06:59:00

Perfekcyjna rodzina z tabloidu

Dziś byłam z mężem i młodszym na rowerach (starsze na kolonii), po drodze parki, place zabaw, restauracja. Jest sierpień, dzień wolny od pracy, wszędzie pełno rodzin i towarzyskich spotkań kobiet z dziećmi (pikniki na kocykach). A raczej bełkot na trawie!
Bo to trajkot nieustający! W kółko wałkowanie tematów okołodziecięcych: kupa, zupa, ząb pierwszy, drugi i dziesiąty, które czyje co robi i jak wspaniale to robi, jak się zachowuje i co czuje wraz z diagnozą potrzeb i możliwości (portret psychologiczny na poczekaniu), że mąż nawet raz upiekł ciasto i w ogóle wspaniale "pomaga" przy dzieciach, że dziś krem z warzyw i dzieci tak chętnie jedzą, że wczoraj małe nie spało, bo kawy się opiła, a nie powinna; że dzieci chodzą na zajęcia umuzykalniające, od pierwszego kroczku, tak słodko się ślinią i mają ciuszki z Zary.

Mam wrażenie, że zajob związany ze standardami życia rodzinnego osiąga wyżyny. Chcemy mieć takie wspaniałe i udane życie rodzinne, że pochłania to wszystkie siły, trzeba być w temacie, wiedzieć jak najwięcej, żyć rodzicielstwem bliskości i niczym więcej.
Mam taki przesyt spraw okołodomowych, że jak wychodzę do znajomych, albo robimy wycieczki rodzinne, robimy wszystko, żeby od codziennej prozy odetchnąć, pogadać o wszystkim innym... Jest tyle ciekawych tematów do poruszenia, opinii wzbogacających i poruszających przytłoczony dniem świstaka umysł. Jest? A może nie ma?

Rozumiem, że życie domowe, dzieciaki - to pochłania, ale żeby w 120% i świat poza nie istniał? Czy nie po to spotykamy się z innymi, aby oderwać się od spraw, od których zazwyczaj oderwać się nie możemy? Nie lubię takich spotkań i męczą mnie, gdzie się mieli w kółko o dzieciach, porównuje je i „filozofuje” co jest bardziej prawidłowe i bardziej im przydatne, które lepsze i które bardziej; gdzie monotematycznie obgaduje się swoich partnerów i narzeka, albo nie narzeka, a wręcz idealizuje. Tak sobie myślę, że w tym względzie jestem socjopatką.

Moja mama opowiadała mi, że 30 parę lat temu, kiedy udało jej wystać całą noc pod sklepem i dostać rano kurczaka, kiedy zrobiła już pranie we Frani z osobnym odwirowaniem i kiedy zrobiła obiad wcale nie z półproduktów, chwila wytchnienia z koleżanką to był raj. Kawka i papierosek, koc przy domu. Pamiętam to. Nie miałyśmy do nich wstępu, bawiliśmy się w pobliżu, ale żadne nie było przyklejone, nie lataliśmy co sekundę z okrzykiem: mama, mama! Dzieciaki były najczęściej w swoim gronie, całymi dniami biegając po podwórkach, odkrywając swoją dziecięcą kreatywność.  Dorośli mieli swój czas. Nie był to czas poświęcony na gadanie o rozwoju dzieci, ich emocjach, potrzebach, możliwościach. Wtedy po prostu nie było takich standardów. Nie było idealnych stylów wychowywania. Nieustannego koncentrowania się na dzieciach i dogadzaniu im. Przede wszystkim nie było ideału szczęścia! Rodziny perfekcyjnej! Wtedy nikt nie myślał o ideałach. Wtedy szczęście było przedmiotem akademickich rozważań filozofów i opasłych rozpraw naukowych, a dziś każdy konował wpycha ci swój poradnik, jak być idealnym rodzicem i osiągnąć absolutne szczęście.

Dziś nie masz wyjścia – musisz być idealny.






3 komentarze:

  1. Kiedy my byłyśmy dziećmi, był mniejszy dostęp do informacji i mniej sposobów wpływania na opinię wielu osób. Cieszę się, że znam dużo nowinek związanych z dziećmi, o których moi rodzice nie mieli pojęcia. Z nostalgią wspominam dzieciństwo i pewne rzeczy, których moi synowie nie znają, ale widzę, że pod wieloma względami mają lepsze życie, niż ja w ich wieku. Rzeczą, którą teraz często zauważam i która mnie martwi, jest nadmierne skupienie rodziców na dziecku (sama się często zastanawiam, czy tak nie postępuję). Nie chciałabym, żeby moje dzieci, kiedy dorosną, martwiły się, że nie spełniają moich oczekiwań, że zmarnowały dawane im szanse i nasze poświęcenie. Moje przyjaciółki ze szkoły nie mają dzieci. Otwarcie mówią, kiedy nie mają ochoty na spotkanie z moimi dziećmi. Mam też przyjaciółki, z którymi rozmawiam prawie wyłącznie o sprawach domowych bardzo sobie cenię takie znajomości. Dobrze jest porozmawiać z kimś, kto nas rozumie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Twoim rozsądnym głosem:) Ogólnie trudniej jest być matką w obecnych czasach - trudniej emocjonalnie. Co chwilę pojawia się nowy ekspert od wychowywania, który głosi uniwersalne prawdy, jedynie prawidłowe. Ps. wspaniale jest pogadać z kimś, kto nas rozumie. Pogadać o nas:)

      Usuń
  2. Polubiłam Cie po tym artykule, hehe pozwoliłaś mi nabrać dystatnsu do rodzicielstwa

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 OffMatka , Blogger