Żałuje rodzicielstwa...




Dzieci dominują twoje życie. Przejmują nad nim kontrolę i władzę. Koncentrujesz się na ich potrzebach. Poświęcasz im każdą chwilę. Dbasz, karmisz, wycierasz nosy. Wstajesz po nocach, albo wcale się nie kładziesz. Czujesz miłość, euforię emocji, więź przeplataną z poczuciem winy i wyrzutami sumienia, kiedy coś idzie nie tak. Dążysz do bycia rodzicem idealnym, albo choć wystarczająco dobrym.





Przychodzi moment, kiedy zmęczenie staje się faktem towarzyszącym ci na co dzień. Działasz jak w trybiku. Rutyna i dzień świstaka. Czasami dzień świra.
Łapiesz stany, kiedy ledwo stoisz na nogach. Masz zawroty głowy. Drgania mięśni. Idziesz ulicą i czujesz, że zaraz padniesz. Zemdlejesz, umrzesz. Nie, to tylko panika przeplata się z racjonalnym umysłem który krzyczy - a co wtedy się stanie z moimi dziećmi??? Więc prostujesz plecy i ruszasz dalej, idziesz i idziesz. Tylko przestajesz się uśmiechać. Nie masz już siły na zabawy sensoryczne z dziećmi. Na puzzle, malowanki i te wszystkie super zajęcia, które robią z dziećmi super rodzice. Na ćwiczenia "usprawniające rozwój", na pilnowanie żeby było RB, NVC i otoczenie Montessori. Bycia zwartym i gotowym w każdej sekundzie na całościową odpowiedź na potrzeby dziecka.
Rytm dnia wyznaczają posiłki. Kupić, ugotować, podać. Zjeść to, co zostanie, na stojąco, w pośpiechu. Znosić kapryszenie i zachcianki. Fochy i wrzaski.
Znosić dominacje nad twoim życiem, umysłem, ciałem, planami, celami, potrzebami.


Fejsbuczkową stronę "Żałuję rodzicielstwa" poleciła mi koleżanka. Że to taka "grupa wsparcia". Zajrzałam. Rzuciło mi się w oczy:
"TA STRONA MA BYĆ MIEJSCEM DLA KOBIET, KTÓRE NIE CHCĄ BACHORÓW, KTÓRE MAJĄ."

Twórcy strony mieli dobre intencje, chcieli stworzyć miejsce, gdzie pogubieni rodzice "nie do końca odnalezieni w rodzicielstwie" mogą o tym anonimowo opowiedzieć. Ale tylko część komentujących stara się rozumieć i nie oceniać. Ta druga część krytykuje, stygmatyzuje, nienawidzi. Nie oceniam tych indywidualnych anonimowych historii, w postach na grupie. Poruszają mnie, jako matkę, córkę i terapeutkę. Dobijają mnie komentarze. Złote rady, porady, presja, krytyka, hejt.
Wyczytałam tam, że posiadanie dzieci i zmuszanie ich do oglądania przepracowanych i przemęczonych rodziców to egoizm. Mocne.

Tak sobie myślę, że żeby nie zwariować, trzeba wyluzować.






Tu pisałam wcześniej o kryzysie matki 
a tu o wymaganiach wobec roli matki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia