6 rzeczy, który czynią mnie lepszą wersją siebie


Mogłabym napisać o rzeczach które czynią mnie gorszą wersją siebie, znalazłabym takie bez najmniejszego problemu, ale instynktownie wolę koncentrować się na pozytywnej wizji ludzkiej natury, na korzyściach, jakie da się wyciągnąć ze wszystkiego 😍






W tekście „MOJE DZIECI SĄ IDEALNE, TYLKO MATKĘ MAJĄ TRUDNĄ” pisałam o tym, jak  dużo emocji w nas wzbudzają nasze dzieci. Jak trudno mi czasem być rodzicem i ile wysiłku wkładam w to, aby siebie samą poukładać. Używam do tego sposobów i rzeczy, które czynią mnie lepszą wersją siebie – to


Pasje, Wdzięczność, Ludzie i relacje, Aktywność, Dbałość o siebie, Dystans 



 Pasje

Żadne tam osobliwości. Nie chodzi o to, aby szukać po drugiej stronie globu spektakularnego czegoś, co mianujemy pasją, ale chodzi o to, aby uczynić pasję z czegokolwiek. Żeby tej pasji z drobiazgach życia codziennego szukać. Żeby z pasją żyć!
Bez swoich radości nie byłabym sobą, nie kochałabym tak mocno życia, nie miałabym takiego wielkiego serca dla otoczenia 💗✌ dają mi oddech, rozwijają, wyciszają.
Wiadomo, że życie samo w sobie jest pasjonujące, że dobrze jest patrzeć na nie jak na fascynującą podróż podczas której możemy odkrywać niezliczoną ilość rarytasów. Owszem, są też trudy i gorsze chwile. I dlatego warto mieć swoje małe przyjemności albo duże idée fixe, żeby to bez straty przetrwać.

Jako nastolatka pisałam wiersze. Mam ich kilkadziesiąt, a może kilkaset napisanych na maszynie, wpiętych w segregator i w różnych zeszytach, notesach,z datami 1995...1998….2000…


Są tam też złote myśli w stylu:
„jestem naiwna sądząc, że 
przeżyję 
niczego nie przeżywając
jestem naiwna sądząc, że nie umrę czekając”



Albo wiersz z błędami, który kieruje do Satre’a (w 1997 byłam świeżo po lekturze „Mdłości”) i pod wierszem dopisek odręcznie pisany już 22 lata temu: „przepisywałam to 7 razy i za każdym razem była pomyłka. 8 raz nie przepisze” 😁
Jest też sporo ciężkich tekstów - rozważań egzystencjalnych, napisanych pod wpływem The Cure i Ministry, których słuchałam przez lata namiętnie, do których lubię czasem powrócić i przypomnieć jaką byłam wrażliwą i szaloną dziewczyną.





OffMatkę stworzyłam z potrzeby pisania. Kiedyś pisałam na blogu widokzokna, potem psyche i logos. Dawno temu pisałam do gazety, a nawet byłam redaktorką naczelną pewnego znanego portalu :) Offmatka powstała 3 lata temu i tak swoim tempem rośnie jej objętość. OffMatka miała być offowa i całkowicie moja, pisana jak chce i o czym chce.
Przy tym kolejna radość – stronę OffMatka zrobiłam sama, jestem samoukiem i lubię zajęcia, gdzie efekty widoczne są praktycznie od razu i są trwałe, dają mi samodzielność i możliwość kreacji, działania. Uczę się, próbuję do skutku a błędy mnie napędzają. Moja upartość jest pomocna 😋

Fotografowanie
Nigdy nie uczyłam się fotografii i zawsze mi było szkoda kasy na aparat. Mój tata był fotografem-amatorem, mieliśmy pracownię-ciemnię w łazience, pamiętam proces powstawania zdjęć, coś fantastycznego! Dzięki niemu mam mnóstwo czarno-białych zdjęć z dzieciństwa. I pewnie miłość do cykania mam w genach, na 40 urodziny kupiłam aparat i teraz cykam bez opamiętania, czego efekty można podejrzeć na INSTAGRAMIE.



Wdzięczność

Pomimo trudnego dzieciństwa, traumatycznych przeżyć i otarcia się o ryzykowne środowiska, zawsze spadałam na cztery łapy. W podstawówce kiepsko się uczyłam, byłam „niegrzeczna” więc mama posłała mnie do zawodówki. Wtedy też wyprowadziłam się z domu i zaczęłam żyć na własny rachunek. Imprezowałam i cieszyłam się życiem, a w międzyczasie moja przekora i zawziętość w dążeniu do celu wbrew innym, skłoniły mnie do skończenia wieczorowego liceum. Maturę zdawałam zimową. A potem poszłam na studia. Zaoczne. Cały czas pracowałam, by utrzymać się samodzielnie, mieszkając w wynajmowanych kątach – to była niezła szkoła życia. W międzyczasie chodziłam na terapię DDA, łapałam wolontariaty, angażowałam się w różne ciekawe inicjatywy, podróżowałam, poszukiwałam.
Czuję ogromną wdzięczność za bogactwo przeżyć z tamtego okresu, za wszystkie doświadczenia, wydarzenia, napotkane osoby. Gdyby nie to, nie byłabym teraz tą, którą jestem. Dzięki temu jestem bogata wewnętrznie i doceniam to, co mam. Niektórzy twierdzą, że te pozytywne zbiegi okoliczności to opieka aniołów albo Boga. Ja jestem niewierząca. Nie potrzeba mi enigmatycznej siły wyższej, a tym bardziej religii, wystarczy mi moje własne sumienie, kodeks moralności, miłość do ludzi wokół i od ludzi wokół.
Kocham drobne radości, chwile. Bo wszystko zawsze jest tak, jak TERAZ powinno być. Co oznacza, że nie musimy czegoś, co możemy zmienić, pozostawiać takim, jakim jest teraz.





Ludzie i relacje. Przyjaźń, Miłość i Seks

 Ci, których spotykam na swojej drodze, których spotkałam i których spotkam. Staję się lepsza dzięki trudnym relacjom i dzięki przyjaźniom. Ludzi potrzebuję i uwielbiam ich obserwować, słuchać.  To, co myślimy o innych, mówi dużo o nas samych. Widzimy siebie w innych ludziach.
Najważniejsi są najbliżsi. Dzieci i mąż, mój najlepszy przyjaciel. Dzięki nim dokonałam największych metamorfoz w życiu i sobie.
Ludzie to też ja, jako człowiek. Jestem wdzięczna sobie, że traktuję siebie dobrze, wybaczam błędy,  że pracuję nad swoimi słabościami a kiedy trzeba potrafię siebie nieźle opieprzyć i nie ma ulgi 😈
Przyjaźń mnie wzrusza i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Ma wartość głębszą niż miłość. Przyjaźnię się z mężem, z dziećmi i to jest baza do miłości w naszej rodzinie.
Miłość jest intencją z jaką można patrzeć na życie. Życząc innym dobrego (dlaczego tak mało w nas życzliwości?), nie zazdroszcząc, nie złorzecząc.
I seks! Kiedy jest zgodny i chciany, jest przypieczętowaniem miłości, przyjaźni czy ognistej relacji, relaksuje, dodaje energii, wyzwala instynkty, przybliża do natury, ociepla relację. Jest absolutnie niezbędny ludziom, zaprzeczanie temu, wyrzekanie się go, nie ma sensu.


Aktywność 

Zawsze był w moim życiu jakiś ruch, amatorskie sporty, fitnessy i sauna. To mnie resetuje, relaksuje. Teraz najczęściej korzystam z miejskiego roweru, wtedy korzysta ciało i umysł –  podczas jazdy intensywnie myślę, planuję, projektuję. Rower to nie tylko środek transportu, to platforma, na której jeżdżąc zyskuję – świeże spojrzenie, nowy pomysł. Nie wiem jak to działa, ale działa 🚴

Aktywność zawodowa jest mi niezbędna do spełniania moich potrzeb: realizacji celów, obowiązkowości, pracowitości i kreatywności. Mam kilka dyplomów i zawodów, bo lubię rozwój i nie waham się zaczynać czegoś od początku, kiedy poczuję zew. Pracowałam w dużej korporacji i w NGO. W tabelkach i w ludźmi. Przy biurku i w terenie. A także w domu, między pieluchą i zupką, prowadząc przedsiębiorstwo społeczne, które nauczyło mnie mnóstwo o sobie samej i realiach kraju, w jakim żyję. Ciągle mam kłopot z tu i teraz, bo nieustająco poszukuję wyzwań. Aktualnie robię staż z improwizacji i pozbywania się perfekcjonizmu 😎






Dbałość o siebie

Zdrowy styl życia to ważny dla mnie aspekt. Jeśli zdrowie to cielesne i psychiczne. Dbanie o  higienę psychiczną pozwala być lepszą dla siebie i innych. Gospodaruje czas wolny od wszystkiego. Chodzę do kina i na saunę. Uświęcam spokojne, ciche wieczory. Odżywiam się, myśląc o tym, że jestem tym co jem. Całe życie unikam mięsa. Staram się nie przejadać, unikam zapychaczy. Znam siebie na tyle, że wiem, co mi szkodzi, a po czym jest mi dobrze. Nie piję alkoholu i nie palę, jedyną moją używką jest kawa, od której też robię detoksy.
Fizjoterapię kobiet odkryłam późno, bo po 3 ciąży. Nie miałam problemów, które mogą pojawić się po porodach naturalnych (mam na koncie 3), ale została mi piłeczka na brzuchu. I planowałam ją przetrenować, na szczęście wcześniej wybrałam się ekspertki Marty Soloch z Fizjo Intima Lady i była to genialna inwestycja w siebie! Wizyty u fizjoterapeutki kobiet powinny być standardem w opiece medycznej, profilaktyką bezwzględnie konieczną, kobietki - zadbajcie o swoje kręgosłupy, miednice, pęcherze!

I jeszcze coś. Oszczędzam czas i pieniądze nie picując się na co dzień, co daje mi też niezależność od nakazów mody i społeczeństwa. Używam kosmetyków naturalnych, albo sama je robię od 10 lat. My-matki, dbamy o innych, a o siebie przy okazji. Ta kolejność wymaga korekty. Lubię uszczęśliwiać innych ludzi, więc dlaczego nie siebie?


Dystans

Mówią, że im więcej masz w sobie dystansu do świata, do siebie przede wszystkim, tym większy masz w sobie życiowy optymizm i tym mocniej cieszysz się życia. Tym łatwiej wprowadzać w swoim życiu zabawę, czy masz lat 20 czy 50. Ludzkość od zarania dziejów organizuje sobie rozrywkę. A my pędzimy, pracujemy, sprzątamy, gotujemy, wieczorami padamy na krótki sen. Zabawa ma nas oderwać od tych realiów, potrzebujemy jej. A gdyby tak bawić się życiem, zamiast traktować go tak śmiertelnie serio? Dystans daje nam też spokój, a tego nigdy dość. Ktoś kiedyś powiedział, że szukał szczęścia, a znalazł spokój.... I tak wszyscy znajdziemy się po drugiej stronie tęczy….


Mogłabym tak jeszcze wymieniać wiele rzeczy, dzięki którym staję się lepszą wersją siebie. Np. poranną kawę którą podaje mi do łóżka mąż, albo minimalizm, czy kupowanie używanych ciuchów i zabawek (i wymiana). 
Dla mnie lepsza wersja siebie oznacza staranie, aby tych rzeczy było więcej, bo doceniać to, co się ma, jest tak proste, jak trudne.







2 komentarze:

  1. Bardzo osobisty tekst a jednocześnie przecież uniwersalny. Spojrzenie na świat i życie bez mistycyzmu, pseudofilozofii a przepełnione świadomym optymizmem.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia