Mam kryzys! I nie zawaham się go użyć...



Pisałam już o kryzysie matki. W pewnym sensie stan, w którym jestem jest też kryzysem matki.
Jest też kryzysem edukatorki edukacji domowej, partnerki, pracownika, trenera, córki i przyjaciółki.






Zaczęło się od zwykłego zmęczenia. Przytłoczenia obowiązkami. Zlecenie które wzięłam wymagało ode mnie pracy przy komputerze. Robię to wtedy, gdy dzieci pójdą spać, a ja mogę się skupić (chaos dnia na to nie pozwala).
Jest to średnio po 21:00.
Nie jestem sową, ale to jedyny czas kiedy praca tego typu się udaje. W ciągu dnia, nawet gdy usiądę za biurkiem, czy w kawiarni, moją uwagę pochłaniają bieżące rzeczy, które staram się dzielić na pilne i ważne.
Potrafię pracować wieczorem długo, co ma swoje konsekwencje w niedospaniu. Ten permanentny stan skutkuje zmęczeniem i mimo satysfakcji z pracy, w pewnym momencie zauważam spadek sił witalnych.
Czy dzieje się to szybciej czy później, zależy od okoliczności.
Tym razem były nimi: przygotowania do pierwszych egzaminów córki (5 klasa ED), enterowirusy które mnie przeorały, dodatkowe obowiązki zawodowe oraz domowe, których zawsze jest full. I śmierć kolegi, starszego idę mnie o 4 lata, z którym znaliśmy się od 20 lat, z którym spędziliśmy wiele nocy na dyskusjach przy piwku i z którym nigdy nie miałam romansu. Serdeczna znajomość, którą bezczelnie zgarnął nowotwór.

Efekty?
Obniżony nastrój, zaniżona samoocena, kłopoty z zaśnięciem i niespokojny sen, problem ze skupieniem uwagi, rozdrażnienie,  niepokój, negatywizm, osłabienie i ogólna padaka.
Przy tym nie można wziąć urlopu (matki nie biorą wolnego...) Nie można przespać 12h lub więcej. Nie ma jak nadrobić. Wysłuchujesz jak wszyscy wokół opowiadają co ich trapi, ale sama się nie zwierzasz bo nie lubisz. A nikt nie pyta... Poczucie odosobnienia narasta... KRYZYS?!

Kryzys to żaden wstyd. Kryzys to żadna słabość, żadna porażka. Kryzys jest częścią życia każdego człowieka. Miewają go wielcy artyści i zwykli śmiertelnicy. Może być niebezpieczny, bo kryzys to stan, w którym dochodzisz do momentu, po którym albo wzlecisz albo spadniesz. Albo na chwilę wzlecisz, a po tej chwili lecisz na łeb. Może być też twórczy, transformujący.
Bo "ludzie doświadczający kryzysu są o wiele bardziej otwarci i podatni na zewnętrzną interwencję niż wtedy, gdy są w stanie równowagi" (G.Caplan 1964)

Lindemann i Caplan wprowadzili pojęcie kryzysu do psychologii i psychiatrii na oznaczenie reakcji człowieka zdrowego na trudną sytuację, której nie potrafi rozwiązać, gdyż jego umiejętności rozwiązania problemów okazały się niewystarczające (brak zasobów nie oznacza wyłącznie braku wiedzy). Rzadko sprawdzają się strategie "naprawy od ręki". Wiele problemów osób znajdujących się w kryzysie wynika z tego, że szukali właśnie takiej "naprawy od ręki", "drogi na skróty", szybkiej metody na zmianę życia bez większych nakładów. Pod postacią dawania sobie ulgi i redukcji stresu szukamy pocieszenia,  zabawy, seksu, alkoholu, pracy lub szybkiej sesji u jakiegoś "speca", co nas uzdrowi swoją energią, ziołami, prądem, czy innym narzędziem wpływu. Wizyta u coacha też niestety może zdać się psu na budę.
Tego rodzaju "naprawa" może wytłumić bolesne reakcje, ale nie ma wpływu na wywołujący je bodziec i kryzys zamiast zniknąć, to się pogłębia.

Kryzys stawia ludzi w obliczu wyborów, z którymi mogą sobie nie poradzić, wymusza konieczność dokonania wyboru, przy czym unikanie wyboru również jest wyborem. Można mieć kryzys związany z wypaleniem zawodowym, ze stresem, kryzys małżeński, związany ze zmianą czy wiekiem, z ważnym wydarzeniem czy duchowością.
Może ja mam z wiekiem? 👀


W tekście "KIEDY I DLACZEGO NIE POMOŻE CI COACH?" opisuje jak wygląda klasyczny książkowy kryzys. Co z tym fantem zrobić i do czego skubańca wykorzystać?


Kryzys boli najbardziej tych, którzy chcą być w czymś dobrzy, bardzo dobrzy, profesjonalni. Wymagają od siebie, są bardziej samokrytyczni. Coś jak psychologiczny efekt Dunninga-Krugera...
Nie reagujemy tyle co na sam kryzys, a na fakt niedostępności strategii pozwalających nam poradzić sobie z trudną sytuacją (poddatność na doświadczanie kryzysu może być wynikiem niskiego poczucia własnej wartości, osoby takie są bardziej poddatne na stres i trudniej jest im stawić czoła problemowi, rozwiązać sytuację kryzysową).
Trudny stan może trwać nawet miesiąc.
Następnie, kiedy mamy dość ciągłego napięcia, szukamy ulgi, szukamy rozwiązań, konstruktywnych albo nie.
Po tym etapie, pod warunkiem, że daliśmy sobie czas i prawo do przeżycia sytuacji na swój sposób, mamy w sobie gotowość, aby poszukać wsparcia. Zaczyna chcieć nam się coś robić, działać. Całe sedno w tym, że to MY znaleźliśmy w sobie siłę, żeby o siebie zawalczyć, zmienić coś w życiu. Stać się we własnych oczach, a nie oczach innych, kimś pełnowartościowym, nie mniej nie więcej niż inni, ale w sam raz! Najlepiej wychodzi nam przecież bycie sobą, prawda?
Bądźmy sobą, bo wszyscy inni są już zajęci! ❤


Jedyne do czego można użyć kryzys to przyjęcie go jako nieoderwalnego elementu życia. Jako części całości. Części nas samych. A kiedy doskwiera, wziąć go za kołnierz i położyć do kąta.
Niech leży. A my z nim. Nie walczmy z kryzysem, nie walczmy z sobą!


Tekst inspirowany treściami z życia oraz mojej strony - MOTYWATORKI KRYZYSOWEJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia