Nie musisz wiedzieć. Jak przestać szukać kolejnych map?

 

Nauki Tolle (ale też innych podobnych mu mistrzów) pozwoliły mi odnaleźć to, co poszukiwałam przez całe życie. Ich nauki wydają się być dla mnie czymś w rodzaju wewnętrznego punktu odniesienia: obecność, obserwowanie umysłu, poddanie, mniej walki z rzeczywistością, mniej potrzeby naprawiania (również siebie). 

Jeśli i Ty też już nie masz ochoty na kolejną mapę życia, a bardziej interesuje Cię zobaczenie, kto tę mapę narysował, zacznij kwestionować świat, który pod wpływem innych ludzi uznałeś za oczywisty.

Ten sposób pozwala osiągać stan spokoju wewnętrznego, którego istnienie nie zależy od zewnętrznych czynników. Okazało się, że paradoksalnie, nie potrzeba doskonalenia ani analizy, specjalnych narzędzi, iluś etapów czy poziomów, rozdrapywania przeszłości czy skomplikowanej metodyki.

To, co najskuteczniejsze, jest dostępne, proste i wyciągnięcie ręki.



Zacznij od zobaczenia, że to, co bierzesz za rzeczywistość, jest filtrowane przez umysł.
A kto powiedział Ci, że ten filtr jest prawdą? Kto nauczył Cię, że świat właśnie tak wygląda?
Pytaj skąd w ogóle wzięło się przekonanie, że powinnam się zmieniać?
Kto powiedział, że tak wygląda dobre rodzicielstwo?
Kto powiedział, że problem depresji zawsze znajduje się w jednostce?
Kto powiedział, że człowiek powinien nieustannie nad sobą pracować?
Kto ustala, co jest „normalnym” funkcjonowaniem?
Kto powiedział, że obecny sposób życia jest naturalnym porządkiem rzeczy?

To rozbraja identyfikację z własnym umysłem i identyfikację z rzeczywistością, którą umysł uznał za oczywistą.
A najlepsze jest to, że nie musisz nawet znaleźć odpowiedzi 🙃😋


Dziś bliskie jest mi kilka kierunków, że:

1. przeszłość nie jest mi potrzebna, żeby być tu, gdzie jestem, nie muszę do niej wracać, żeby być tu i teraz. Przeszłość nie jest mi potrzebna, aby dziś się nią martwić. 
Nie oznacza to, że przeszłość nie miała znaczenia, ale to, że nie muszę jej stale używać do wyjaśniania tego, kim jestem teraz. Nie muszę grzebać w historii, żeby uzasadnić swoje obecne doświadczenie.

2. umysł jest jak audycja którą można wyciszyć. Nie chodzi o to, żeby wygrać z myślami, przeanalizować je, przekształcić albo zastąpić pozytywnymi. Można po prostu zauważyć: aha, radio znowu nadaje.
I nie trzeba już dalej słuchać 🤭

3. świadomość nie jest kolejnym obiektem do psychologicznej obróbki (możesz analizować swoje myśli, emocje, schematy, relacje, mechanizmy obronne, historię. Ale kto obserwuje tę analizę?
Jeśli świadomość potraktujesz jako to, w czym pojawia się doświadczenie, to próba „przepracowania świadomości” robi się trochę paradoksalna. Narzędzie próbuje zbadać samo siebie? 🙈

4. nie wszystko, co dzieje się w człowieku, wymaga psychologicznego rozwiązania. Można mieć myśl i jej nie analizować. Można mieć emocję i jej nie interpretować. Można mieć przeszłość i nie budować z niej swojej tożsamości. Można też zauważyć, że umysł coś opowiada i nie wchodzić do środka tej opowieści.


Sądzę, że Tolle dotyka czegoś, co jest aktualnie bardziej potrzebne egzystencjalnie niż kiedykolwiek.


Czytaj więcej >

Prozac kontra placebo. Co mówią badania?


Prozac i inne antydepresanty - czy są lepsze od placebo? Średnio tak.
Czy różnica jest duża? Raczej mała.

I właśnie tutaj zaczyna się fascynująca historia placebo.




Objawy psychiczne mogą być końcowym etapem długotrwałego przeciążenia całego organizmu. Psychika i biologia nie są od siebie oddzielone.

Psychiatra rozpoznanie depresji opiera na wywiadzie i obrazie klinicznym. Nie wykonuje badania, które ujęłoby: „oto niedobór konkretnej substancji w mózgu tej osoby, który należy uzupełnić”. 

Antydepresantów nie dobiera się dlatego, że lekarz wie, jaka dokładnie zmiana biologiczna odpowiada za objawy konkretnego człowieka.

Dobiera się je na podstawie dowodów z badań klinicznych, z których wiemy, że u części osób przynoszą wyraźną poprawę, u części poprawa jest niewielka, u części nie występuje wcale. 

Ile z tej poprawy pochodzi z farmakologicznego działania leku, a ile z tego, co dzieje się wokół przyjmowania leku?
Bo kiedy porównamy lek z tabletką placebo, okazuje się, że obie grupy często poprawiają się.

Więc psychika czy ciało?

Jeżeli ktoś ma jednocześnie zawroty głowy, uczucie niestabilności, kołatanie serca, przewlekłe zmęczenie, mgłę mózgową, pogorszenie po wysiłku, niepokój i obniżony nastrój, to czy naprawdę ma sens pytać: czy to psychiczne, czy fizyczne?

To fałszywy podział. Układ nerwowy nie jest ani „psychiczny”, ani „fizyczny”.  Jest jednym systemem, który łączy mózg, hormony, odporność i całe ciało. Dlatego obok pytania: Co dzieje się z moją psychiką? warto czasem zadać również inne:

Czy organizm jest przewlekle przeciążony?

Czy układ nerwowy od miesięcy lub lat funkcjonuje w stanie alarmowym?

Czy ciało ma przestrzeń na sen, regenerację, ruch i poczucie bezpieczeństwa?

Czy nie ma choroby, stanu zapalnego, niedoborów lub innych biologicznych przyczyn, które mogą nasilać podobne objawy?

To nie jest kwestia „psychika kontra ciało”. To jest ten sam organizm. Więc do rzeczy.

Przyjrzyjmy się temu, co naprawdę wiemy o antydepresantach, a przede wszystkim najsłynniejszej Fluoksetynie, czyli Prozacu, przez wiele lat zwanego jako TABLETKA SZCZĘŚCIA.
To właśnie fluoksetyna sprzedawana jako Prozac, stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych leków przeciwdepresyjnych i symbolem całej epoki SSRI.
W Polsce nadal jest dostępna i szeroko stosowana pod wieloma nazwami, m.in. Seronil, Andepin, Bioxetin i inne.


Placebo nie oznacza „nic”

Kiedy słyszymy słowo placebo, często wyobrażamy sobie cukrową tabletkę i człowieka, który wmawia sobie, że jest zdrowy. W badaniu klinicznym grupa placebo doświadcza realnego procesu leczenia, pacjent trafia do lekarza, ktoś go słucha, rozpoznaje jego problem, informuje, że istnieje leczenie.

Pacjent zaczyna regularnie przyjmować tabletki, pojawia się oczekiwanie poprawy.

Zmienia się sposób interpretowania objawów. Zmienia się kontekst, w którym człowiek doświadcza swojej choroby. I wszystkie te elementy mogą wpływać na wynik.

Dlatego odpowiedź na placebo nie oznacza, że człowiek „udawał” albo że problem był wyłącznie psychiczny. Oznacza, że organizm reaguje również na kontekst leczenia.


Kirsch: słuchając Prozacu, ale słysząc placebo

Jedną z najbardziej znanych analiz w tej dyskusji przeprowadził Irving Kirsch wraz ze współpracownikami. 

Już w 1998 roku opublikowali metaanalizę zatytułowaną: „Listening to Prozac but Hearing Placebo”

Przeanalizowali 19 badań obejmujących 2318 pacjentów. Zwrócili uwagę na bardzo silną zależność pomiędzy wielkością poprawy w grupie placebo i wielkością poprawy w grupie otrzymującej lek.

Ich praca stała się jednym z ważnych punktów wyjścia do późniejszej dyskusji nad tym, jak duża część efektu antydepresantów może być związana z placebo i kontekstem leczenia.

To była analiza pokazująca, że efekt placebo jest znacznie większym elementem odpowiedzi na leczenie depresji, niż często sobie wyobrażamy.


Dane FDA i „cesarz nowych leków”

W 2002 roku Kirsch i współpracownicy poszli krok dalej.  Przeanalizowali dane przekazane amerykańskiej FDA dotyczące sześciu najczęściej stosowanych wówczas leków przeciwdepresyjnych. I tutaj pojawił się bardzo interesujący wynik - średnia różnica pomiędzy lekiem a placebo była niewielka.

Kirsch podał, że około 80% odpowiedzi obserwowanej w grupie lekowej było również obecne w grupach placebo, a średnia różnica między lekiem a placebo wynosiła około 2 punkty w skalach Hamiltona.

Autorzy zwrócili również uwagę na fakt, że zwiększanie dawki nie prowadziło do proporcjonalnego zwiększenia poprawy. Na tej podstawie argumentowali, że znaczna część obserwowanej poprawy może być związana z czynnikami nieswoistymi dla działania farmakologicznego.

Ważne zastrzeżenie - ta analiza nie dotyczyła wyłącznie Prozacu, dotyczyła całej grupy leków przeciwdepresyjnych.

[Kirsch i wsp., The Emperor's New Drugs, 2002]


A co, jeśli depresja jest bardzo ciężka?

W 2008 roku Kirsch i współpracownicy ponownie przeanalizowali dane FDA, tym razem uwzględniając nasilenie depresji przed rozpoczęciem leczenia. 

Przy umiarkowanej depresji różnica pomiędzy lekiem a placebo była bardzo mała. Przy najcięższej depresji przewaga leków rosła. Nie oznaczało to koniecznie, że lek działał coraz mocniej wraz z nasileniem depresji.
Jednym z możliwych wyjaśnień było to, że odpowiedź na placebo stawała się słabsza u osób z bardzo ciężką depresją. Wtedy różnica pomiędzy lekiem i placebo może rosnąć nawet bez proporcjonalnego zwiększania działania samego leku.

Jednakże, interpretacja wyników konkretnej analizy „Lek działa lepiej w ciężkiej depresji” niekoniecznie oznacza „farmakologiczne działanie leku rośnie wraz z ciężkością depresji”.

[Kirsch i wsp., PLOS Medicine, 2008]


Ile daje samo placebo?

W 2009 roku Rief i współpracownicy przeanalizowali 96 badań obejmujących 9566 pacjentów znajdujących się w grupach placebo. W ich analizie średnia wielkość poprawy wynosiła:

**placebo: d = 1,69**

**lek: d = 2,50**

Autorzy oszacowali, że wielkość poprawy w grupie placebo odpowiadała około 68 procentom wielkości poprawy obserwowanej w grupie przyjmującej lek.

To oznacza, że poprawa obserwowana po podaniu placebo może stanowić bardzo dużą część poprawy obserwowanej w badaniach antydepresantów.

[Rief i wsp., Journal of Affective Disorders, 2009]


Ale istnieje też przeciwwaga

W 2008 roku Turner i współpracownicy przeanalizowali dane FDA dotyczące 12 leków przeciwdepresyjnych i 12 564 pacjentów. Znaleźli  ważny problem: selektywną publikację wyników.  Zgodnie z opublikowaną literaturą, wyniki prawie wszystkich badań nad lekami przeciwdepresyjnymi, jakie trafiały do publikacji naukowej, były pozytywne.
Badania negatywne mogły pozostać nieopublikowane, albo były często publikowane w sposób, który przekazywał pozytywne rezultaty.
To oznacza, że jeśli patrzymy wyłącznie na opublikowane artykuły, możemy przeceniać skuteczność leków.   

Co ważne, ustalenia badaczy ograniczały się do badań sponsorowanych (leków zarejestrowanych w FDA).

I to jest bardzo ważna lekcja nie tylko dla antydepresantów, bo nauka nie składa się wyłącznie z tego, co zostało opublikowane, a także z tego, czego nie opublikowano.
Badanie Turnera nie wykazało, że antydepresanty są nieskuteczne. Pokazało coś bardziej precyzyjnego, że opublikowana literatura może przekłamywać obraz.

[Turner i wsp., New England Journal of Medicine, 2008]


A potem pojawiła się ogromna metaanaliza

522 randomizowane badania.
116 477 uczestników.
21 leków.

Cipriani i współpracownicy stwierdzili, że wszystkie analizowane leki były średnio skuteczniejsze od placebo w leczeniu ostrej depresji u dorosłych.

„Wszystkie leki przeciwdepresyjne były skuteczniejsze niż placebo u dorosłych z ciężkim zaburzeniem depresyjnym. Mniejsze różnice między lekami aktywnymi stwierdzono po uwzględnieniu w analizie badań kontrolowanych placebo, natomiast w badaniach porównawczych zaobserwowano większą zmienność skuteczności i akceptowalności.”

Ale istnieje drugi wniosek: przewaga nad placebo nie jest tym samym co ogromny efekt kliniczny. Statystyczna przewaga leku nad placebo może być realna, a jednocześnie dla konkretnego człowieka niewielka.

Duże metaanalizy badań klinicznych pokazują, że fluoksetyna przeciętnie wypada lepiej niż placebo. Jednocześnie przewaga ta jest zwykle niewielka.

[Cipriani i wsp., The Lancet, 2018]


Czyli kto ma rację?

Kirsch czy Cipriani? Paradoksalnie częściowo obaj. Kirsch zwraca uwagę na wielkość różnicy pomiędzy lekiem a placebo oraz na znaczenie placebo. Cipriani pokazuje, że nie można na tej podstawie powiedzieć, że leki nie działają. Oba wnioski mogą być prawdziwe jednocześnie.

Lek może być statystycznie skuteczniejszy od placebo, a jego przeciętna przewaga może być niewielka i nie jest to sprzeczność.


A co z fluoksetyną konkretnie?

Fluoksetyna, czyli Prozac, nie jest wyjątkowym „superlekiem”, ani TABLETKĄ SZCZĘŚCIA (jak był nazywany przez 25 lat).

Analizy porównawcze pokazują, że jest skutecznym lekiem przeciwdepresyjnym, ale nie ma podstaw, by przedstawiać ją jako lek zdecydowanie przewyższający inne antydepresanty.

W analizach dorosłych fluoksetyna wypadała podobnie do części innych leków, a w niektórych porównaniach była mniej skuteczna od sertraliny, mirtazapiny czy wenlafaksyny.

Ale ocena leku nie powinna sprowadzać się wyłącznie do pytania: czy działa? Powinna obejmować również: jak bardzo działa, u kogo działa, jak długo działa i jakie są koszty tego działania.


A co z dziećmi i młodzieżą?

Tutaj sytuacja jest jeszcze bardziej interesująca i znacznie bardziej kontrowersyjna. Wcześniejsze metaanalizy wykazywały przewagę fluoksetyny nad placebo u dzieci i młodzieży.

Na przykład metaanaliza obejmująca siedem randomizowanych badań wykazała niewielką, ale statystycznie istotną różnicę na korzyść fluoksetyny w skali CDRS R.

[Metaanaliza fluoksetyny u dzieci i młodzieży, 2021]

Inna metaanaliza sieciowa obejmująca 33 badania i 6949 pacjentów również wykazała przewagę fluoksetyny nad placebo.

[Metaanaliza leków przeciwdepresyjnych u dzieci i młodzieży]

Jednocześnie nowsze dane zmieniają obraz.
W 2021 roku ukazał się przegląd Cochrane dotyczący leków przeciwdepresyjnych u dzieci i młodzieży. 

Dla fluoksetyny różnica względem placebo była niewielka. Autorzy ocenili ją jako małą i klinicznie mało istotną.
To ważne, ponieważ różnica statystyczna i różnica, którą pacjent rzeczywiście odczuwa jako znaczącą poprawę, nie są tym samym.

A potem pojawiły się jeszcze nowsze analizy.
W 2025 roku opublikowano metaanalizę 22 randomizowanych badań dotyczących leczenia depresji u dzieci i młodzieży.

Autorzy stwierdzili, że leki przeciwdepresyjne były tylko marginalnie skuteczniejsze od placebo pod względem odpowiedzi na leczenie, a jednocześnie wiązały się z większym ryzykiem działań niepożądanych.

[Zhang i wsp., European Child and Adolescent Psychiatry, 2025]

Jeszcze ciekawsza jest analiza Plöderla i współpracowników, opublikowana online pod koniec 2025 roku i w numerze czasopisma z 2026 roku. Autorzy przeanalizowali wyniki badań fluoksetyny u dzieci i młodzieży w czasie.

Ich wniosek był taki, że wraz z pojawianiem się kolejnych, nowszych badań szacowana przewaga fluoksetyny nad placebo malała i przesuwała się w obszar klinicznej równoważności z placebo. Autorzy wskazują jako możliwe wyjaśnienia między innymi efekt nowości oraz zmieniające się oczekiwania uczestników badań.

„Pozorny brak klinicznie istotnej skuteczności fluoksetyny w leczeniu depresji u dzieci powinien być brany pod uwagę zarówno przez osoby opracowujące zalecenia terapeutyczne, jak i przez pacjentów oraz lekarzy.”

To jest niezwykle ciekawy wynik, bo pokazuje, że skuteczność obserwowana w badaniach nie musi być stałą właściwością leku. Może zależeć również od tego, w jakim czasie lek jest badany, czego spodziewają się pacjenci i lekarze oraz jak skonstruowane jest badanie.

[Plöderl i wsp., Journal of Clinical Epidemiology, 2026]


Placebo nie jest przeciwieństwem biologii

Kiedy mówimy: „to placebo” często brzmi to tak, jakbyśmy mówili: „to nie jest prawdziwe”. 
Tymczasem współczesna nauka traktuje placebo nie jako iluzję psychiki, ale jako potężny mechanizm psychofizjologiczny, w którym umysł realnie wpływa na ciało

Placebo jest częścią biologii człowieka. Oczekiwanie poprawy może wpływać na sposób, w jaki mózg przetwarza informacje o bólu, napięciu, zmęczeniu czy innych objawach. Kontekst leczenia może wpływać na doświadczenie choroby. Relacja z lekarzem może mieć znaczenie. Sam fakt rozpoczęcia leczenia może zmienić sposób, w jaki człowiek funkcjonuje.

Nie oznacza to, że człowiek „wymyśla sobie chorobę”. Wręcz przeciwnie. Oznacza, że mózg i ciało cały czas pozostają w komunikacji.


Co podsumowując wynika z badań?

Najuczciwsza odpowiedź na podstawie badań brzmi: antydepresanty działają, ale nie zawsze tak, jak wyobrażamy sobie ich działanie.


  • średnio antydepresanty są skuteczniejsze od placebo, ale przeciętna różnica jest niewielka
  • odpowiedź na placebo stanowi istotną część poprawy obserwowanej w badaniach
  • różnica między lekiem a placebo może być większa przy cięższej depresji, choć mechanizm tej zależności jest dyskutowany
  • selektywne publikowanie wyników może zawyżać obraz skuteczności leków, danych FDA 94% opublikowanych wyników było pozytywnych, wobec 51% w pełnym zbiorze badań. Literatura zawyżała średnią wielkość efektu o 32%
  • u dzieci i młodzieży najnowsza metaanaliza wskazuje na tylko niewielką przewagę antydepresantów nad placebo przy jednoczesnym istotnym wzroście ryzyka działań niepożądanych itd.


Jeżeli człowiek doświadcza depresji, nie powinien być sprowadzany ani do „chemii mózgu”, ani do „słabej psychiki”. Jest organizmem.

Jego mózg, układ nerwowy, hormony, odporność, sen, doświadczenia, relacje, środowisko i sposób interpretowania rzeczywistości pozostają ze sobą w nieustannej interakcji.

Dlatego pytanie: „Czy Prozac działa? jest trochę zbyt proste. Lepsze pytania brzmią: jak duży jest jego efekt? Dla kogo największy? Jak duża część poprawy występuje również bez aktywnego leku? Jakie znaczenie mają oczekiwania i kontekst leczenia? Co dzieje się z człowiekiem poza sześcioma czy dwunastoma tygodniami badania?
Czy poprawa objawów jest tym samym co rozwiązanie problemu, który doprowadził człowieka do tego stanu? Bo można wyciszyć objaw. Można też próbować zrozumieć, dlaczego organizm w ogóle musiał zacząć go wytwarzać.

Nauka często mówi: to zależy. Bo człowiek jest skomplikowany. Może warto przestać myśleć o depresji jako o konflikcie psychika / ciało, bo to jest jeden organizm.

Depresja nie jest ani wyłącznie chorobą mózgu, ani wyłącznie problemem psychologicznym.
Prozac nie jest tabletką szczęścia, a placebo nie jest oszustwem.

Na szczęście 😊



## Źródła

Kirsch I. i wsp. 2002. The Emperor's New Drugs: An Analysis of Antidepressant Medication Data Submitted to the U.S. Food and Drug Administration. 
[Publikacja w APA]

Kirsch I. i wsp. 2008. Initial Severity and Antidepressant Benefits: A Meta Analysis of Data Submitted to the Food and Drug Administration.
[PLOS Medicine]

Turner E. H. i wsp. 2008. Selective Publication of Antidepressant Trials and Its Influence on Apparent Efficacy.
[New England Journal of Medicine]

Rief W. i wsp. 2009. Analiza odpowiedzi placebo w badaniach leków przeciwdepresyjnych.
[PubMed]

Cipriani A. i wsp. 2018. Comparative efficacy and acceptability of 21 antidepressant drugs for the acute treatment of adults with major depressive disorder.
[The Lancet, PubMed]

Zhang Y. i wsp. 2025. Antidepressant treatment of depression in children and adolescents: a systematic review and dose response meta analysis.
[PubMed]

Plöderl M. i wsp. 2026. The loss of efficacy of fluoxetine in pediatric depression: explanations, lack of acknowledgment, and implications for other treatments.
[PubMed]

Okubo R. i wsp. 2025. Association of Placebo Response with Effect Size in Randomized, Double Blind Clinical Trials of Antidepressants in Children and Adolescents.
[PubMed]

Metaanaliza fluoksetyny u dzieci i młodzieży.
[PubMed]

Czytaj więcej >

Tolle i koniec poszukiwań. Kontra dla samorozwoju

 

Wizualizacja, mapa świadomości, terapia "xyz", epigenetyka, neurobiologia, medytacja, praca z przyszłym „ja”, kwantowe pole. Posługiwanie się językiem nauki lub rozbudowany system interpretowania ludzkiego doświadczenia.
To dobrze działa w środowisku, które chce połączyć duchowość z psychologią i nauką, jest łatwe do opakowania w prestiż i pokazania jako kolejna rzecz, której możesz spróbować.
Tam często dostajesz mapę i instrukcję obsługi siebie.

A Tolle mówi: przestań szukać.



To jest niewygodna nauka dla człowieka, który całe życie lubił rozumieć, analizować, szukać i coś ze sobą robić (a czasem rozwój osobisty zamienił w życiowy projekt).
Dispenza, Maté, Lipton, Porges czy Hawkins dają coś, czego Tolle właściwie nie daje.
Oni dodają, Tolle zabiera. U niego jest dużo:
zauważ
przestań identyfikować się z myślą
bądź obecny
zaakceptuj to, co jest
I właściwie koniec  😊

A współczesny rynek rozwoju uwielbia narzędzia i systemy. U Tolle nie dostajesz rozbudowanego systemu, poziomów, procedur, mapy rozwoju ani obietnicy, że jeśli wykonasz określone działania, osiągniesz określony stan.
Nie można powiedzieć: „Mam metodę Tolle "Y", którą możesz zastosować, żeby osiągnąć X”, bo jego podstawowy komunikat jest znacznie mniej spektakularny: zauważ, że jesteś obecny.
Trudno z tego zrobić pięciostopniowy program transformacji  🙃

Mechanizm, na którym opiera się rynek rozwoju osobistego ma schemat, w którym rozwój jest kolejnym projektem do wykonania.
Masz problem → poznaj jego przyczynę → zastosuj metodę → wykonuj praktyki → zmień siebie → osiągnij określony stan.

Tolle robi coś odwrotnego:

Masz problem → zauważ, co się właśnie dzieje → przestań z tym walczyć → bądź obecny.

Nie ma: „7 kroków do wyjścia z ego”
Nie ma: „30 dni do podniesienia poziomu świadomości”
Nie ma: „Medytuj codziennie i uwalniaj przez 20 minut, a za 6 tygodni osiągniesz przemianę”

Wtedy znowu EGO dostałoby projekt: mam stać się bardziej świadomy, a tu nie bardzo wiadomo, co dalej zrobić :)

I to jest paradoks Tolle - trudno zbudować na nim klasyczny biznes rozwojowy.
Jest mniej atrakcyjny jako „produkt”, bo jego nauka odbiera potrzebę ciągłego poszukiwania kolejnych produktów.


Idee Tolle są dziś mocno „wchłonięte” przez język rozwoju osobistego, że wiele rzeczy, które brzmią jak współczesna psychologia czy duchowość, ma bardzo podobny rdzeń: obserwowanie myśli, dystans wobec ego, obecność, nieutożsamianie się z narracją umysłu, akceptacja tego, co jest.
Jednocześnie idee obecności, obserwowania umysłu czy nieutożsamiania się z myślami są dużo starsze niż Tolle i mają korzenie m.in. w tradycjach buddyjskich i innych nurtach kontemplacyjnych (do czego on sam nawiązuje).

Czy więc dzisiejszy rozwój duchowy nie jest czasem próbą ubrania prostych, starych doświadczeń w coraz bardziej atrakcyjne systemy, język nauki i nowe metody?

Tolle właściwie rozbraja cały ten mechanizm, na którym opiera się rynek rozwoju osobistego.
Dlatego tak mocno mi siadł. Nie dlatego, że dał mi więcej.
Tylko dlatego, że jako jeden z niewielu mówi:

może już wystarczy.


Czytaj więcej >

#7 Nic nie musisz naprawiać. Wystarczy zauważyć

 
(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**

Droga do domu #7
O DWOISTOŚCI CZŁOWIEKA
Nic nie musisz naprawiać. Wystarczy zauważyć.

Doszliśmy do końca tej drogi. A może... dopiero do początku?
Największym nieporozumieniem współczesnego człowieka nie jest to, że za mało się rozwija.
Ale to, że przez większość życia próbuje naprawić kogoś, kim nigdy nie był. 

Przez lata wierzyłam, że powinnam stać się lepszą wersją siebie. Bardziej świadomą.
Bardziej spokojną, uważną, rozwiniętą.
Aż w pewnym momencie zrozumiałam, że nawet to pragnienie potrafi stać się kolejnym projektem.


Dziś zastanawiam się nad czymś innym.
Gdyby tak przestać przez chwilę budować obraz samej siebie?
Przestać być z siebie dumną.
Przestać się sobą rozczarowywać.
Przestać siebie oceniać, poprawiać, porównywać.

Bo kto właściwie to robi?
Kto nieustannie komentuje Ciebie?
Kto tworzy historię o tym, jaki jesteś?
Może właśnie ten głos, z którym spotkaliśmy się na początku tej serii.

Nie chodzi o to, żeby kochać siebie bardziej. Ani mniej.
Nie chodzi o to, żeby zbudować lepszą relację ze sobą. 

E. Tolle w "Praktykowaniu potęgi teraźniejszości" otwiera pytanie, które psychologia rzadko zadaje.  Współczesna psychologia bardzo często mówi o budowaniu dobrej relacji ze sobą. Dbaj o siebie. Pokochaj siebie. Zaopiekuj się sobą. Bądź dla siebie dobry. I to wszystko ma ogromny sens.

A Eckhart Tolle pyta: Czy naprawdę potrzebujesz relacji... z samym sobą?

Na pierwszy rzut oka może to brzmieć absurdalnie, bo przecież wszędzie słyszymy, że właśnie tego nam brakuje... a jednak - jeśli mam relację ze sobą, to znaczy, że istnieje ktoś, kto obserwuje (obserwator) i ktoś, kogo obserwuje (obserwowany).
Ktoś, kto ocenia i ktoś oceniany.
Ktoś, kto ma być z siebie dumny i ktoś, z kogo można być dumnym.
Nawet kiedy zbudujesz "dobrą relację ze sobą", nadal istnieje podział na tego, który obserwuje i tego, którego trzeba kochać, naprawiać, rozwijać, akceptować.

Tolle nazywa to rozszczepieniem. I mówi, że być może większość naszego cierpienia rodzi się właśnie z tej nieustannej dwoistości. 
Może nie muszę codziennie zastanawiać się, czy jestem wystarczająca?
Może nie muszę siebie bardziej kochać? Ani mniej kochać.

Może mogę po prostu... być.

Nie wiem, czy zgadzam się z Tolle'em w stu procentach. Wiem natomiast, że od ponad trzydziestu lat obserwuję ludzi, którzy próbują poprawić relację z samym sobą, a mimo to nadal cierpią.
Może więc warto na chwilę odwrócić pytanie. Zmienić punkt odniesienia.
Zamiast zastanawiać się, jak bardziej siebie polubić, zapytać: czy naprawdę muszę bez przerwy rozmawiać ze sobą?
Czy każda chwila mojego życia musi być komentowana, oceniana i analizowana?

Bo kiedy spotkają się trzy światy - psychologii (schematy, relacje, emocje), biologii (układ nerwowy, ciało, przeciążenie) i świadomości (obecność, obserwacja, ego), to nie zatrzymujesz się na pracy z historią życia i schematami, ani na pracy z układem nerwowym i ciałem.

Idziesz o krok dalej. 

W coś jeszcze prostszego. Przestajesz tworzyć podział.
Na tego, kto obserwuje i tego, kogo trzeba nieustannie poprawiać.

Po prostu... jesteś.

Nie chodzi o oświecenie, ani o pozbycie się ego. Nie chodzi o życie bez myśli, ani o to, żeby już nigdy się nie bać. Nie chodzi nawet o to, żeby być szczęśliwym.

Może chodzi tylko o to żeby coraz rzadziej opuszczać własne życie.
Wracać do tej chwili.
Do swojego oddechu. Do ciała. Do ciszy.
Do zwyczajnego doświadczenia istnienia.

Coraz bardziej wierzę, że człowiek nie potrzebuje kolejnej wersji siebie. Potrzebuje coraz mniej wszystkiego, co oddziela go od samego życia.
Może właśnie dlatego tę serię nazwałam Droga do domu. 
Bo dom nie jest miejscem. Nie jest stanem idealnym. Nie jest celem.
Jest chwilą, w której przestajesz szukać siebie wszędzie indziej.

Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Co próbujesz w sobie naprawiać od lat?
Co by się stało, gdybyś na chwilę przestał to robić?
Jak wyglądałby Twój dzień, gdybyś nie musiał być ani lepszy, ani gorszy?
Kiedy ostatnio czułaś, że naprawdę jesteś... u siebie?


Być może całe życie nie szukamy szczęścia.
Szukamy domu.
A dom jest jedynym miejscem, z którego nigdy naprawdę nie odeszliśmy.
Po prostu na chwilę uwierzyliśmy, że jesteśmy kimś innym niż życie, które właśnie się wydarza.


----------------------------------------------------


** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)



Czytaj więcej >

#6 Kiedy cierpi ciało, a kiedy umysł?

 

(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**

Droga do domu #6
STAN ZAGROŻENIA
Kiedy cierpi ciało, a kiedy umysł?

Jest jedna rzecz, której długo nie potrafiłam nazwać. Kiedy zaczęłam poznawać nauki Eckharta Tolle'a, poczułam ogromną ulgę. Po raz pierwszy ktoś pokazał mi, że nie jestem swoimi myślami. Że mogę je obserwować. Nie muszę wierzyć każdej z nich.
To było jak otwarcie okna w dusznym pokoju. 

Ale z czasem zauważyłam coś jeszcze - zauważyłam, że są dni, kiedy nawet najpiękniejsze idee nie wystarczają. Nie dlatego, że są błędne. Dlatego, że cierpi coś innego niż umysł. 



Wyobraź sobie człowieka, który od miesięcy śpi po pięć godzin. 
Żyje w przewlekłym stresie. Pije kolejną kawę zamiast zjeść odżywcze śniadanie.
Nie pamięta, kiedy ostatnio naprawdę odpoczął. Jest przebodźcowany. Oddycha płytko.
Od dawna funkcjonuje na wysokich obrotach.

Czy jego największym problemem jest to, że za bardzo utożsamia się z myślami?
Myślę, że nie.
Myślę, że jego organizm po prostu woła o pomoc. To właśnie tutaj biologia spotyka się z obecnością.
Bo organizm ma swój własny język. Nie mówi zdaniami. Nie tworzy filozofii, nie dyskutuje.
Mówi:
"jestem zmęczony; potrzebuję snu, to dla mnie za dużo, nie mam już zasobów"

Problem polega na tym, że my bardzo często odpowiadamy... kolejną myślą:

"muszę być silniejsza; powinnam bardziej nad sobą pracować; jeszcze tylko ten tydzień; nie mogę teraz odpuścić"

I wtedy zaczyna się błędne koło. Ciało wysyła sygnał. Umysł go interpretuje. My wierzymy interpretacji, a nie sygnałowi.

Nie twierdzę, że wszystkie trudności psychiczne wynikają z biologii. Byłoby to tak samo dużym uproszczeniem, jak twierdzenie, że wszystkie wynikają z myśli. 

Człowiek nie jest samym ciałem, ale nie jest też samym umysłem. Jest jednym i drugim.

Myślę, że współczesna kultura popełnia dwa przeciwne błędy.
Jedni mówią:  "Wszystko siedzi w głowie."

Drudzy odpowiadają: "To tylko hormony, neuroprzekaźniki i układ nerwowy."

A przecież życie nie jest tak proste. Czasem potrzebujemy zauważyć własne myśli. A czasem położyć się spać.  Czasem potrzebujemy obserwować ego. A czasem zjeść ciepły posiłek.
Czasem potrzebujemy usiąść w ciszy. A czasem przestać przez pół roku żyć ponad własne możliwości.

Dziś już nie wierzę tylko swoim myślom. Coraz częściej pytam: "Co mówi moje ciało?"
Bo ono zwykle odzywa się pierwsze. Tylko mówi znacznie ciszej.
Może właśnie dlatego tak wielu ludzi nie potrafi być obecnych? Nie dlatego, że nie rozumieją nauk Tolle'a. Ale dlatego, że ich układ nerwowy od miesięcy żyje w stanie alarmowym. A organizm, który czuje zagrożenie, nie odpoczywa. Najpierw skanuje otoczenie.
Dopiero później może być obecny. I to nie jest porażka duchowa. To jest biologia.


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Kiedy ostatnio zapytałaś swoje ciało, czego potrzebuje, zanim zapytałaś umysł, co powinno zrobić?
Czy Twoje zmęczenie wynika z myśli... czy z miesięcy życia ponad własne możliwości?
Jak często próbujesz uspokoić organizm argumentami?
Co dzisiaj bardziej potrzebuje Twojej uwagi: narracja czy ciało?


Świadomość nie zastąpi snu. Obecność nie zastąpi regeneracji. Medytacja nie zastąpi bezpieczeństwa. Ciało, którego przez lata nie słuchaliśmy, nie przestanie mówić tylko dlatego, że nauczymy się obserwować swoje myśli.

Jeśli myślisz - skoro cierpię, to znaczy, że za bardzo utożsamiam się z umysłem - to możesz wpaść w pułapkę. Bo to nie zawsze jest prawda. Czasami cierpi... organizm.

Być może prawdziwa droga do domu prowadzi nie tylko przez świadomość.
Prowadzi również przez ciało.
Bo świadomość bez ciała bywa bezradna, a ciało bez świadomości często pozostaje niezrozumiane. Dopiero razem tworzą pełniejszy obraz człowieka. 

----------------------------------------------------


** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)


Czytaj więcej >

#5 Obecność w zwykłym dniu

 

(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**


Droga do domu #5
GDZIE NAPRAWDĘ JESTEŚ
Obecność w zwykłym dniu

Zastanawia mnie pewien paradoks. Żyjemy w czasach, w których uczymy się obecności na kursach. Kupujemy książki o uważności. Słuchamy podcastów o byciu "tu i teraz".
Jednocześnie coraz trudniej jest nam... po prostu być.

Współczesny świat traktuje obecność jak technikę. Tolle mówi o niej jak o naturalnym stanie, do którego wracamy.

Kiedy mówisz, że jedziesz sama na kilkudniową pieszą wędrówkę, ludzie często pytają: - Ale po co? Nie będziesz się nudzić? Co będziesz tam robić? 

A kiedy od miesięcy pracujesz ponad siły, odbierasz telefony wieczorami, gasisz pożary, śpisz za krótko, żyjesz w pośpiechu i ciągle odkładasz życie na później... nikt nie zapyta - po co?

Jakby jedno było dziwne, a drugie całkowicie normalne.
Czy więc współczesny człowiek boi się obecności?
Bo obecność nie daje punktów.
Nie zwiększa produktywności, nie buduje wizerunku, nie można jej wpisać do CV.
Jest daje prestiżu ani efektywności. Nie da się jej zmierzyć aplikacją.

A jednak... to właśnie w obecności dzieje się całe życie.



Eckhart Tolle często mówi, że życie wydarza się tylko teraz.
Brzmi banalnie. Ale to momentu, kiedy naprawdę spróbujesz to sprawdzić.
Bo bardzo szybko okazuje się, że przez większość dnia jesteśmy gdzie indziej.

Wspominamy. Planujemy. Analizujemy. Martwimy się i przewidujemy.
Rozmawiamy z kimś, kto nawet nie wie, że właśnie prowadzimy z nim dyskusję w swojej głowie.

Najbardziej fascynuje mnie to, że obecność nie wymaga robienia czegokolwiek. Nie trzeba wyjeżdżać do klasztoru. Nie trzeba medytować godzinami. Nie trzeba mieć idealnie spokojnego umysłu. NIe wymaga inwestycji ani przygotowania.
Można zacząć od bardzo zwyczajnych rzeczy.

Poczuć ciepło kubka z kawą. Usłyszeć śpiew ptaków, zanim nazwiesz ich gatunek. Poczuć stopy na ziemi. Spojrzeć dziecku w oczy, nie myśląc już o tym, co będzie za godzinę.

To są małe chwile, ale właśnie z nich składa się życie.


Jest jeszcze coś istotnego - obecność nie jest przeciwieństwem działania. Możesz być bardzo obecny i jednocześnie bardzo aktywny. Możesz prowadzić firmę. Wychowywać dzieci. Pisać książkę. Pracować.
Różnica polega na tym, że przestajesz traktować każdą chwilę jako środek do następnej.

Bo kiedy każda chwila jest tylko środkiem do celu życie nigdy się nie zaczyna.

Może dlatego natura działa na nas tak kojąco. Las niczego od Ciebie nie chce. Góra nie pyta, kim jesteś. Drzewo nie oczekuje, że będziesz bardziej produktywna. Strumień nie pyta o osiągnięcia.
One po prostu... są.

Może właśnie dlatego tak dobrze przypominają nam coś, o czym dawno zapomnieliśmy?

Być obecnym nie znaczy tylko zatrzymać umysł. Czasem znaczy również dać ciału warunki, w których w ogóle będzie mogło wrócić do chwili obecnej.

Bo jeśli organizm od miesięcy funkcjonuje w stanie alarmowym, obecność nie staje się niemożliwa z powodu braku świadomości. Często staje się trudna dlatego, że układ nerwowy nie czuje się jeszcze wystarczająco bezpiecznie, by odpuścić ciągłe skanowanie otoczenia.

Obecność nie jest tylko praktyką duchową, ale również doświadczeniem biologicznym. 


Może obecność nie jest umiejętnością, której trzeba się nauczyć.
Może jest czymś, co mieliśmy od zawsze.
Tylko przez lata nauczyliśmy się być wszędzie oprócz własnego życia.


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Kiedy ostatnio zrobiłaś coś tylko dlatego, że sprawiało Ci radość, a nie dlatego, że było przydatne?
Jak często traktujesz obecną chwilę jako środek do następnej?
Czy potrafisz wypić filiżankę kawy bez telefonu, planowania i pośpiechu?
Kiedy ostatnio byłaś naprawdę tam, gdzie było Twoje ciało?


----------------------------------------------------


** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)

Czytaj więcej >

#4 Ego nie jest wrogiem


(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**

Droga do domu #4
RACJA I CISZA
EGO nie jest wrogiem.


Przez wiele lat myślałam, że EGO jest fundamentem. Przez kolejne lata, że jest czymś, czego trzeba się pozbyć - pokonać, uciszyć.

Im więcej słuchałam Eckharta Tolle'a, tym bardziej rozumiałam, że obie drogi to walka. A walka z EGO bardzo szybko staje się kolejnym przejawem ego.

Dziś myślę, że ego nie jest naszym wrogiem. Ono próbowało nas chronić. Budowało obraz nas samych. Pomagało przynależeć, unikać odrzucenia. Zdobywać uznanie. I przetrwać.

Ego bywa utożsamiane z odpowiedzialnością, pracowitością, profesjonalizmem czy ambicją. Ale to nie są cechy EGO, one mogą wynikać z ego, ale mogą też wynikać z wartości, pasji czy poczucia sensu.
EGO chce zbudować swoją tożsamość na odpowiedzialności, która sama w sobie nie jest problemem.

Problem zaczyna się wtedy, gdy bez niej nie wiemy już, kim jesteśmy.



Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy zapominamy, że to tylko jedna z części naszego doświadczenia. I zaczynamy wierzyć, że to właśnie jesteśmy my.

Tolle pisze, że EGO bardzo rzadko potrafi po prostu być. Dla niego chwila obecna jest najczęściej:
środkiem do celu, przeszkodą, albo wrogiem. Nigdy miejscem, w którym można odpocząć.

Zauważ, jak często EGO mówi:

Powinni mnie bardziej docenić
Muszę udowodnić, że mam rację
Dlaczego mnie nie zauważyli?
Ona ma więcej
Jestem lepsza / gorsza

To wszystko brzmi bardzo różnie, ale wszystkie te zdania mają wspólny mianownik. Nieustannie budują historię o człowieku.

Im dłużej obserwuję ludzi tym bardziej widzę, że EGO nie zawsze objawia się pychą. Czasami objawia się perfekcjonizmem, nadmierną odpowiedzialnością, potrzebą bycia niezastąpionym, nieustannym pomaganiem. Czasami byciem "tym silnym".
Bo EGO nie chce tylko być wyjątkowe. Ono chce być kimś. Kimkolwiek.
Nawet jeśli miałoby być najbardziej zmęczonym człowiekiem w pokoju.

Jest jeszcze coś - EGO bardzo boi się ciszy.
Bo w ciszy nie ma z kim się porównywać. Nie ma czego udowadniać. Nie ma kolejnej historii do opowiedzenia.

W ciszy zostaje tylko obecność.
I właśnie dlatego wielu ludzi robi wszystko, żeby jej nie doświadczać.
Telefon, podcast, serial, tik-tok, praca, rozmowa. Cokolwiek. Byle nie cisza.

Paradoks polega na tym, że ciało mówi zupełnie innym językiem. Nie interesuje go status. Nie interesuje go uznanie. Nie interesuje go racja.
Kiedy jest zmęczone... po prostu chce odpocząć.
Kiedy jest przeciążone... prosi o zwolnienie.
Nie dlatego, że jest leniwe - dlatego, że jest żywe.

Nie chodzi o to, żeby pozbyć się EGO. Nie da się. Chodzi o to, żeby je rozpoznać.
Zauważyć moment, w którym zaczyna prowadzić nasze życie. Bo wszystko, czego nie jesteśmy świadomi, bardzo łatwo zaczyna nami rządzić.


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

W jakich sytuacjach najbardziej potrzebujesz mieć rację?
Co najbardziej zabolałoby Twoje ego: krytyka, brak uznania czy bycie niezauważonym?
Jak często robisz coś dlatego, że to naprawdę ma dla Ciebie sens, a jak często dlatego, że buduje obraz Ciebie?
Kiedy ostatnio pobyłaś w ciszy bez potrzeby wypełniania jej czymkolwiek?

----------------------------------------------------


** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)



Czytaj więcej >

#3 Obserwator

 

(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**

 Droga do domu #3 
DOŚWIADCZENIE LUSTRA.
Obserwator.

Obserwacja zamiast walki. Czy to w ogóle jest możliwe?
Przez większość życia uczono mnie jednego - jeśli coś jest nie tak... trzeba to zmienić.

Jeśli pojawia się lęk... trzeba go pokonać.
Jeśli pojawia się złość... trzeba ją opanować.
Jeśli pojawiają się trudne myśli... trzeba je zastąpić lepszymi. Walczyć, kontrolować, naprawiać.




Dopiero Eckhart Tolle pokazał mi zupełnie inną możliwość.
A co, jeśli nie trzeba walczyć?

Najbardziej poruszyła mnie myśl, że walka z własnym umysłem bardzo szybko staje się... kolejną aktywnością umysłu. "Nie powinnam tak myśleć", "muszę się uspokoić", "dlaczego znowu to robię?"
To nadal są myśli, tylko przebrane za próbę ich zatrzymania.

Tolle używa pięknej metafory lustra. Lustro niczego nie poprawia. Nie wybiera, nie ocenia. Po prostu odbija to, co się przed nim pojawia.
Czyż nie właśnie na tym polega uważność?
Nie na zatrzymaniu myśli, ale na przestaniu utożsamiania się z każdą z nich. 

Ale obserwacja nie dotyczy tylko umysłu, dotyczy również ciała. To właśnie ono często zauważa wszystko wcześniej niż myśli.
Zanim pojawią się w głowie słowa: "boję się" możesz poczuć zaciśnięty żołądek.
Zanim pomyślisz: "jestem wściekła" już zaciska się szczęka.
Zanim nazwiesz smutek... cięższy staje się oddech. Ciało nie komentuje, ono informuje.

Mam wrażenie, że prawdziwa obserwacja zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba natychmiastowego wyjaśniania wszystkiego.

Nie dlaczego tak się czuję ale co właśnie czuję?
Nie jak się tego pozbyć ale jak to jest teraz odczuwane w moim ciele?
Czy dostrzegasz jak ogromna jest tu różnica?

Kiedy patrzysz na zachód słońca, przez krótką chwilę po prostu go widzisz. Dopiero po sekundzie pojawia się myśl: "ale piękny zachód słońca". Pierwsze było doświadczeniem, drugie jest już komentarzem do doświadczenia.
Całe nasze życie wygląda bardzo podobnie. Najpierw jest chwila. Potem umysł zaczyna o niej opowiadać. A my bardziej wierzymy opowieści niż temu, czego naprawdę doświadczamy.


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Przez jeden dzień niczego w sobie nie zmieniaj. Nie próbuj być spokojniejszy. Nie próbuj myśleć pozytywnie, nie próbuj się naprawiać.
Po prostu obserwuj. Z ciekawością. Zobacz:

Jak często pojawia się słowo "muszę"?
Jak często mówisz do siebie "Ty"?
Jak często oceniasz siebie, zanim wydarzy się cokolwiek złego?
Gdzie w ciele najczęściej pojawia się napięcie?
Jak zmienia się Twój oddech, kiedy ktoś Cię skrytykuje?
Co dzieje się z Twoimi barkami, kiedy się spieszysz?

Co częściej obserwujesz: rzeczywistość czy swoje komentarze na jej temat?
Kiedy ostatnio naprawdę poczułaś swoje ciało, zanim próbowałeś zrozumieć swoje emocje?
Czy potrafisz przez minutę niczego w sobie nie poprawiać?
Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś na chwilę zamienił analizę na obserwację?

Nie poprawiaj. Nie analizuj. Nie oceniaj. Po prostu patrz.
Pierwszym krokiem do wolności nie jest zmiana.
Pierwszym krokiem jest zauważenie.

Chciałabym dodać jeszcze coś, czego mi brakuje w wielu rozmowach o uważności.
Obserwacja nie jest biernością. To nie jest udawanie, że nic się nie dzieje. To stworzenie przestrzeni między bodźcem a reakcją. Między myślą a uwierzeniem jej. Między napięciem w ciele a automatycznym działaniem.
I właśnie w tej przestrzeni zaczyna się Twoja osobista wolność. Bo, co potrafisz obserwować, przestaje Tobą rządzić.
Nie znika, ale przestajesz być z nim całkowicie utożsamiony. To bardzo spójnie łączy nauki Tolle'a z moim sposobem myślenia o układzie nerwowym i świadomym życiu.


----------------------------------------------------

**DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)



Czytaj więcej >

#2 Głos, który nie jest Tobą

 (Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**

 Droga do domu #2 
ZAPRASZANIE MYŚLI.
Głos, który nie jest Tobą.


Przez prawie trzydzieści lat próbowałam pracować nad swoimi myślami.
Zmieniać je. Kontrolować, analizować, rozumieć. Zastępować lepszymi.
Czytałam książki. Kończyłam szkoły, chodziłam na szkolenia. Poznawałam kolejne teorie i metody.
Szukając sposobu na uspokojenie umysłu... karmiłam go kolejnymi myślami.



Dzisiaj wydaje mi się to trochę zabawne.
Próbowałam ugasić pożar... dodając drewna. Większość z nas robi dokładnie to samo.
Mamy trudną myśl. Więc szukamy następnej, która ją naprawi.
Potem kolejnej.
I jeszcze jednej. Jakby odpowiedzią na hałas miało być więcej hałasu.

Przez lata wydawało mi się, że jeśli nauczę się właściwie myśleć, będę spokojna.
Dzisiaj już tak nie myślę. Zrozumiałam coś bardzo prostego.
Myśl pojawia się sama. Nie prosisz jej o przyjście, nie planujesz jej. Nie wybierasz.

Po prostu nagle jest - tak jak pojawia się dźwięk za oknem albo chmura na niebie.

Kiedy to sobie uświadomiłam, pojawiło się pytanie, które zmieniło moje patrzenie na umysł.
Jeśli nie wybieram większości swoich myśli... to dlaczego wierzę, że każda z nich mówi prawdę?

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam od Eckharta Tolle'a: "Twoje myśli to nie Ty" poczułam jednocześnie ulgę i opór. Ulgę, bo nagle nie musiałam już wygrywać każdej dyskusji z własnym umysłem. Opór, bo jeśli nie jestem swoimi myślami... to kim właściwie jestem?

To był moment, w którym przestałam próbować kontrolować każdą myśl. Zaczęłam je obserwować.
Nie dlatego, że wszystkie są bez znaczenia i nie dlatego, że nie warto myśleć.
Dlatego, że nie każda myśl zasługuje na moją uwagę.

Dzisiaj, kiedy pojawia się w mojej głowie: "nie dałaś rady", "powinnaś bardziej się postarać" czy wypominanie "braków" nie pytam już jak to zmienić.
Pytam: "czy naprawdę chcę zaprosić tę myśl na dłużej?" Bo nie każda myśl, która puka do drzwi, musi zostać.

To jest różnica między klasyczną psychologią poznawczą a tym, o czym mówi Tolle.
Psychologia pyta: Jak zmienić treść myśli?
Tolle pyta: Kto jest świadomy, że ta myśl właśnie się pojawiła?

Być może przez lata zadawaliśmy niewłaściwe pytanie. Nie "jak zmienić swoje myśli?", ale "dlaczego tak bardzo wierzę, że każda z nich mówi prawdę?"


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Jakie zdanie najczęściej powtarza Twój umysł?
Czy pamiętasz moment, kiedy uwierzyłaś myśli tylko dlatego, że była głośna?
Ile energii poświęcasz na zmianę swoich myśli, a ile na ich spokojne zauważenie?
Co by się zmieniło, gdybyś potraktowała swoje myśli jak gości, a nie jak domowników?

----------------------------------------------------


** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)



Czytaj więcej >

#1 Dom z którego ciągle uciekamy

 

(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**

Droga do domu #1.
ĆWICZĄC ŻYCIE
Dom z którego ciągle uciekamy.

Całe życie jesteśmy w drodze.
Rzadko pytamy… Dokąd właściwie idziemy?
Eckhart Tolle używa pięknej metafory, mówi, że człowiek przez większość życia szuka domu.
Tylko że my bardzo często mylimy dom z miejscem.  
Szukamy go w przeszłości, w przyszłości, osiągnięciach, relacjach, rozwoju.
Tak trudno nam po prostu w nim być.




Od dziecka uczymy się, że szczęście znajduje się gdzieś przed nami. Kiedy: skończę szkołę, znajdę miłość, kupię mieszkanie, dzieci podrosną, zmienię pracę, wreszcie odpocznę, schudnę, bardziej się rozwinę. Kiedy stanę się lepszą wersją siebie.

Myślimy, że domem będzie związek, nowa praca, większe mieszkanie, dom na wsi, idealne ciało, brak zmarszczek, kolejny kurs, więcej pieniędzy, spokojniejsze dzieci.
A kiedy już to osiągamy… na chwilę robi się cicho.
I zaraz pojawia się następne "jeszcze". Jeszcze coś trzeba poprawić. Jeszcze coś osiągnąć. Jeszcze trochę.

Jeszcze tylko skończę ten projekt.
Jeszcze tylko dzieci dorosną.
Jeszcze tylko chwila i wakacje, albo tylko wakacje i poszukam pracy.
Jeszcze tylko schudnę…. jeszcze tylko tydzień i rozpocznę dietę.
Jeszcze tylko uporządkuję swoje życie.
A potem… zacznę żyć. Czy naprawdę? Czy może za tym "jeszcze tylko" czeka następne "jeszcze tylko"?

Współczesny człowiek nie cierpi dlatego, że ma za mało, tylko dlatego, że nigdy nie pozwala sobie poczuć, że już jest w domu.
Bo umysł żyje przeszłością i przyszłością. To jego naturalna właściwość. Porównywanie, zamartwianie się i rozgrzebywanie, analiza i plan.

Ciągle szuka kolejnego celu, kolejnego problemu, kolejnego powodu, żeby nie zatrzymać się tutaj.

Z perspektywy biologii ma to sens. Organizm, który przestał wypatrywać zagrożeń, miał mniejsze szanse przetrwać. Ale z perspektywy życia… to wyczerpująca rola i ogromny koszt.


Najbardziej poruszyła mnie jedna myśl Tolle'a - dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść. Dom jest stanem, w którym przestajesz na chwilę uciekać od tego, co właśnie jest.
Nie oznacza to rezygnacji z marzeń. Nie oznacza bierności, ani, że niczego nie zmieniasz.
Oznacza tylko tyle... że przestajesz odkładać życie na moment, w którym wszystko będzie idealne.

Kiedyś myślałam, że obecność polega na tym, żeby nauczyć się zatrzymywać.
Dziś wiem, że obecność zaczyna się wtedy, kiedy przestajesz ciągle wychodzić z własnego życia.

Kiedy pijesz kawę... i naprawdę pijesz kawę.
Kiedy rozmawiasz z dzieckiem... i naprawdę go słyszysz.
Kiedy siedzisz na trawie... i przez chwilę niczego od tej chwili nie oczekujesz.

Może właśnie dlatego tak wielu z nas czuje spokój w lesie, nad morzem czy w górach.
Nie dlatego, że natura rozwiązuje nasze problemy. Tylko dlatego, że na moment przestajemy z niej uciekać. "Ćwiczysz po prostu życie" - jak mówi Tolle.

Jest jedna rzecz, którą chcę od siebie dopowiedzieć. Czasem nie potrafimy "być", nie dlatego, że jesteśmy zbyt przywiązani do EGO czy przyszłości.
Czasem nie potrafimy być obecni, bo nasz układ nerwowy od miesięcy (albo lat) żyje w stanie alarmowym. I wtedy nie potrzeba więcej duchowości.
Nie potrzeba bardziej się starać. Czasem potrzeba najpierw odzyskać poczucie bezpieczeństwa w ciele. Złapać balans i zatrzymać ciszę.
dom to nie tylko miejsce świadomości.
To także organizm, który przestaje czuć, że musi bez przerwy uciekać.
A świadomość i ciało potrzebują wracać do domu razem.


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Gdzie najczęściej szukasz swojego "domu"?
Co od lat odkładasz na moment "kiedy już..."?
Czy pamiętasz ostatnią chwilę, w której niczego nie próbowałaś poprawić?
Jak często Twoje życie zaczyna się... dopiero w przyszłości?
A może domem, którego szukasz od lat, nie jest żadne miejsce?
Może jest nim chwila, w której po raz pierwszy naprawdę jesteś tam, gdzie właśnie jesteś?


----------------------------------------------------



** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)



Czytaj więcej >

#0 Nie wierz we wszystko, co mówi Twój umysł


(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**

Droga do domu #0  
TO TYLKO MYŚL
Nie wierz we wszystko, co mówi Twój umysł.

Kim jest ten głos?
Dlaczego nie jest Tobą?

Ilu z nas jest dręczonych przez niekończące się monologi w głowie?
Nie przez szefa, partnera czy rodziców. Przez siebie.




Wyobraź sobie, że ktoś przez cały dzień chodzi za Tobą i mówi:
jesteś do niczego, znowu popełniłeś błąd, inni potrafią a Ty nie, weź się w garść. 
Krytykuje, popędza, naciska, ocenia, ma pretensje.

Gdyby ktoś bliski robił Ci to cały czas, jaką miałbyś z nim na co dzień relację?
Czy chciałabyś przebywać z takim człowiekiem? Jak długo byś z nim wytrzymał?

A jednak większość z nas właśnie w taki sposób rozmawia sama ze sobą. I uznaje to za coś całkowicie normalnego.


Eckhart Tolle zadaje pytanie - kto właściwie do Ciebie mówi?
Kiedy w głowie pojawia się głos:  "jesteś beznadziejna" - kto to wypowiada? I do kogo?

Jak to możliwe, że jedna część umysłu ocenia drugą?
To tak, jakbyśmy rozszczepiali się na prokuratora, sędziego i oskarżonego.
A my przez lata wierzymy, że ten głos mówi prawdę i że nie możemy tego zmienić.
Że skoro pojawiła się myśl, musi być prawdziwa.
A przecież… to tylko myśl. Nie fakt. Nie rzeczywistość.

Umysł nie jest narratorem obiektywnym, jest narratorem bezwzględnym, którego karmi i rozwija nasza uwaga.


Z perspektywy biologii ma to ogromny sens. Umysł nie powstał po to, żeby nas uszczęśliwiać. Powstał po to, żeby przewidywać zagrożenia, dlatego łatwiej zauważa błędy niż sukcesy.

Łatwiej porównuje niż docenia i zachwyca się chwilą. Łatwiej tworzy katastrofy niż spokój.
Właśnie tak działa - nieidealny ludzki umysł, którego przez wieki próbujemy okiełznać i zmienić, a może wystarczy przestać traktować go tak poważnie?

Bo najtrudniej jest nam wtedy, gdy wierzymy, że każde jego słowo jest prawdą.

To, co najbardziej zabrałam z nauk Tolle, jest zaskakująco proste. Nie trzeba walczyć z własnym umysłem. |Nie trzeba go uciszać. Nie trzeba udowadniać mu, że się myli. Można zacząć od czegoś znacznie prostszego.
Zauważyć. 

"O... właśnie pojawiła się kolejna myśl" - i nie robić z nią nic więcej. Bo może największą wolnością nie jest pozbycie się myśli ale przestać wierzyć we wszystkie.

I nauczyć się być dla siebie takim człowiekiem, z którym warto iść przez życie. Wtedy każda droga staje się drogą do domu, nawet wtedy, kiedy jest trudno. 


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Gdyby głos, który słyszysz w swojej głowie, należał do kogoś obcego… czy chciałabyś spędzić z nim choć jeden dzień?
A jeśli odpowiedź brzmi "nie"… to może warto zacząć słuchać go trochę mniej?
Jak najczęściej zwracasz się do siebie? Mówisz "ja", a może częściej "ty"?
Jakie zdanie Twój umysł powtarza najczęściej?
Czy potrafisz zauważyć moment, w którym pojawia się myśl... zanim uwierzysz, że jest prawdą?


---------------------------------------------

** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)



Czytaj więcej >

Sprawdź, zanim uwierzysz

 

Jeżeli człowiek nie rodzi się z gotowym obrazem siebie, to znaczy, że sporą część życia spędza nie tyle poznając siebie, ile ucząc się, kim ma być.
A potem rozwój osobisty często proponuje mu kolejne narzędzia, żeby tę konstrukcję jeszcze ulepszyć.

Ale czy trzeba zbudować lepszą wersję siebie, czy najpierw zobaczyć, kto właściwie jest tym, którego cały czas próbujemy ulepszać?

A może warto odważyć się zobaczyć na nowo konstrukcję świata, którą uznałeś za naturalną?





Co pozostaje, kiedy zdejmiesz z człowieka to, w co został ubrany w procesie socjalizacji? 

Człowiek nie rodzi się z gotowym obrazem siebie. Nabiera ich z czasem. Staje się kobietą, mężczyzną, matką, ojcem, pracownikiem, lekarzem, nauczycielem, dobrym albo złym człowiekiem.

Nie rodzi się z gotową historią o sobie. Dostaje ją od rodziny, szkoły, religii, kultury, społeczeństwa. Od ludzi, którzy mówią mu, jaki powinien być.

Z czasem zaczyna mówić: To jestem ja.
Moje wykształcenie, zawód, rodzina, pozycja społeczna, poglądy, sukcesy i porażki, historia, cechy charakteru.


Tylko skąd wiemy, że to wszystko rzeczywiście jest nami?


Eckhart Tolle zapytałby: Kto ci powiedział, że jesteś tym, za kogo się uważasz?
Można pójść dalej - kto ci powiedział, że tak wygląda świat?
Bo przecież to, co wydaje nam się naturalnym porządkiem rzeczy, często jest po prostu tym, czego nauczyliśmy się nie kwestionować.

Że kobieta powinna być taka, a mężczyzna powinien być taki.
Że sukces wygląda tak, a bezpieczeństwo oznacza to. Że szczęście trzeba osiągnąć, że trzeba nad sobą pracować i że trzeba coś w życiu zrobić, żeby być kimś.

Kultura nie tylko mówi nam, jacy mamy być. Mówi nam również, jak wygląda rzeczywistość.
A potem przestajemy widzieć w tym kulturę. Zaczynamy widzieć prawdę.

Konstrukcję naszego własnego „ja”, którą uznajemy za rzeczywistość i kulturowe konstrukcje, które uznajemy za naturalne.

A może sprawdź, zanim uwierzysz?

Zobacz, co naprawdę jest twoim doświadczeniem, a co zostało ci przekazane.
Zobacz, co jest bezpośrednio przeżywane, a co jest opowieścią o tym przeżyciu.

Jak mówi Marek Taran mówi: Kluczem są uczucia, nie techniki.
Bo można przeczytać kolejne książki, poznać kolejne teorie, zastosować kolejne metody i stworzyć jeszcze bardziej wyrafinowaną wersję własnej historii.

A można też na chwilę przestać ją tworzyć. Poczuć. Zobaczyć. Być.
I wtedy pojawia się pytanie, którego nie da się już rozwiązać kolejną teorią:
Co pozostaje, kiedy zdejmiesz z człowieka wszystko to, czego nauczył się o sobie i o świecie? 

Czy od tego zaczyna się prawdziwe pytanie o świadomość?




Czytaj więcej >

Regeneracja i odbudowa zasobów - jak to wygląda w praktyce?


Myślisz: jeśli się reguluję, powinno być coraz spokojniej.
A często na początku jest odwrotnie!




Regulacja układu nerwowego to nie jest od razu stan komfortu, spokoju i harmonii. To bardziej moment, w którym zaczynają wychodzić rzeczy, które wcześniej były „trzymane”, czyli:

1. Spada tolerancja na przeciążenie - rzeczy, które kiedyś „dało się wytrzymać”, nagle stają się nie do zniesienia.
Hałas, konflikty, nadmiar ludzi, presja, szybkie tempo.... I człowiek myśli, że się cofa....
A jest odwrotnie, układ nerwowy przestaje się już zaciskać i kompensować za wszelką cenę

2. Emocje są bardziej odczuwalne. Płaczliwość, wściekłość, drażliwość. Nie dlatego, że jest gorzej psychicznie, tylko dlatego, że system przestaje być w totalnym odcięciu albo mobilizacji.
I zaczyna „oddawać” napięcie.

3. Pojawia się potrzeba prostoty. Mniej rozmów, analiz, decyzji, bodźców. Więcej ciszy, przewidywalności, rutyny, natury.

4. Organizm przestaje „ciągnąć siłą”. Czyli trudniej zmusić się do działania, spada „napęd na adrenalinie”, pojawia się zmęczenie, którego wcześniej nie było czuć.
I to może wyglądać jak lenistwo, regres czy epozod depresji. A często jest wychodzeniem z trybu przetrwania.

5. Chaos przed równowagą. Układ nerwowy: nie przechodzi z przeciążenia do spokoju liniowo.
Często jest fala lepiej i fala gorzej, chaos w emocjach, zmęczenie, ulga, złość. I człowiek myśli, że nic nie działa. Ale system właśnie czy się nowego zakresu tolerancji.


To NIE jest komfort Bo komfort często był kompensacją, że "ogarniam, działam i jadę dalej”.
A regulacja czasem wygląda bardziej jak „nie mogę już tak żyć” i to jest początek zmiany.

Zatem nie oczekuj, że regulacja to będzie komfortowy spokój. To jest raczej utrata zdolności do dalszego przeciążania siebie 

 I jeszcze jedno. To, że dziś masz mniej tolerancji, potrzebujesz prostoty, nie chcesz bodźców, konfliktów, wyzwań - nie chcesz nic „więcej, nie oznacza, że tracisz na jakości, tylko że organizm przestaje już zgadzać się na życie ponad swoje możliwości.

Dlatego odpuść presję, pójdź w prostotę.
Ciągle mniej 💚


Czytaj więcej >

Presja. Najcichszy wróg

 

Myślałam, że moim problemem jest hiperemocjonalność, nadwrażliwość, brak odporności.
Przez długie lata czułam, że za bardzo się przejmuję.
Twarda skóra, wielozadaniowość, świetna organizacja, a wewnątrz buzujący pod ciśnieniem wulkan, nad którym próbowałam mieć kontrolę. Presja przez lata była dla mnie czymś „normalnym”, czymś, co trzeba znosić. 

Dziś widzę to inaczej. Presja była moim najcichszym wrogiem.
Nie ta oczywista - z zewnątrz. Tylko ta, która działa po cichu.
Ta w środku.

Bo presja nie krzyczy. Presja szepcze.





Czym jest wewnętrzna presja?

Najczęściej wygląda jak myśl: powinnam, muszę, jeszcze trochę, inni dają radę, zrobię to i tamto, załatwię, ogarnę, wykonam, dokonam. Presja to nie zawsze nacisk z zewnątrz, całkiem często to Twój własny głos, który nie pozwala się zatrzymać. To jest napięcie, które nie pozwala się zatrzymać. To wewnętrzny przymus, żeby działać mimo zmęczenia. 

Z czasem zaczęłam dostrzegać, że presja ma różne twarze.

1. Presja produktywności, że trzeba robić więcej, lepiej, szybciej, być "pożytecznym"

2. Presja bycia „ogarniętą”, że powinnam radzić sobie ze wszystkim i dam radę to zrobić

3. Presja emocjonalna, że powinnam być spokojna, cierpliwa, świadoma, w gotowości 

4. Presja rozwoju, że zawsze można coś jeszcze poprawić, zrobić więcej 

5. Presja bycia dobrą matką / partnerką / człowiekiem, czyli taka, której nigdy nie da się spełnić do końca, bo okoliczności, potrzeby i zasoby nieustannie się zmieniają.


Dlaczego presja jest tak podstępna? Bo bywa mylona z motywacją. Bo wygląda jak odpowiedzialność.
Jak ambicja i jak „ogarnianie życia”.

A w rzeczywistości jest przeciążeniem. Bo odcina od sygnałów z ciała, sprawia, że ignorujemy zmęczenie.
Że przekraczamy granice, których nawet nie zauważamy.
I robimy to… z poczuciem, że „tak trzeba”.


Presja od strony biologii

Dziś wiem, że presja to nie tylko kwestia myślenia. To stan organizmu. Ciało w presji jest napięte, oddycha płycej, działa szybciej niż powinno, nie regeneruje się. Układ nerwowy działa w trybie mobilizacji. Ciągłe „działaj”, „rób”, „nie zatrzymuj się”. Problem w tym, że ten tryb nie jest stworzony do życia. Jest stworzony do przetrwania.
I jeśli trwa za długo - zaczynamy się rozsypywać!


Kiedy presja pojawia się najmocniej?

Z moich doświadczeń, kiedy:

- jestem zmęczona
- tracę poczucie kontroli
- czuję się niewystarczająca
- porównuję się do innych
- próbuję „ogarnąć wszystko”

Czyli dokładnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebuję odpuszczenia.


Jak ją rozpoznaję dziś?

Odbieram sygnały. Nie że powinnam zrobić więcej. Tylko że już zrobiłam za dużo.
Nie po myślach - po ciele. Czyli: napięcie w barkach, przyspieszony oddech, brak cierpliwości, wewnętrzny pośpiech, trudność z zatrzymaniem się, nie „pozwalaniem sobie”.

To są dla mnie sygnały, że weszłam w presję. I ja nauczyłam się ją odpuszczać, ale pod jednym warunkiem... że sobie na to pozwolę 🙃 
Proste i trudne jednocześnie, prawda? 


Sprawdź czy jesteś w presji? 🧠 ZROB TEST 🧠

Nie analizuj. Odpowiedz intuicyjnie: tak / nie

1. Masz poczucie, że ciągle jest coś do zrobienia (nawet kiedy teoretycznie możesz odpocząć)

2. Trudno Ci się zatrzymać bez poczucia winy

3. Robisz rzeczy „bo trzeba”, nawet kiedy jesteś zmęczona/y

4. Czujesz wewnętrzny pośpiech, nawet gdy nikt Cię nie pogania

5. Twoje ciało jest napięte, a oddech płytki

6. Masz wrażenie, że ciągle jesteś „w tyle”

7. Odpoczynek traktujesz jak przerwę między zadaniami, a nie coś równie ważnego jak działanie

8. Porównujesz się do innych i czujesz, że robisz za mało

9. Masz trudność z powiedzeniem „to nie jest teraz konieczne”

10. Często ignorujesz sygnały zmęczenia z ciała

🔹 Wynik:

0-2 „tak”
raczej jesteś w kontakcie ze sobą

3-6 „tak”
-jesteś w lekkiej presji (organizm jeszcze kompensuje)

7-10 „tak”
 jesteś w trybie presji / przeciążenia, to nie jest moment na „więcej”, tylko na mniej...



Co mi pomaga?

Kiedy pozwalam sobie odpuścić. To bywa cholernie trudne, ale jest tak uwalniające… 
Nie walczę z presją, nie tłumaczę sobie, jak trzeba żyć.
To nic nie daje. Bo presja nie znika dlatego, że ją zrozumiemy.
Znajomość mechanizmu nie wyłącza reakcji.  To, co ją zmienia, to warunki: mniej obciążenia, więcej bezpieczeństwa, więcej odpoczynku.

Zaczynam od prostych rzeczy:
zwalniam, ograniczam bodźce, odpuszczam rzeczy 'niekonieczne', wracam do ciała (ruch, oddech, cisza), kieruje uwagę na zewnątrz (co widzę, co słyszę), pozwalam sobie na wyjście z głowy.
Przy rzeczach ważnych i pilnych zadaję sobie jedno pytanie: czy to naprawdę jest teraz konieczne?
Bardzo często nie jest.

Presja nie mówi: „zwolnij”.
Dlatego trzeba nauczyć się słyszeć ją wcześniej.


No dobra, a co zamiast presji?
Bo łatwo powiedzieć „odpuść”, trudniej wiedzieć, co w to puste miejsce. Nie zamieniaj presji na motywację. To dalej byłoby pchanie siebie. Ja zamieniłam ją na coś prostszego.
Na warunki.
Zamiast pytać:
- co jeszcze powinnam zrobić?
pytam:
- czego potrzebuje mój organizm, żeby w ogóle móc działać?

Odpowiedzi są mało spektakularne:

sen
cisza
mniej bodźców
mniej decyzji
mniej „ważnych tematów”
więcej powtarzalności
więcej prostoty
więcej przewidywalności

To nie wygląda jak rozwój. Ale to jest regulacja. Bo kiedy organizm wychodzi z trybu presji, nie potrzebuje inspiracji. Potrzebuje bezpieczeństwa. 
Dopiero z tego miejsca wraca energia, klarowność, chęć działania.

Nie z presji, tylko z zasobów.
Presja pcha.
Regulacja przywraca.


Co dziś możesz zrobić, żeby mieć mniej - a nie więcej?

Może wybierzesz CIĄGLE MNIEJ 🥰






Czytaj więcej >

Powrót do siebie. Bez lekcji, metafizyki i poradnika

 

To nie jest historia o szukaniu w życiu „przeznaczenia”. 
To też nie lekcja na szybką przemianę z Instagrama 🤷🏻
To historia o przejściu przez realny, długotrwały kryzys egzystencjalny i wyciśnięciu z tego doświadczenia jak najwięcej.

To, co się wydarzyło, nie było „konieczne”, żebym coś zrozumiała. 
Choroba  nie jest „ceną” za rozwój ani sens.
I mam prawo nie chcieć nadawać temu duchowego znaczenia. To jest po prostu zdrowe.

Ale od początku.
W  którymś momencie życia miałam duży dyskomfort związany z moim życiem zawodowym. Czułam narastające poczucie bezsensu i potrzebę wzięcia oddechu, żeby iść dalej.  

Głęboko zastanawiałam się, co musi się wydarzyć, żebym odkryła swoje przeznaczenie, swoje miejsce zawodowe, takie, że poczuje, że wchodzę w to bez mrugnięcia okiem.
Zadane sobie pytanie brzmiało mądrze, ale miało w sobie ukrytą pułapkę. 
Ono zakłada, że sens jest gdzieś dalej, przyjdzie po jakimś wstrząsie i że musisz coś jeszcze przejść, żeby „zasłużyć” na jasność.

A ja… już przeszłam więcej niż wystarczająco. Bo wydarzyło się wiele. 
I to, co uderza najbardziej, to wcale nie same wydarzenia, tylko to, co się we mnie realnie zmieniło, ale to pomijałam, bo nie jest „efektowne”.

Najważniejsza ogromna zmiana, to przejście z perspektywy psychologicznej na biologiczną.
To jest fundamentalna zmiana paradygmatu, a nie drobna korekta.

Przez kilkadziesiąt lat moją bazą było analizowanie, rozumienie, trzymanie się w pionie, bycie „tą, która daje radę”.  A teraz - układ nerwowy jest moim punktem odniesienia, uznaję przeciążenie, a nie „kryzys do przepracowania”; prawo do „nie” i rozumiem czym jest regeneracja zamiast mobilizacji.


To jest zejście z poziomu narracji na poziom regulacji.



I bardzo możliwe, że to jest pierwsza rzecz w moim życiu, która nie wymaga sensu, nie wymaga interpretacji, nie wymaga, żeby coś „z tego wyszło”.

I szczerze, dopiero wtedy zauważyłam, że nie mam teraz zasobów, żeby wejść w nowe wyzwania z zaangażowaniem i pasją. Ale to nie jest porażka ani stagnacja.

To jest faza regeneracyjna, która w naszej kulturze nie ma nazwy, nie ma prestiżu, nie ma narracji sukcesu.

Ale biologicznie jest niezbędna, jeśli układ nerwowy był długo w trybie przetrwania.
Pytanie o „przeznaczenie” było pytaniem z etapu mobilizacji, a ja jesteś w etapie odbudowy. 
To trochę tak, jakby pytać:  „Dokąd mam biec?”, kiedy organizm jeszcze mówi „najpierw muszę przestać drżeć.”

Czy myślenie o przeznaczeniu ma w tej sytuacji sens? Nie. Ale to nie znaczy, że sensu nie ma w ogóle.
Tylko, że przeznaczenie być może nie jest czymś, co się „odkrywa”, tylko czymś, co powoli wyłania się z tego, jak dbam o siebie teraz.
Być może na ten moment moim przeznaczeniem, nie jest misja czy powołanie, tylko powrót do regulacji, odzyskanie wpływu przez troskę, a nie przez kontrolę, życie bez przymusu bycia silną.

I to jest strasznie nieinstagramowe…. Ale za to bardzo prawdziwe.

Teraz pytam siebie - czego mój układ nerwowy potrzebuje, żebym mogła w ogóle poczuć, że żyję swoim życiem?
Bez presji, że z tego ma wyniknąć coś wielkiego. Czasem największą zmianą jest to, że przestajemy siebie pchać. Jesteśmy w trzeźwym postrzeganiu sytuacji i właśnie takiego języka potrzebujemy: bez metafizyki, bez „lekcji”, bez narracji o wzroście, ale też bez zapadania się w pustkę.

Pytamy o sens. Ale bez duchowości, wtedy sens nie jest czymś, co się odkrywa, tylko czymś, co zmniejsza wewnętrzne tarcie, zwiększa poczucie wpływu, sprawia, że codzienność staje się znośna (to bardzo niedoceniane kryterium).

W tym ujęciu sens to nie powołanie czy misja „dlaczego to mnie spotkało”. 
Tylko pytanie: co sprawia, że moje życie jest trochę mniej ciężkie do niesienia?

Mam prawo dziś nic nie rozwiązywać. Moje ciało jest punktem odniesienia, nie ambicje.
Nie pogarszam sobie życia wymaganiami. CHCĘ MNIEJ.


A jak wygląda regeneracja w praktyce (czyli jak to wygląda naprawdę, a nie w poradniku)?

Regeneracja NIE wygląda tak: wraca motywacja, rośnie energia, pojawia się jasność „co dalej”.
To są objawy powrotu do działania, a nie regeneracji.
Regeneracja wygląda tak:

1. Spadek tolerancji na przeciążenie.
Rzeczy, które kiedyś „były normalne”, teraz są nie do zniesienia.
To nie cofanie się. To znak, że układ nerwowy przestaje kompensować.

2. Potrzeba prostoty.
Mniej rozmów, mniej planów, mniej bodźców, mniej „ważnych tematów”.
Ciało chce przewidywalności, nie inspiracji.

3. Ambiwalencja wobec pracy.
To nie brak ambicji, tylko brak zasobów na presję, tempo i odpowiedzialność emocjonalną.

W czasie regeneracji nie jesteś „niegotowy”. Jesteś w trakcie odbudowy zdolności do obciążenia.


Co faktycznie wspiera regenerację:

- rytm zamiast celów (stałe pory snu, posiłków, spacerów)
- małe decyzje, które wzmacniają wpływ („dziś nie”, „teraz tak”)
- kontakt z ciałem bez analizy (ruch, ciepło, oddech - bez interpretowania)
ograniczenie narracji („nie muszę wiedzieć, co to znaczy”)

Regeneracja to nie „robienie czegoś dla siebie”. To nierobienie rzeczy, które dalej drenowałyby system.

Jak nie robić z cierpienia „lekcji”, ale też nie zostać w pustce?

To jest chyba najtrudniejsze.  
Myślimy „To było po coś” - jest to przemoc wobec doświadczenia.
Myślimy „To było bez sensu” - czujemy egzystencjalną pustkę.
Jest trzecia opcja. Bardzo ludzka - to się wydarzyło, było za dużo, teraz zajmuję się skutkami.
Bez dorabiania znaczeń. Bez potrzeby, żeby coś z tego wynikało, bez ideologizowania.
I co wtedy zostaje zamiast pustki?  Zostaje troska zamiast interpretacji, realność zamiast narracji, teraźniejszość zamiast przyszłego sensu.

Nie musisz mówić „Jestem wdzięczny za to doświadczenie”.
Wystarczy, że powiesz „Nie chcę już żyć w trybie przetrwania.” I zapytasz siebie - jakiego życia mój organizm już nie jest w stanie dłużej prowadzić?

To pytanie nie wymaga wiary, nie wymaga nadziei, nie wymaga sensu. 
Wystarczy uczciwość wobec siebie.

Dopiero kiedy przestałam pytać „co to ma znaczyć?”, a zaczęłam pytać „co mi jest?”, coś się we mnie przesunęło. Z perspektywy psychologicznej - tej, która przez lata była moim domyślnym językiem - zwróciłam się ku perspektywie biologicznej. Ku układowi nerwowemu, zmęczeniu, reaktywności, granicom. Ku ciału, które nie potrzebowało już interpretacji, tylko ulgi.

Regeneracja okazała się czymś zupełnie innym niż obiecywały poradniki. Nie przyszła z przypływem energii ani z jasnością co dalej. Przyszła z potrzebą prostoty, spadkiem tolerancji na przeciążenie i z odwagą mówienia „nie” - nawet wtedy, gdy nie potrafiłam jeszcze powiedzieć „tak” czemukolwiek innemu.

Nie chciałam robić z cierpienia historii o rozwoju. Nie chciałam mówić, że było „po coś”, ani że „musiałam przez to przejść”. A jednocześnie nie chciałam zostać w pustce, w poczuciu, że wszystko było tylko stratą. Z czasem zrozumiałam, że istnieje trzecia droga.
Bez nadawania sensu temu, co bolało, ale z głębokim zwrotem ku sobie.
Bez duchowych interpretacji, ale z bardzo realną mądrością, która płynie z doświadczenia granic.

Są doświadczenia, które nie przynoszą olśnienia, nie porządkują świata i nie czynią nas „lepszymi”. Przynoszą za to przeciążenie, lęk, rozpad znanych struktur i długotrwałe zmęczenie, którego nie da się odpocząć jednym weekendem ani jedną dobrą decyzją.

Ta historia nie jest opowieścią o odnalezionym przeznaczeniu.

Jest zapisem drogi powrotu do siebie - nie przez ambicję, siłę czy analizę, ale przez troskę, regulację i zgodę na to, że nie każdy etap życia służy budowaniu czegokolwiek poza bezpieczeństwem.

Jeśli jesteś w miejscu, w którym nie szukasz już odpowiedzi, tylko oddechu, być może znajdziesz tu coś dla siebie.

🫶🏻

-----------------------------------


Czytaj więcej >

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia