięki, światło; szybkie przebodźcowanie się), niska podatność na stres, lęki.

Z kolei syndrom POTS (pierwotna i przewlekła forma dysautonomii, zespół posturalnej tachykardii ortostatycznej) opisuje się jako zjawisko wpływające na autonomiczny układ nerwowy (AUN), który kontroluje kluczowe funkcje organizmu niezależne od naszej woli, w tym np. tętno, ciśnienie krwi. Jest to grupa objawów, które pojawiają się na skutek zaburzenia krążenia krwi. Objawy te pojawiają się najczęściej podczas stania lub lub zmiany pozycji ciała na stojącą. Może pojawić się ból i zawroty głowy, omdlenia, kołatanie serca, zmęczenie, problemy z koncentracją i pamięcią (tzw. mgła mózgowa), niewyraźne widzenie, nudności. Zespół POTS to najczęstsza forma dysautonomii, ale też jest nim Zespół Wypalenia Zawodowego.

Niestety, mechanizmy stojące za wystąpieniem tych zaburzeń są nadal nieznane, a samo zaburzenie uważa się za nieuleczalne. 

Można jedynie rehabilitować układ nerwowy na różne sposoby:

- aktywność fizyczna, wspieranie mięśni szkieletowych, ćwiczenia izometryczne i oporowe, pływanie, spacery

- zwiększenie ilości przyjmowanych płynów (do 2,5l na dobę) + elektrolity

- redukowanie napięcia, dbanie o relaks i odpoczynek psychiczny, dbanie o emocje i relacje

- wykluczenie używek, optymalna dieta niskowęglowodanowa

- dbanie o zachowanie właściwego biorytmu dobowego

- regeneracja nadnerczy (sen, witaminy z grupy B, magnez)






Źródła wiedzy:

WIKI

Rodzinna dysautonomia i Rodzinna dysautonomia

Tajemnice dysautonomii autoimmunologicznej

Stres jako przyczyna dysautonomii

Badania kliniczne dot. Dysautonomii 

Czytaj więcej >

eCPR. Nie znam cię ale mogę cię zrozumieć


Doświadczenie kryzysu jest inne dla każdego człowieka. Każdy ma inne zasoby, możliwości, ograniczenia. Kiedy jest odcięcie od emocji i zaczynamy je odkrywać, bywa, że przychodzi mocny kryzys.  Wspólne dla osób w w kryzysie bywa to, że wpadają w monolog, odcinają się od własnych trudnych emocji i od ludzi. Ale każdy jest autentyczny w swoich przeżyciach. Emocjonalność jest naturalna. Żeby czuć autentycznie trzeba dać sobie wpierw przyzwolenie. Dopuścić doznania z ciała. Mieć gotowość do odczuwania dyskomfortu. Odwagę do bycia wrażliwym. Przestrzeń na różne sposoby doświadczenia. Czy to łatwe czy trudne?
Co znaczy połączyć się ze swoim sercem?

Metoda Emocjonalnej Reanimacji eCPR została stworzona przez dr Daniela Fishera, amerykańskiego psychiatrę i biochemika, u którego w młodości zdiagnozowano schizofrenię. Wyzdrowiał i postanowił zająć się zdrowiem psychicznym, a przede wszystkim humanizacją procesu zdrowienia. 



Fundacja Polski Instytut Otwartego Dialogu opublikowała dane badawcze z Finlandii. W Zachodniej Laponii w okresie 30 lat zanotowano aż 90%-owy spadek odsetka osób chorych na schizofrenię, dzięki terapiom opartym na otwartym dialogu. 
Wyniki ukazują, że pacjenci z diagnozą schizofrenii leczeni przy pomocy Podejścia opartego na Otwartym Dialogu w ciągu 2 lat byli hospitalizowani znacznie rzadziej (14 dni/osobę) niż pacjenci leczeni innymi metodami (117 dni/osobę). Leki neuroleptyczne stosowano u nich jedynie w 33% przypadków, na którymkolwiek etapie leczenia, zaś w grupie porównawczej w 100% przypadków. Natomiast w każdym przypadku miało miejsce aktywne zaangażowanie rodzin w proces leczenia, ze średnią 26 spotkań w ciągu dwóch lat. Efektem takiego sposobu leczenia był znacznie szybszy powrót do zdrowia (nawroty jedynie u 24% pacjentów w porównaniu do 71% w grupie leczonej tradycyjnie) i do pełnego zatrudnienia (81% w porównaniu do 43%). W ciągu 5 lat aż 86% pacjentów leczonych metodą otwartego dialogu wróciło do poprzedniej aktywności – studiów, pracy lub jej poszukiwania, a 82% nie doświadczyło żadnych utrzymujących się objawów. 
Pozytywne wyniki Podejścia opartego na Otwartym Dialogu mogą wskazywać, że psychoza nie musi już oznaczać zwiastuna choroby, lecz można ją postrzegać jako jeden ze sposobów na radzenie sobie z kryzysem i po tym kryzysie. Wiele lub nawet większość ludzi jest w stanie wrócić do aktywnego życia społecznego.

eCPR jako podejście do pracy z osobami w kryzysie jest symbiotyczne z warsztatem Asystentów Zdrowienia i terapeutów Otwartego Dialogu. 

Metoda pracy eCPR ma na celu niesienie skutecznego wsparcia osobom w kryzysie emocjonalnym.  Dialog reanimacji emocjonalnej jest poznawczo trudny do zakwalifikowania jako narzędzie pracy, z uwagi na jego miękkie kompetencje. eCPR jest narzędziem komunikacji, ale najpierw nawiązujesz dialog bez słów. Mowa emocji jest uniwersalna. To język rodzica z dzieckiem, język pierwotny ludzkości, język zwierząt, którymi przecież jesteśmy:) To przekłada się na pobudzenie relacji z drugą osobą, ale też ze samym sobą.
To niełatwe i wymagające. eCPR możesz używać w relacji, spotkaniach terapeutycznych indywidualnych i grupowych, a przede wszystkim z osobą, która jest w głębokim kryzysie i nie ma zasobów racjonalno poznawczych.  

eCPR to droga do samorozwoju.
W eCPR narzędziem jesteś Ty.
W eCPR wychodzisz od swoich emocji, przyglądasz się sobie, rozpoznajesz i werbalizujesz to, co jest w tobie, aby nawiązać więź. Nie czekasz, aż inna osoba to zrobi. Nie pytasz - co czujesz? I nie mówisz - widzę, co czujesz (przy założeniu, że drugiej osobie ciężko jest określić co czuje, lub nie dostrzega co naprawdę czuje). Kiedy ktoś miota się wśród negatywnych emocji, nie dręczysz go pytaniami. To może zostać odebrane jak atak i spowodować wycofanie. Jesteś obecny. Mówisz, co czujesz. Dajesz możliwość nawiązania kontaktu, ale to nie ty jesteś stroną dyrektywną, ani nawet inicjującą. 
Przerzucasz się na bycie obecnym z zadawania pytań uścislających i udzielania rad.

Wspierasz innych w odzyskaniu ich osobistego głosu. 


Możesz być bardzo zły ale realnie nie wiedzieć, co czujesz, nie być świadomym, co się pod tym kryje. Nawet jeśli rozumiesz, że twoja złość wynika z niezaspokojonych potrzeb, dialog ze sobą może odbywać się na poziomie racjonalnym, analitycznym. Puszczenie emocji jest czymś więcej. To pomaga obudzić świadomość, poczuć życie, rozumieć je przez kontakt ze sobą. 

W eCPR ważna jest gotowość. Na jakie elementy się składa?

Jesteś w połączeniu ze sobą. Umiejętność rozpoznawania, nazywania swoich emocji i przyjmowanie ich.
Czujesz potrzebę, by wejść w komunikację, wzmacnianie, neutralność, szacunek dla różnic, rewitalizację.
Możesz i wiesz jak wykorzystać swoje zasoby (np. wysoką wrażliwość, empatię, pragnienie pomagania).

Składa się na 3 fazy praktykowania:

C = connect; komunikacja emocjonalna, zwłaszcza niewerbalna ze sobą i innymi
P = emPOwer; wzmacnianie przez obecność, wspólne doświadczenie celu
R = Rewitalize; rewitalizacja, zwiększenie poziomu nadziei, otwarcia, energii

7 intencji eCPR 

POŁĄCZ SIĘ.
1. Słuchaj oczami, uszami i sercem by nawiązać więź. Obserwuj siebie i drugą osobę
2. Nie reaguj na swoje pierwsze odczucia, daj sobie czas i przestrzeń by wejść głębiej, by poczuć głębiej. Wytrzymaj ciszę i dyskomfort. W tym czasie wbrew pozorom dużo się dzieje. Obserwuj na ile emocje są związane z twoją sytuacją i doświadczeniami z przeszłości. Ważne aby były to odczucia związane tylko z tą konkretną sytuacją
3. Kiedy skomunikujesz się że sobą, z odczuciami które w tobie powstają, podziel sie tym, zwerbalizuj co czujesz i przekaż drugiej osobie. Nie dzielisz się historią, nie wracasz do przeszłości, jesteś tylko w tym momencie i tylko w emocjach

WZMACNIAJ
4. Bądź w relacji bez naprawiania i osądzania. Radzisz sobie z czyimś stresem, kryzysem, najpierw wyciszając, równoważąc siebie
5. Ze świadomością, że nie wiesz, co jest dla kogoś innego najlepsze, z otwartością razem odkrywajcie się na to, co nieznane, na nowe doświadczenia, odczucia, rozwiązania
6. Wzajemnie uwalniajcie moc uzdrawiania, mając przekonanie, że tkwi w Was, zmierzając ku zdrowiu

REWITALIZUJ
7. Rewitalizacja dotyczy obu stron. Na tym etapie wymieniacie się rolami na tym samym poziomie. Teraz ty możesz być wspierany, bo jesteś tak samo ważny. Nie zatrzymuj w sobie odczuć, które mogą cię przeciążyć. Wymiana emocjonalna jest kluczowym elementem w relacji. Towarzyszycie sobie we wzajemnym wspieraniu. Każdy jest osobą wspierającą i osobą w kryzysie.


dr Daniel Fisher był doradcą prezydenta Baracka Obamy, jest obecnie profesorem Uniwersytetu Massachusetts. Jest autorem książki "Heartbeats of Hope" (Bicie serca nadziei), która niedawno została przetłumaczona na język polski. Książka jest empatycznym i czułym przewodnikiem dla osób doświadczających kryzysów psychicznych i szukających możliwości samodzielnego wyjścia z ich cienia. Zawiera osobiste doświadczenia odzyskiwania siebie po dotkliwym kryzysie psychicznym i diagnozie schizofrenii. Fundamentem autorskiej metody wracania do zdrowia jest nadzieja. Kiedy nadzieja słabnie, trzeba ją reanimować – jak zatrzymane serce. Ale jak wskrzesić coś, czego bicie zależy już nie od krążenia krwi, lecz od przepływu emocji i woli życia? Jak ratować roztrzaskaną psychikę z krępujących ją sideł ciemności? I jak wzmocnić własny Głos, jeśli jego wibracje uległy destrukcyjnemu rozstrojeniu?

"Bicie serca nadziei" przynosi odpowiedzi na te pytania. Autor osobom doświadczających kryzysów psychicznych podaje ożywcze antidotum i przywraca im sprawczość. Książka to inspirująca opowieść o potędze ludzkiego ducha i sile nadziei, której bicie rozprasza traumy oraz lęki. Fisher, przeplatając naukowe ekspertyzy z poetyckimi reminiscencjami własnych przeżyć, zmienia postrzeganie chorób psychicznych – stają się one źródłami mądrości, a nie zagrożenia.

Nadzieja nie jest abstrakcyjnym pojęciem. To potężna siła, która realnie zmienia i ratuje życia. 
Książkę wydała Fundacja Wielogłosu, a można zamówić ją TUTAJ 

FREGMENTY:

- "Trzeba znaleźć sposób, by być wobec drugiego człowieka całkowicie otwartym, podejść do niego z otwartym umysłem. Nie ma planu ani listy pytań. Trzeba po prostu być. Kiedy to robię, jestem w stanie nawiązać z kimś więź. Z tej więzi wyłaniają się umocnienie i obudowa. To naturalny proces. eCPR jest raczej oduczaniem niż nauką".

- "Ludzie odgrywający rolę wspierającego czasami czują, że muszą naprawić osobę w kryzysie. Zdarza się, że próbują rozwikłać cudze problemy w celu zaradzenia własnym lękom. Ten mechanizm nazywa się 'unikaniem doświadczenia'."

W 2023 pod jego skrzydłami dr Dana Fishera zdobyłam certyfikat praktyka eCPR.
Informacje użyte w treści pochodzą z materiałów kursowych dystrybuowanych przez organizatora Fundację Centrum Dialogu Emocjonalnego oraz ze strony Fundacji Wieloogłosu i Fundacji Polski Instytut Otwartego Dialogu.

Intro to emotional CPR (eCPR) by Daniel Fisher 2022
Vision for the Future - Community Dialogue

Inne teksty na blogu o kryzysie ↘️

Mam kryzys i nie zawaham się go użyć

O kryzysie matki

Kiedy i dlaczego nie pomoże ci coach?

Jak zmieniać swoje życie?

Psychoneuroimmunologia

Racjonalna Terapia Zachowania

Uzależnienie od alkoholu



Czytaj więcej >

Racjonalna Terapia Zachowania. Zdrowe myślenie, zdrowe emocje


Czy zdrowe myślenie może uzdrowić?
Czy optymizm może pomóc zwalczyć chorobę?
Czy skierowanie uwagi na pozytywne rzeczy może sprawić, że będzie nam żyło się lepiej?
Czym jest psychoneuroimmunologia?

Psychiatra Martin E. P. Seligman, autor pojęcia wyuczonej bezradności i psychologii pozytywnej, w swoich badaniach wykazał, że stany psychologiczne wpływają na podatność na przeziębienia.
Seligman w książce „Pełnia życia” pisze tak:

„Chciałbym, aby nauka potwierdziła, że ludzie mający ‘silniejsze’ układy odpornościowe są odporniejsi na choroby zakaźne, jednak nie jest to kwestia rozstrzygnięta. O dziwo jednak znacznie lepiej udało się rozstrzygnąć, jak stany psychologiczne wpływają na podatność na przeziębienia."

Robert Ader, psycholog, twórca psychoneuroimmunologii (PNI), badał zależność między stanami psychicznymi a  procesami immunologicznymi i układem odpornościowym. W toku prac prac badawczych zaobserwowano korelację między wzrostem stresu a obniżeniem odporności organizmu.  PNI bada również wpływ innych emocji na hormony, neurotransmitery i komórki oraz procesy układu immunologicznego, oscylując wokół podejścia, że istnieją powiązania łączące mózg, zachowanie i układ odpornościowy.

Koncepcje PNI rozwinął Carl Simonton, lekarz, onkolog, pionier psychoonkologii, który wprowadził program pracy z przekonaniami (RTZ) do swojego programu pomocy pacjentom i osobom wspierającym. W Polsce prekursorem medycyny psychosomatycznej jest dr Mariusz Wirgalekarz psychiatra, psychoonkolog.
Był bliskim współpracownikiem Carla Simontona, oraz Maxie C. Maultsby’ego, psychiatry, twórcy Racjonalnej Terapii Zachowania – RTZ (Rational Behavior Therapy RBT), który stworzył taką definicję zdrowia psychicznego:

"Emocjonalnie zdrowi ludzie są zorientowani na rzeczywistość i zaangażowani w to, by żyć produktywnie, uzyskując maksymalną osobistą i społeczną aprobatę oraz doznając minimalnych, niepożądanych konfliktów emocjonalnych.”

Z kolei dr A. Ellis, twórca terapii racjonalno-emotywnej REBT, twierdził, że:
"W dużej mierze możesz sam sobie pomóc, jeśli taki będzie twój wybór, jeśli będziesz nad tym pracował..."  i jest to bliskie w podejściu Racjonalnej Terapii Zachowania, która:

  • opiera się za założeniach psychologii poznawczo-behawioralnej, bazuje na zdrowej pracy na przekonaniach, na poziomie zarówno emocjonalnym, semantycznym jak i racjonalnym
  • pomaga zobaczyć nowe możliwości, odlokować możliwości, uspokoić, pozbyć toksycznych emocji i destrukcyjnych myśli, a także pozbyć wielu chorób, których podstawą są często negatywne przekonania na temat siebie, otoczenia, świata
  • metody pracy RTZ są proste i czytelne, opierają się na konkretnych technikach, jak m.in. ​Model ABCD emocji, Zasady Zdrowego Myślenia, Racjonalna Samo-Analiza, polegające na zdrowym myśleniu opartym na faktach, nie przekonaniach.
  • jest wszechstronna, skonstruowana logicznie; można łączyć ją z innymi metodami rozwoju, wypracowując swój indywidualny warsztat
  • zachęca do samodzielnego przemyślenia zagadnień, wiążących się z bólem emocjonalnym
  • skłania do poniesienia całkowitej odpowiedzialności za proces, nie narzuca celów, zmian, wartości czy tempa pracy
  • jest metodą autoterapeutyczną, dla osób, którzy chcą pracować nad sobą
  • nie narzuca rozwiązań i interpretacji przekonań, oddziela fakty od obiektywnej prawdy
  • koncentruje się na pozytywnej wizji ludzkiej natury - to my jesteśmy twórcami naszych zaburzeń i dzięki odpowiednim technikom możemy pomagać sobie samemu
  • wymaga zdolności krytycznego myślenia, jest metodą odpowiednią do korygowania problemów wyuczonych
  • wymaga poznania, zrozumienia, wypracowania modelu, praktyki z przekonaniami i wyobraźnią
  • pomaga zrozumieć siebie, odzyskać kontrolę i cieszyć się nawet z niepowodzeń :)

W RTZ chodzi o zrozumienie, że to, jak się czujemy i jak myślimy zależy od nas, my mamy na to wpływ i my możemy to zmieniać, jeśli zechcemy, zamiast zwalać winę na innych i tkwić w tym. Bo każdy z nas ma już wszystko, by siebie uzdrowić, tylko musi po to sięgnąć :)

RTZ pozwala na pozycie się etykietek – one naznaczają, stawiając nas w pozycji przegranej, nie pozwalając ma podjęcie zmian. Leń, cynik, narcyz, chory na depresję, DDA itp. Pewien zespół okoliczności i cech, które wypracowane zostały przez jakiś proces, nie muszą oznaczać naznaczenia na całe życie. Swoje samostanowienie można poszerzać, niezależnie od nadanej nam etykiety.

RTZ pomaga zmienić schemat myślenia lub zaakceptować go, nawet jeśli komuś innemu może nasze przekonanie wydawać się nieprawdziwe, krzywdzące itp. To my decydujemy o jakości naszego życia, decydujemy o naszych myślach /których nie można się bać/, o naszych emocjach /którym nie można zaprzeczać/, o naszych działaniach /które mają istotny wpływ na nas i nasze otoczenie/.

Polecam te metodę pracy każdemu, kto chce:

- poznać narzędzia, ułatwiające kontrolę własnych emocji i wpływ na nie;
- nauczyć się, jak pomagać sobie i innym radzić sobie z problemami natury osobistej lub zawodowej, stresem, wypaleniem, chorobami;
- spojrzeć na siebie i świat z innej perspektywy oraz zrozumieć jak można myśleć i odczuwać zdrowiej niż do tej pory;
- mieć możliwość praktykowania kompleksowej metody pracy z przekonaniami zamiast tzw. myślenia pozytywnego.

Z metod RTZ może korzystać każdy, niezależnie od poziomu wiedzy, kompetencji, przyczyn kryzysu emocjonalnego. To metoda krótkoterminowa dająca długotrwałe rezultaty, bezpieczna, oparta na wewnętrznym dialogu, pracy z wyobraźnią, wewnętrznej motywacji i technikach relaksacyjnych.

👇

Dr Mariusz Wirga jest popularyzatorem Terapii Simontonowskiej i RTZ w Polsce i na świecie. Terapia oparta na metodzie RTZ jest z sukcesem prowadzona z pacjentami onkologicznymi w Simontonowskim Instytucie Zdrowia. Natomiast współpracowniczką dr Wirgi i trenerką RTZ w Polsce, której szkolenia z całego serca jako uczestniczka polecam, jest psycholog Agnieszka Hottowy

KSIĄŻKI: Dr Maxie C. Maultsby "Racjonalna terapia zachowania"

Dr Maxie C. Maultsby, Mariusz Wirga, Michael DeBernandi "ABCD twoich emocji"

terapia i szkolenia RTZ Agnieszka Hottowy

http://www.autoterapia.eu


O psychologii choroby, wpływie emocji na choroby zakaźne pisałam w: 
PSYCHOLOGIA CHOROBY ZAKAŹNEJ. CZY OPTYMIZM MOŻE URATOWAĆ LUDZKOŚĆ? 

O psychoneuroimmunologii pisałam w: 
JELITA – UŚPIONY MÓZG, PSYCHONEUROIMMUNOLOGIA I KAWAŁEK Z ŻYCIA 














Czytaj więcej >

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia